Kolejna rzecz od Piotyra2. Dość ciekawa składanka wydana w 1997 roku przez magazyn Brum z okazji piędziesiątego numeru . Wszystkiego po trochu, tak że powinno się wszystkim podobać.
1.Closterkeller - Lullaby 2.Closterkeller - Modesty Blaise 3.Jezabell Jazz - Euforia 4.Immanuel - Angel 5.Apteka - Wiesz 6.Apteka - Jezuuu... 7.Genoside - When the Night Comes 8.Bruno the Questionable - Black Horse 9.Bruno the Questionable - Sister of The Night 10.Armia - Archanioły i ludzie 11.Armia - 3 znaki 12.Kinsky - L'Homme Machine
13.Kinsky - Światłem ciała 14.Collage - Imagine 15.Collage - There's A Place 16.Varius Manx - Blind Fate 17.Varius Manx - Dream Time Song
12/08/09 Grupa El Division powstała w październiku 1984 roku i działała przy sopockim klubie "Łajba". Tworzyli ją uczniowie średnich szkół muzycznych. Rok później otrzymali wyróżnienie na "Moogowisku" w Kielcach i nagrali kilka utworów w studio teatru STU. Pozostawili po sobie dwie płyty, prezentowaną poniżej i drugą zatytuowaną "Wind of Sorrow" wydaną przez Veriton w 1989 roku, której niestety nie posiadam.
Typowe electroniczne brzmienie lat 80-tych ,trochę naiwne ,trochę plastikowe i napewno brzmi już archaicznie. Ale cóż, tak się wtedy grało.
19/04/10
Dzięku uprzejmości Krzysztofa i Au , dostałem dzisiaj linki do drugiej płyty grupy Electronic Division. Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak tylko dodać je do wcześniej opublikowanego postu.
Electronic Division (1986)
Muzycy: Robert Usewicz - instrumenty klawiszowe, elektroniczne instrumenty perkusyjne, programowanie.
Krzysztof Janik - instrumenty klawiszowe.
Gościnnie:
Krzysztof Scierański - gitara basowa.
Ryszard Sygitowicz - gitarze akustyczna.
Jorgos Skolias - glos.
Krzysztof Włostowski - perkusja Simons'a.
Grzegorz Ciechowski - życzliwość, inspiracja, duch.
Jacek Sylwin - niektóre elektroniczne instrumenty klawiszowe i perkusyjne.
1. Wąchole 2. Polska Czysta 3. Blondynka i Czarna (czyli czekając na Godota) 4. Zostań dawcą organów 5. Matka Edwarda 6. Bar mleczny 7. Barbie 8. Proszę sądu 9. Stop podatki 10. Czarny poniedziałek samba 11. Złoty łańcuch 12. Trzy karty (bum menele) 13. Polisz Biznes 14. Weź działkę
Kontynując temat kabaretu rockowego przyszedł czas na Big Cyc. Skibę znają chyba wszyscy , bo przez ostatnie kilkanaście lat wykreował się na naczelnego błazna Rzeczpospolitej. Po raz pierwszy dał o sobie znać podczas festiwalu Jarocin 85, gdzie został zatrzymany przez SB podczas rozrzucania ulotek wzywających do odmawiania służby wojskowej. Aresztującym go funkcjonariuszą powiedział że nazywa się Jimi Hendrix. Grupę Big Cyc założył trzy lata później . Poniżej wywiad z "Tylko Rock" z 1995 roku w którym Skiba opowiada o jej początkach.
"Wszystko zaczęło się w Domu Studenckim nr 2 w Łodzi zwanym sympatycznie "Balbiną". Ja byłem wówczas anarchistą uprawiającym na codzień sztukę nieakceptowaną publicznie. Odziany w żółte kalesony właziłem na przykład z kumplami na kiosk "Ruchu" i rzucałem landrynkami w milicjantów. W tym czasie w Łodzi prawie nie było anarchistów i do niektórych akcji musiałem importować ich z Gdańska lub Wrocławia. Tak pojawili się tu po raz pierwszy ludzie z Totartu czy Pomarańczowej Alternatywy.
W akademiku poznałem jednak bratnią duszę. Faceta, który wyróżniał się z spośród pozostałych studentów dziwnym krokiem i tym, że miał olbrzymiej długości kitka. Ten kitek był monstrualny. Ciągnął się przez całą długość pleców i sięgał aż do olbrzymiej jak balon dupy. Tym facetem okazał się Dżej Dżej, grający na basie w regałowej kapeli Rokosz.
Teksty napisałem w tydzień. W drugi tydzień trzyosobowy odłam Rokosza zrobił do nich muzykę. Pierwszy koncert zaplanowaliśmy jako świadomą prowokację. Był marzec 1988 roku. Wspólnie wymyśliliśmy nazwę BIG CYC, a wraz z nią ideę happeningu. Rzecz polegała na wciąganiu dziennikarzy w pułapkę. Były to czasy, gdy komuna powoli chyliła się ku upadkowi, ale cenzura trzymała się mocno. Jakiś geniusz od propagandy wymyślił, że jak się trochę odblokuje tematykę erotyczną, to ludzie zapomną o kagańcu. Duży rozgłos nadawano wyborom Miss Polonia, głośno zrobiło się o ruchu naturystycznym Sylwestra Marczaka, pojawiło się pierwsze pismo udające "Playboya" - magazyn dla onanistów-hobbystów "Pan". Postanowiliśmy to ośmieszyć. Na potrzeby koncertu wyprodukowaliśmy zaproszenia z całkowicie fikcyjnym programem imprezy. Zaproszenie informowało o "Uroczystej Akademii z Okazji 75 rocznicy Powstania Damskiego Biustonosza". W programie naszej szyderczej akademii było m.in. odsłonięcie pomnika twórcy biustonosza, występ grupy Big Cyc i turniej biustów. Właśnie turniej biustów okazał się magnesem, dzięki któremu na koncert nikomu wówczas nieznanej kapeli ściągnęło blisko 50 dziennikarzy z całej Polski.
Big Cyc był pomysłem na jeden koncert. "Rokoszanie" mieli wrócić do swojego rege, a ja na barykady. Ale połknęliśmy haczyk. Gdy zrobiona przez nas parodia Skaldów "Piosenka góralska", a po niej "Berlin Zachodni" trafiły do radia, posypały się propozycje wydania płyty. Z kilku propozycji wybraliśmy firmę... Izabelin. Głównie dlatego, że znaliśmy Andrzeja Puczyńskiego i mieliśmy do niego zaufanie. Tamten Izabelin znacznie różnił się od obecnego giganta. Umowa, którą podpisaliśmy z Katarzyną Kanclerz, spisana była na jednej kartce papieru i przypominała bardziej kartę pływacką niż zawodowy kontrakt.
Był rok 1990. Pierwsza płyta to jak pierwsze dziecko. Nasz dzieciak miał zaawansowane wodogłowie i kupę w gaciach, ale nam oczywiście wydawał się cudownym dzieckiem, jeśli nie geniuszem. Płyta była niespójna, bo nagrywana metodą "trzy numery i kilka miesięcy przerwy", następnie znowu trzy numery, itd. Nie ma nic gorszego niż nagrywanie płyty po kawałku. W owym czasie Big Cyc wypełniał sobą jakąś próżnię ,która powstała po upadku Raju Pierwszych Sekretarzy. W muzyce brakowało wówczas świerzych myśli i oddechu, a zasłużone bandy epoki Jaruzela wydawały się mocno zagubione i zmęczone swoją walką. To wystarczyło. Pierdyknęliśmy niczym bomba zegarowa podłożona przez młodocianych terrorystów. Tysięce płyt i kaset rozpłynęło się po całej Polsce niczym dobra nowina z planety Mars. A działo się to bez promocji w telewizji i teledysków!
Staraliśmy się wydawać płyty nie częściej niż raz na rok. Nowa płyta ukazuje się zwykle na wiosnę albo wczesnym latem Na przykład taki maj to świetny miesięc. W powietrzu wisi miłość, wszędzie wyczuwa się naturalne rozluźnienie. Jest pełno koncertów na świerzym powietrzu. Zawsze odczuwam chęć aby rozebrać się do naga i latać z wyciągniętym saksofonem po ulicy. Gimnastykujemy się tak, aby każda nowa płyta zdecydowanie różniła się od poprzednich. Na każdej z nich jest jednak zawsze numer, który parodiuje styl jakiegoś znanego wykonawcy lub popularnego kierunku. A oto lista naszych zbrodni w kolejności dyskograficznej: Skaldowie, kapele metalowe, Republika, De Mono, Jerzy Połomski, Disco-Polo, grunge.
Za najbardziej dołrzałą, ostrą i przełomową płytę uważam "Wojnę plemników". Za najbardziej odlotową "Golonka, flaki i inne przysmaki". Najwięcej szumu zrobiła okładka "Z partyjnym pozdrowieniem" oraz "Wojna plemników".
Nienawidzę przemocy. Nikt z Big Cyca nie był w wojsku. Za "Balladę o smutnym skinie" mieliśmy od paru łysych "wyroki śmierci". Zdarzały się zabawne sytuacje. W Gdyni banda faszystów wrzuciła w trakcie koncertu kilka świec dymnych. Dżej Dżej dostał kiedyś butelką po jabolu w worek mosznowy (jego szczęście, że miał go na plecach), a perkusista Jarry oberwał zgniłym jajem w oko i przez długi okres był pewien że jest sobowtórem Cyklopa. Big Cyc jest typowym bandem koncertowym. Cząsto gramy i lubimy grać. Grając trzeba się liczyć z możliwością oberwania. W kraju, gdzie agresję spotyka się za każdym rogiem to normalne. Mieliśmy takie koncerty, na których zęby wynoszono wiadrami. Zadymy na koncertach nie są przyjemne. Winę często ponosi nie tylko zaczadzona butaprenem widownia, ale także trenujący ciosy bramkarze. Uważamy się za wolną bandę świrów, która ma zawsze swoje własne zdanie i nie lubi się podporządkowywać menadżerom i wytwórniom płytowym. Wyznajemy zasadę, że dobry menadżer to martwy menadżer. Big Cyc jest paczką kumpli i przyjaciół. Być może właśnie dzięki temu od lat gramy w tym samym składzie. Pracą dzielimy się jak w rodzinie. Jeden robi kolację, drugi pierze pieluchy, trzeci ogląda telewizję, czwarty idzie na szychtę do kopalni".
01. Wojna plemników 02. Towar schodzi cały dzień 03. Od przyjaciół moskali 04. De mono 05. Polska rodzina 06. Bałkański turysta 07. Synagoga dla pieroga 08. Berlin Zachodni II 09. Jazda 10. Ostry dyżur 11. Chuligani i złodzieje 12. Kobiety z Sarajewa 13. Piosenka o Solidarności czyli Wszystko gnije
01. Józef Oleksy o Shazzie 02. Shazza, moja młodość 03. Makumba 04. Wspaniałe miasto Amsterdam 05. Gierek for ever 06. Będę śpiewał tylko ja (czyli zeznania Krzysztofa Krawczyka przed Trybunałem Stanu) 07. Alkoholu pełne nieba 08. Kręcimy pornola 09. Na zadupiu 10. Tu nie będzie rewolucji 11. Pochwała higieny 12. Red Hot Chili Big Cyc 13. Pasażer 14. Kije baseballowe 15. Wykład profesora Jana Miodka
Polpo Motel [2008] – Polpo Motel [CD]
-
Na Serpencie albo remanent, albo ktoś faktycznie zamówił debiut Polpo
Motel. W każdym razie płyta ma stan „brak w magazynie”. Także jedziemy.
Pliki .flac +...
INFO
-
Jak pewnie wielu już zauważyło blog jest martwy od pewnego czasu, niestety
złożyło się na to wiele czynników zewnętrznych uniemozliwiających jego
poprawne ...
Martyna Jakubowicz ZEBRANA 2
-
Martyna Jakubowicz zebrana drugie podejście.
Bardzo tajemnicza sesja z marca 1990 roku, dla jeszcze bardziej
tajemniczego studia Magazyn (internet milcz...
Happy Birthday John!
-
It's Man's 70th Birthsday.
So, hear nice radio session from 1984.
John Cale 05.02.1984 BFBS Studio
01. Interview [03:34]
02. Streets of Laredo [03:25]
03. ...
Uwagi można zamieścić pod każdym postem .Wystarczy kliknąć na "comments".
Na marginesie
Linki do muzyki zamieszczone w tym blogu , nie powinny być celem a jedynie środkiem , który pomoże Wam podjąć decyzje o zakupie prezentowanej płyty.Kupujcie płyty ludzie, Ci artyści między innymi z tego żyją!!!