wtorek, 6 kwietnia 2010

Melon

Milion przekroczony.
Dziękuję wszystkim którzy się do tego przyczynili.

sobota, 3 kwietnia 2010

Wielkanoc


Mile spędzonych Świąt Wielkanocnych,
Świętego spokoju
Smacznego jadła
Wesołej zabawy w lany poniedziałek


życzy... piotrK

czwartek, 1 kwietnia 2010

Gwiazdy ze Stolicy, cynicy z Wybrzeża, jajcarze z Galicji


WANKA WSTANKA & THE LUDOJADES powstała w 1986 roku w Rzeszowie z inicjatywy Krzysztofa BUFETA Bary (wokal) i Piotra MIZERNEGO Liszcza (gitara,wokal). Dla obu muzyków grających wcześniej w grupie 1984, stała się ona odskocznią od mrocznej i dekadenckiej stylistyki tamtego zespołu. W pierwszym składzie kapeli znaleźli się: Janusz JASIU Gajewski (perkusja), Pawel CZESTER Tauter (wokal) oraz Wojtek PANCERNY Trześniowski (gitara
basowa). W roku 1987 nastapiły zmiany i do zespołu dołączyli: Wojciech Pieczonka (gitara basowa) oraz Sławek Starosta (instrumenty klawiszowe), znany rownież z takich formacji jak KOSMETYKI MRS PINKI czy BALKAN ELECTRIQUE. W tym samym roku zespół stał się sensacją FESIWALU MUZYKOW ROCKOWYCH W JAROCINIE, gdzie hitem okazała się wykonywana przez nich piosenka, śpiewana na popularną melodię "El Condor Pasa" - "LEZAJSKI FULL". Utwór ten zapewnił zespołowi pierwsze miejsce w plebiscycie publiczności,
stając sie również hymnem festiwalu. Zmęczony powagą cold wave i przytłoczony ciężarem metalu, Jarocin pokazał że muzyka powinna również bawić. Zapis swego koncertu w Jarocinie
muzycy wydali własnym sumptem na kasecie "IN CONCERT-LIVE IN JAROCIN'87",
rozprowadzanej na koncertach.


W latach 1987-88 Wańka Wstańka występowała często i brała udział w wielu festiwalach, m.in. POZA KONTROLA, PERFECT DAY'87 (na bocznej scenie Stadionu Dziesieciolecia), ROBREGE'87 i '88, ROCK OPOLE i głównej częsci festiwalu OPOLE'88. Na tym ostatnim, koncert miał wymiar dość szczególny ze względu na obecność na scenie JERZEGO STYCZYNSKIEGO (gitara, zespół DZEM), w obecności chórku złożonego z niemal czterdziestu muzyków innych, zaprzyjaźnionych z zespołem grup rockowych. Dla smaku należy dodać fakt, że ów show miał miejsce pomiędzy występami Danuty Rinn i Michała Bajora... Grupa także
koncertowała po Ukrainie z zespołem KSU i ONE MILION BULGARIANS (lipiec'88), oraz uczestniczyła w trasie KRAJOWEJ SCENY MLODZIEZOWEJ (pazdziernik'88). We wrześniu 1987 roku BUFET został wcielony do wojska, z którego zdezerterował na dwa miesiące.
Po złapaniu, dwukrotnie usiłował popełnić samobójstwo, za drugim razem połykając sto dwadzieścia tabletek Relanium... Po odratowaniu zamknięto go w szpitalu psychiatrycznym, aż wreszcie w grudniu tego samego roku wypuszczono z kategoria E (całkowicie niezdolny do slużby wojskowej). Kolejny rok zaczął się dla zespołu aktywnie i już w lutym 1988 roku Wańka
zagrała dwa koncerty w rzeszowskim klubie POD PALMA, którego fragmenty
ukazały się na kasecie Poltonu zatytułowanej "NA ZYWCA" a która była pierwszym
oficjalnym dokumentem wczesnego etapu działalności grupy. Ten sam materiał miał również ukazać się na winylu w Klubie Płytowym RAZEM ale jak to bywało wcześniej oficjalnie nie ujrzał światła dziennego. Oficjalnie , bo nieoficjalnie istnieje kilka egzemplarzy tej płyty i jest to prawdziwy biały kruk dla kolekcjonerów. Od jednego ze zbieraczy który przysłał mi okładkę tej płyty, dowiedziałem się że płytę tłoczono tylko przez kilka godzin w jednej z polskich wytwórni i z niewiadomych powodów tłoczenie przerwano. Wyprodukowane egzemplarze poszły do przemiału ale dzięki zaradności pewnego pracownika, kilka z nich nielegalnie opuściło zakład. Podobnie było w przypadku pierwszej płyty One Million Bulgarians z tą różnicą że o zniszczeniu tej płyty zadecydowała cenzura. I w tym przypadku "polak potrafił" i kilka sztuk ocalało.
W roku 1993 ukazała się kompaktowa reedycja "NA ZYWCA" wydana przez firmę Digiton spadkobierczynię Klubu Płytowego "Razem".

Działalność zawieszoną w roku 1988, zespół wznowił w roku 1991, jednak tym razem już w nieco innym składzie (w tzn. międzyczasie chodziły słuchy że Bufet ma zamiar nagrać płytę z
Wojciechem "Jajco" Bruślikiem). Oprócz BUFETA i MIZERNEGO, w zespole znalazł się MAREK Kisiel (rownież basista zespołów 1984 oraz duetu NO SMOKING)
i za bębnami Dariusz CZARNY Marszałek. W tym składzie zespół nagrywa kolejną kasetę pod nazwa "RZESZOWSKI FULL", a w roku 1993 materiał na płyte "POPELINA", zawierajacą zupelnie nowe piosenki, na której gościnnie zaśpiewała (nieznana wówczas wokalistka) JUSTYNA STECZKOWSKA. Do roku 1994 zespół koncertował sporadycznie, nie zaniedbujac jednak takich festiwali jak JAROCIN, gdzie wciąż spotykał się z bardzo dobrym przyjęciem. W 1999 roku zespół ponownie zmieniając skład nagrywa płytę, która niestety nigdy nie "wychodzi" na światlo dzienne. CZARNEGO zastąpił Krzysztof Panas (znany rownież z formacji THE CALOG), a na basie zagrał Pawel Gawlik (grajacy wowczas w KSU). Niewydana płyta nosi tytuł "ZBRODNIA
PRZECIW KOMERCJI". Grupa do dzisiaj pojawia się i znika, zmieniając co jakiś czas składy ale trzon grupy ; Bufet i Mizerny pozostaje niezmienny.

Więcej informacji można znaleźć na ich stronie http://wankawstanka.prv.pl/ z której pochodzi ta notatka.


Live in Jarocin'87

Na żywca (1989)

KLIK


Rzeszowski full (1991)

1. Lezajski Full
2. Klinika Przemienienia
3. Nie Tylko Ty
4. Gwiazdy Ze Stolicy
5. Syna Ty Moja
6. Pospolita Procedura
7. Haszysza
8. Saddam
9. Hare Kriszna
10. Satana
11. AIDS
12. Srodki Uspokajajace
13. Git Wiracha
14. Rdza Na Zyletce

Popelina (1993)


KLIK


niedziela, 28 marca 2010

OZ bootleg

Od kilku lat szperam po internecie, szukając interesujących i unikalnych rzeczy ale jak dotąd nie spotkałem się z żadnym koncertem Oddziału Zamkniętego w starym składzie z Jaryczewskim oprócz tego, który nagrał Markus w 1984 roku na przeglądzie "Rock nad Bałtykiem". Tak się złożyło że miałem okazję ogladać Oddział w początkach ich kariery kilka razy. Po raz pierwszy na jesieni 82 roku podczas ich trasy koncertowej po Polsce, jeszcze w składzie z Mścisławskim i Szlagowskim . Grupą suportującą co ciekawe, była Lady Pank , a właściwie Borysewicz i wpomagający muzycy; Paweł Mielczarek i Andrzej Polak . Po tej trasie sekcja rytmiczna Oddziału zasiliła Lady Pank. Po raz drugi podczas Jarocina 83, gdzie dali moim zdaniem niezbyt udany koncert albo poprostu wypadli słabiej na tle innych zespołów tam występujących. Ostatni raz w strym składzie widziałem Oddział właśnie podczas przeglądu "Rock nad Bałtykiem" w Kołobrzegu z początkiem sierpnia 1984 roku. Obok Oddziału wystąpili wtedy również : Lady Pank (bez Panasewicza, który kilka dni wcześniej został pobity w swoim rodzinnym mieście), TSA, Lombard, Azyl P, Instytucja, Śmierci Kliniczna , Shakin Dudi a reszty niestety nie pamiętam (może ktoś uzupełni ?). Co jeszcze pamiętam z tego przeglądu ? Hmm... Pole namiotowe przy amfiteatrze, na którym mieszkałem, pełne fanów a sciślej mówiąc fanek, Lady Pank w kolorowych fatałaszkach i kosmicznych makijażch. Mnóstwo milicji kontrolującej na każdym kroku. Zadymę po występie TSA, już nie pamiętam z jakiego powodu ale wtedy o powód nie było trudno. Takie to były czasy.

Dziękuję Markusowi za nagranie tego koncertu. Jakość kasprzakowa ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie ? Kto wie czy to nie jedyny bootleg jaki pozostał po Oddziale w składzie z Jaryczewskim.



Oddział Zamknięty - Rock nad Bałtykiem '84


1. To tylko pech
2. Odmienić los
3. Nazajutrz
4. Swiat rad
5. Jestem zły
6. Obudź się
7. Kameleony żony
8. Party
9. Odlot
10. Debiut
11. Reda nocą
12. Twój każdy krok
13. Andzia
14. Protekcji lekcja
15. Pokusy
16. Zabijać siebie
17. Bobby X
18. Na to nie ma ceny
19. Oddział zamknięty

KLIK


środa, 10 marca 2010

Życie, jak cytrynę, wyciskasz...

Jary to pierwszy i najważniejszy wokalista Oddziału . Żywa legenda. Dwie płyty które nagrał z Oddziałem na stałe weszły do kanonu polskiego rocka. Bez niego Oddział stał się kompletnie innym zespołem i tylko nieporadnie próbował odzyskać popularność jaką miał, kiedy Jary stał za mikrofonem. Jednak karierę i sławę rockowego idola o mało nie przypłacił życiem.

W kwietniowym numerze pisma „Non Stop”, w roku 1984, Krzysztof Jaryczewski - wówczas wokalista Oddziału Zamkniętego, będącego u szczytu sławy - udzielił takiej odpowiedzi na pytanie, dotyczące używania narkotyków przez środowisko rockowe:
"Wiadomo, żeby robić fajne rzeczy, trzeba być trochę zakręconym. Trzeba mieć jakiś odlot, jakieś wyzwolenie wyobraźni, które później przelewa się na papier. Jednemu jest potrzebne pobudzenie, innemu nie. To zależy od osobowości. Wiem jednak, że przesada w czymkolwiek jest szkodliwa".

W innym wywiadzie po latach wspominał :
"Dostawałem osiemset złotych za koncert, nieważne, czy grałem dla dziesięciu tysięcy, czy dla dwustu osób. Powyżej tysiąca był dodatek sto złotych, do tego ja jako solista dostawałem również stówę i miałem za koncert tysiąc złotych. Dla porównania robotnicza średnia krajowa wynosiła coś około dwóch–trzech tysięcy. Stawki wzrastały nieco przy występach wyjazdowych, tak zagranicznych jak wyrób czekoladopodobny: Budapeszt, Berlin Wschodni, Praga.
W Warszawie były kasyna, oczywiście nie takie jak dzisiaj, oficjalne, ale można było grać… Ja grałem hazardowo, to kolejny mój nałóg. Niedaleko, przy MDM-ie wchodziło się do 150-metrowego, mieszkania, gdzie były panienki, ruletka i black jack w pokoju. I tam przychodzili milicjanci, oczywiście po cywilnemu, bo wszystko to było nielegalne, podobnie jak obecne tam alkohol i narkotyki ".

Wtedy jeszcze Jaremu nie przyszło do głowy, że alkohol i używki stają się jego problemem życiowym. Sytuację pogorszyła utrata głosu. Krzysztof został zmuszony do zejścia z estrady. Ostatni regularny koncert z Oddziałem Zamkniętym zaliczył jesienią 1985. Musiał rzucić coś, co było jego prawdziwą pasją.
Jary:
"Nastąpiło uszkodzenie nerwu. To, co się stało na jednym z koncertów, nie było przypadkowe. To był proces. Wcześniej miałem przeziębione oskrzela, później zapalenie krtani. To było przewlekłe, nieleczone. Jednocześnie chlałem gorzałę, piłem zimne piwo. Była też jakaś przepałka, „marycha”. Zamiast lekarza - balety. Aż w pewnym momencie organizm nie wytrzymał. Diagnoza lekarska: niedowład lewej strony wiązadeł mięśni strun głosowych" .
W efekcie Krzysztof przez kilkanaście lat z ledwością mówił. I powoli zaczął staczać się na dno.
Taką oto dramatyczna notatkę zatytuowaną "Jary na dnie" umieścił na swych łamach "Non Stop" w styczniu 1988 roku.























Owszem, próbował wrócić na scenę. W 1991 roku ukazała się kaseta Ogniste miecze (sygnowana Jary Band), a w 1996 dwa nagrania na składance Dekadencja (podpisane przez Jaryczewski Band). Te projekty raczej nie miały szans powodzenia.
Jak wspomina Krzysztof:
"Kiedy nagrałem „Ogniste miecze” Walter Chełstowski powiedział, że muszę wystąpić z tym materiałem na Rock Opolu... Okazało się jednak, że cały wyjazd nie miał sensu. Trwał kilka dni, ale ja z tego pamiętam może pół godziny!!
W pewnym momencie kompletnie straciłem wolność fizyczną i psychiczną. Doprowadziłem się do życiowej katastrofy. Twarz malowałem farbą i z drewnianym mieczem wybiegałem na ulicę, krzycząc, że zbawiam ludzkość. Potem dostawałem padaczki alkoholowej na klatce mojego bloku. W 1998 roku w ostatniej chwili odratowano mnie od zapaści, potem trafiłem do szpitala na obserwację psychiatryczną, aż wreszcie doprowadziłem do prawie kompletnej utraty głosu".
Krzysztof Jaryczewski mówi dziś, że brał, bo to był jego bunt przeciwko systemowi i przeciwko rodzinie. Być może gdyby ktoś mu wtedy w jakiś sensowny sposób powiedział: stary, jak będziesz tak żył to się źle skończy, żyłby inaczej. Zwłaszcza że do pisania najlepszych kawałków żadne wspomagacze nie były mu potrzebne. Pisał w przerwach od swoich uzależnień. – "Twórcami są ludzie wrażliwi, a nawet nadwrażliwi. Z czasem sięgają po różne używki, bo nie radzą sobie z emocjami i z tym, że ich przeżycia są szybkie i przez to płytsze. Wykańcza ich zwykły stres i tempo życia bez względu na to, w jakim żyją świecie.
Nie byłem gotowy na rock and rolla i dziś, z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że sukces przyczynił się do mojego upadku. Dziś mogę o tym mówić głośno, tylko nikt mnie nie słucha. Niestety, w rock and rollu pozytywne wzorce to nie jest nośny temat…"

Dzisiaj Jary ma się dobrze. Robi to co zawsze kochał - jest znowu na scenie. Reaktywował Jary Band i nagrał z nimi płytę zatytuowaną "Vinyl" . Działa również w trio Exces. Pozatym organizuje antynarkotykowe i antyalkoholowe kampanie połączone z koncertami dla młodzieży, w których swoją historię przedstawia jako przykład, tego co mogą zrobić z człowiekiem te używki. Pomaga ludzią którzy znaleźli się w podobnej sytuacji życiowej jak on kiedyś. Twierdzi że jest szczęściarzem któremu udało się zerwać z nałogami i wrócić do normalnego życia mimo że był o krok od śmierci.

Jary Band - Ogniste Miecze (1991)

1. Mam czarne konto
2. Czy nie cudownie
3. Tron
4. Zmysłowe harce
5. Jak na jawie
6. Prezenty anioła
7. Ogniste miecze
8. Chcę do ludzi