W ostatnim poście przypomniałem Tomasza syn Erika, a dzisiaj będzie o Rafale synu Daniela. Postać dość znana z TV, ale pewnie mniej od strony muzycznej.
Debiut piętnastoletniego Rafała nastąpił w 1986 roku na scenie Filharmonii Białostockiej gdzie akompaniując sobie na gitarze wykonał kolędę Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Tak to wspomina w wywiadzie dla "Tylko Rock" :
"Myślałem że się zesram ze strachu. Ale okoliczności były poważne , poza tym wiersz bardzo fajny".
Na przełomie 87/88 roku znajomy trębacz poznaje go z Robertem Ochnio, wtedy już doświadczonym muzykiem grającym na gitarze w Tubylcach Betonu. Wspólnie namierzyli basistę Piotra Kokosińskiego. Imponował im bo miał bezprogowy bas i własny czteroślad. Powstanie grupy Reds z Olbrychskim jako liderem pozwalało wróżyć duży sukces, tym bardziej że zainteresowała się nimi firma Arston . Z niewielką pomocą ojca, pod koniec 1988 roku, w studiu Teatru Stu, nagrywają pierwszy utwór "Labour of Love" a rok później album "Changing Colours". Muzyka na płycie nie jest odkrywcza choć nie nudzi i może się podobać. Jest dobrze zaaranżowana i precyzyjnie wykonana. To taka wypadkowa tego, co działo się w brytyjskim rocku pod koniec lat 80-tych. Zresztę członkowie Reds nigdy nie ukrywali fascynacji takimi grupami jak, The Smiths, The Cure, Bolshoi czy U2. Jednak tym albumem nie zdołali przekonać do siebie młodej publiczności. Całość zaśpiewana była dodatkowo po angielsku, co jak twierdzili sami muzycy było niepotrzebne i dobiło zespół. Dodatkowo konflikty wewnętrzne spowodowały, że Redsi przestają istnieć w 1991 roku. Olbrychski próbuje reaktywować grupę rok później z muzykami Holloee Polloy ale projekt pada. Kolejna tym razem udana próba powrotu nastąpiła w 1998 roku. W studiu Piotra Kokosińskiego nagrywają płytę Berlin , którą można określić mianem gitarowego popu.
Oto jak to wspomina Rafał :
"Ja chciałem aby to była płyta bardziej angielska, ale zespół to wypadkowa upodobań ,osobowości wszystkich muzyków. Robert przed wejściem do studia kupił sobie Gibsona, pożyczył wielki piec Marshalla - dzięki temu brzmienie jest mocno gitarowe. To był eksperyment. Materiał nagraliśmy na żywo, po czym Piotrek z Robertem obrobili go na Macintoshach. Mieliśmy nawet problem ze zbytnią doskonałością dźwięku i trzeba go było później "brudzić".Gramy bo lubimy to robić. Fajnie że dzięki naszej życiowej sytuacji możemy robić muzykę dla przyjemności, jesteśmy samowystarczalni i sami o wszystkim decydujemy. Dysponujemy własnym studiem, mogliśmy nawet założyć własną wytwórnię żeby to wydać - nie starczyło tylko czasu aby wszystkiego dopilnować. Podpisując kontrakt z dużą firmą płytową (Sony Music), działamy na serio, stanęliśmy do wyścigu. I chętnie się pościgamy".Niestety z wyścigu nic nie wyszło, chyba zostali w blokach startowych. Płyta przeszła bez echa a Redsi zniknęłi ze sceny. Niedawno Olbrychski wydał całkiem niezłą solową płytę "Tatango", co podtrzymuje jego średnią , jedna płyta na dziesięć lat.
Changing colours (1989)
Berlin (1998)
1. Berlin płonie
2. Jak dwa słońca
3. M
4. Ścieżka strachu
5. Instynkt
6. Tylko wybacz mi
7. R & R
8. Ból
9. Niki(m)
10. Nepal
11. Dalej jest tylko świetlisty szlak w otchłań prawdy, która jest jaką jest
http://rapidshare.com/files/235022499/Reds-Berlin.rar
P.s
gLan dzięki za Berlin