środa, 4 lipca 2007

Jajco

No to dosć tych "smutków" bo jeszcze ze dwa bluesowe posty i nikt nie będzi tu zaglądał. Ludzie piszą do mnie maile z zapytaniem: "A dalej co?" Więc odpowiadam: "Jajco".
A że tydzień temu dostałem od mojego znajomego (dzięki Czarek po raz kolejny) płytę "Wasz ambasador" ,więc bez zastanowienia postanowiłem ją zripować i wrzucić na Bloga.Myslę że będzie to wielce relaksująca ,lekka pozycja dobrze pasująca pomiędzy tym co było a tym co będzie.

Wojciech "Jajco" Bruślik to znana i lubiana postać w srodowisku muzycznym.
Basista ,kompozytor ,gawędziarz i showman , leader założonego w 1988 roku ,okazjonanie nagrywającego i okazjonalnie występującego zespołu ,"Jajco i Giganci".Zaczynał od jazzu ,grając z Wojcichem Karolakiem i Krzysztofem Sadowskim a także grupą Novi Singers i orkiestrą Alex Band. Współpracował również z grupą Test ,Tadeuszem Wożniakiem ,HalinąFrąckowiak ,Matylą Rodowicz ,Tadeuszem Nalepą, Janem Borysewiczem (pierwsze nagrania Lady Pank były z jego udziałem),Izabelą Trojanowską, Shakin' Dudi, Cold War, Wilki (pomagał w nagraniu pierwszej płyty) i wielu innych. Był cenionym "sidemenem"-muzykiem studyjnym potrafiącym dopasować sie do różnych gatunków muzycznych.



Płyta "Wasz ambasador" może nie jest czyms szczególnym, ale znleźć tu można dobre rockowe rzemiosło zważywszy że pojawili się na tym albumie; Dariusz Kozakiewicz ,Piotr Szkudelski i Jan Borysewicz .Troszkę brakuje w tym wszystkim duszy ale znakomite ,prawie kabaretowe teksty Mogielnickiego rekompensują po częsci ten niedosyt. Znalazły się na niej słynny "Czerwony autobus","Złoty pierscionek", "Antybiografia" parodia perfectowskiej "Autobiografii" oraz "Daj,Boże daj" z płyty "Układy" Izabeli Trojanowskiej ,z wokalem Jajca.
A żeby tradycji stałosię za dosć ,przytoczę małą anegdotę znalezioną na stronie grupy "Gardenia ":
W okresie pionierskim (rok 1987) sala 06 w Stodole była naszym drugim domem. Spędzaliśmy długie godziny w hałaśliwej i alkoholowej atmosferze. Wpadali znajomi, znajomi znajomych, zaprzyjaźnieni (i nie zaprzyjaźnieni) muzycy. Był zamęt, improwizacja i każdy chciał przynajmniej przez chwilę zagrać na perkusji... Nigdy nie zapomnę legendarnego Pana Jajco, który w czasie naszej próby uciął sobie drzemkę pod samym głośnikiem stuwatowego basowego wzmacniacza...
- Pan Jajco, dla przyjaciół Jajeczko. Jego charakteryzowało to, że mógł zasnąć i spać w dosłownie każdych warunkach. Ty wiesz, inni nie, on miał taką charakterystyczną niską chrypkę... Podczas jednej z naszych prób zapytał się, czy może sobie kimnąć. Na to odpowiadamy mu, że mamy teraz próbę. On - że to nic, ułożył się przy piecu basowym przy samej membranie i chrapał. Odespał mniej więcej dwie godziny, po czym wsiadał na swój rowerek - taki tandemik dwuosobowy i udawał się do domu pod Warszawę w stronę Rembertowa.


Jajco - Wasz ambasador (1988 ?)



http://rapidshare.com/files/146367566/Jajco.part1.rar.html
http://rapidshare.com/files/146371343/Jajco.part2.rar.html
http://rapidshare.com/files/146374508/Jajco.part3.rar.html


niedziela, 1 lipca 2007

Kyks

Jasiu Skrzek to równy gość. Moim zdaniem to najlepszy polski bluesman. Gdyby Kyks mieszkał w Warszawie, gdyby śpiewał nie śląską gwarą i ze śląskim akcentem i gdyby jeszcze "przespał się z dziewczyną z koncernu płytowego", to byłby znany poza środowiskiem bluesowym i poza Śląskiem. I zrobiłby kasę. Ale Jasiu jest taki jaki jest i chyba ma w dupie takie warunki sukcesu. I choćby z tego powodu bluesman jest z niego całą gębą!


"Pytają mnie, czy można nauczyć się groć bluesa? Bluesa się ma w sobie i w palcach. Jak się go nie czuje, to można tylko małpować innych. To jest bluesman? Ja, ale taki, jak z mysiej rzici rajzentasza! "
Dlaczego "Kyks"? Tak ktoś kiedyś go nazwał i tak już zostało. Nie ma festiwalu bluesowego, w którym nie chciano by widzieć Jana Kyksa Skrzeka. Do tej pory nagrał kilka kaset i płyt. Pierwszą - rewelacyjnego "Górnika bluesa" - dużo gwary śląskiej plus akompaniament górniczej orkiestry dętej. Nastepne to "Nikt nie zawróci kijem Wisły" , "Kyksówka blues ", "Nowy Świat Blues ". Kolejna - "Modlitwa bluesmana w pociągu" została uznana za najlepszą płytę bluesową 1997 roku. Można rzec: niemały dorobek jak na bluesmanna-indywidualistę. Kyks jest innego zdania.- "Teroz wiem, że dopiero jestem w takiej średniej szkole bluesowej. Jak piźnie mi siedemdziesiąt lat, to byda prawdziwy bluesman. Skuli tego musza groć, choć już śpiewom od kołyski! Jak żech się urodził i dostołech klapsa w rzić, tom tak zaśpiewoł, że ohoho, pieeerunie! To był mój pierwszy blues".Jan Skrzek - późniejszy mistrz harmonijki ustnej, demon pianina, Ślązak z krwi i kości o głosie Czarnego z delty Missisipi - urodził się w Michałkowicach, robotniczej dzielnicy Siemianowic Śląskich.- "Józek, brat, jest starszy o sześć roków, a siostra Teresa młodsza o pięć. Józka wszyscy znają, a siostrę niewielu. To napisz, że Tereska trenowała łyżwiarstwo figurowe, w parach tańczyła. Kiedyś była siódma w Europie i dziewiąta na świecie..." Gdy Jan Skrzek znalazł się w piątej klasie szkoły podstawowej nr 13 nagle obudziła się w nim dusza artysty.- "To było, jak dobrze pamiętom, w szyśćdziesiątym szóstym. Wtedy założyli my zespół, moja pierwsza kapela. Nazwali my się Bluesmani... Cztyrech nas było i każdy proponował inna nazwa. Maiło być: Czerwone Odkurzacze, Złamana Łopata, Poszarpany Kilof. Ostało się na moim..." W tej szkolnej grupie Kyks zaczął zarabiać na muzyce swoje pierwsze pieniądze. Trzydzieści złotych za koncert.- "Stykło prawie na dwa jabole. W piwnicy u mnie zrobilimy studio. Tam my ćwiczyli i winko drinkowali. Grali my po szkołach... To były czasy!" Wtedy młodzież słuchała albo Beatlesów albo Rolling Stonesów. Albo jednych, albo drugich. Skrzek i jego koledzy zachłystywali się muzyką Stonesów. Słodycz Beatlesów jakoś nie bardzo im smakowała. Słuchali Jaggera i spółki, grali pod nich, bo to była bluesowa kapela. Wtedy Jan Kyks Skrzek jeszcze nie bardzo wiedział, co to takiego ten blues...-" Ale mi się podobał i fertig!" Grał, jak umiał. "Dzięki Józkowi teroz żech bluesman "- podkreśla przy każdej takiej sposobności.W latach sześćdziesiątych polska młodzież nie znała oryginalnych twórców blue-nutki. W kraju nieliczni mogli słuchać Johna Lee Hookera, Elmora Jamesa, Leadbelly'ego; jednym słowem: Czarnych. Ich kawałki eksportowali za żelazną kurtynę Stonesi, Cream, Eric Burdon czy Yardbirds - grupy grające elektrycznego bluesa. Młodzieńcy z tamtych czasów z zapałem grzebali w lampowych radiach, by je przerobić na wzmacniacze. Kyks wspomina z uśmiechem co było wtedy ważne dla szkolnych muzyków: wzmacniacz, wzmacniacz i jeszcze raz wzmacniacz.- "Gitara była ważna, klawiry tyż, ale jak się nie miało fest wzmacniacza, to jak cie publika mioła usłyszeć? Taka była reguła, jakżeś nie umioł grać, to trzeba było głośno rzympolić! Zaczeli my grać w "Pyrliku", to taki studencki klub w Bytomiu. Moja kapela, Bluesmani, już nie istniała. W klubie założyli my zespół FAM. Wojtek Zamorski, dziś porządny redaktór w katowickiej telewizji, był naszym menagiem..." Grał nie tylko na pianinie, ale i na harmonijce ustnej, jak on to sam mówi: na organkach.- "Józek mnie nauczył na nich groć. To było w ósmej klasie... Przywiózł kiedyś z reichu organki, "Blues Harpa" Hoenera. Pokazał, jak dmuchać, jak łykać luft i gęba w tutka zwinąć, żeby był bluesowy klang. A tak po prawdzie, to do dziś nie kapuja, jak żech sie nauczył groć. To jest jak łyk piwa. Napijesz się i ci smakuje..." Te pierwsze organki Kyks ma do dzisiaj. - "Nie chca żadnych Japończyków, chinów, ani innych tajwanów z metalu albo plastyku. Tylko organki z drewnem mają te niepowtarzolny klang!" Ale wróćmy do początku lat siedemdziesiątych. By nie iść do woja, Janek zaczął pracować w kopalni. Górnikiem był Kyks - liderował wtedy bluesowej grupie RAK - do 1979 roku. Wówczas postanowił zostać zawodowym muzykiem. Miał w tym udział Józef Skrzek. On i "SBB" święcili wówczas największe sukcesy. Może Janek chciał udowodnić, że nie jest gorszy od brata?

Kyks dostał papiery muzyka estradowego i od tej pory mógł brać za koncert 600 złotych.Jeździł w trasy z SBB. To wtedy o nim usłyszano. Już szerzej znanym stał się, gdy zaczął grać z ówczesną gwiazdą polskiego bluesa - Elżbietą Mielczarek. To dzięki harmonijce Jasia Skrzeka jej bluesy brzmiały, jak żadne inne dotąd. Grał z nią przez trzy lata, nagrał dwie płyty. Potem o Eli słuch zaginął, a o Kyksie stało się głośno. A to oznaczało, że mógł zarabiać całkiem nieźle. "I jak żech zarobił pierwsza grubsza forsa, to przyszedłech, w knajpie położyłech szmal na sznyk. A patrzcie! Widzicie! Postawiłech po piwie hajerom, ja były hajer, a teroz muzyk! "
Artysta szybko, acz wcale nie łatwo, zarabia pieniądze i jeszcze szybciej je wydaje. Bluesmani nie zbierają kroci. Oni nie tworzą szlagierów, a ich płyty nie są tłoczone w ogromnych nakładach. Trochę jednak tej forsy Kyks zarobił. Gdyby było w nim coś z księgowego, to dziś nie mieszkałby w 26-metrowm mieszkaniu.- "A różnie bywa. Jest job, to jest szmal. A bywa, że w kabzie nie mom nawet na kwaterka!" Powszechnie wiadomo, że bluesman nie wylewa za kołnierz. Jan Skrzek nie jest wyjątkiem. Mówi, że jak sobie wypije piwko, to mu się lepiej śpiewa. Kategorycznie jednak wyprasza sobie, by myśleć, iż jest alkoholikiem.-" Ci co tak gadają, to fanzolą! "- pointuje.Nieprzychylnych jest niewielu. Bo Jan Kyks Skrzek jest naturszczykiem polskiego bluesa. W początku lat osiemdziesiątych - mówi o nich, że to był jego złoty okres - gdy występował solo, grał swoje długaśne, bluesowe suity.- "Wtedy Paweł Berger z Dżemu powiedzioł mi: graj ty facet bluesa, bo to robisz wyśmienicie...."

Może i byłby bardziej w tym śpiewaniu komunikatywny, gdyby nie śląski akcent. Ale właśnie ten tubalny, ochrypły - brzmiący, jak wbijająca się w drzewo strzała - głos czystego Ślązaka sprawia, że Kyks jest niepowtarzalny. Zresztą z tą śląską gwarą też nie może przesadzać, by być zrozumiałym nie tylko w Katowickiem...Pod koniec lat siedemdziesiątych Kyks wraz z kapelą Nasz Bar grali w Łodzi na Ogólnopolskim Przeglądzie Zespołów Młodzieżowych. Zresztą wygrali go, ale nie w tym rzecz. W jury zasiadali Kofta, Osiecka i Bardini. Zespół wyszedł na scenę, lider Skrzek stanąwszy przed szacowną komisją rzekł: dziń dobry. I nagle profesor gromko pyta: jak pan mówi?- Dziń dobry! - odpowiedział Kyks nie wiedząc o co chodzi.- Jak pan mówi? - powtórzył profesor Bardini.- Dziń dobry! - Jasiu odpowiedział już mocno stremowany.- Mówi się: dzień dobry! - pouczył profesor.Na to Kyks: ale jo żech jest ze Ślunska!I w tym momencie profesor nie dał się zbić z pantałyku i zrazu odrzekł: a jak pan jest ze Śląska, to nigdy się pan nie nauczy mówić dzień dobry, więc mów pan po swojemu!Skoro Nasz Bar zdobył laury Przeglądu, znaczy to, że jego muzyka, czyli blues, przypadł do gustu profesorowi. Zresztą podobnie ocenili występy Kyksa fani... metalowego rocka. To było w Jarocinie, w 1984 roku. Jasiu zajechał tam z Pragi. Razem z SBB grał w praskiej "Lucernie". Spóźnił się na dzień bluesowy, więc Walter Chełstowski obsadził go w metalowym koncercie.Pierwszy był Kat, potem Kyks, po nim TSA. Gdy na estradę wszedł facet z harmonijką w ręce i zasiadł do pianina, przywitały go gwizdy. Och, miał wtedy tremę ,ale tylko przez chwilę. W parę minut później publika była już jego. Na koniec nie było gwizdów tylko brawa. W Jarocinie grał pięć razy. Wystąpił też w kilku filmach. W obrazie Kuzta "Śmierć jak kromka chleba" wcielił się w górnika ginącego od kuli zomowca. Grał również w filmach Kidawy.-" Kutza poznałem przy "Pozłacanym warkoczu" . W "Śmierci..." człowiek się naharował, nie powiem. To była krótka, ale cińżko rola. Spotkałem też Janka Himmilsbacha. To było na Satrykonie Blues, w 1987 roku, chyba. Dzień wcześni popilimy przeokrutnie. Miał chop łeb! Ja już byłech ab, a on jeszcze wlewoł w siebie! No i na drugi dzień miołem mu akompaniować na pianie. Siedza ci ja, czekom, grom ciuchtko. Ni ma gościa. W końcu go przyprowadzają. Nawalony, jak messerschmidt. Posadzili go na stołku, a on się z niego obalił. No to ja czekom, patrza i grom jeszcze ciszej. Himmilsbach coś tam czyta z kartki. I nagle.... Jak ci nagle na mnie gwarą: a bydziesz ty pierdolony hanysie w końcu ciszej groł! Ja... Himmilsbach to był fajny chop!" Kyks nie tylko grywał w filmach, ale także je współtworzył. Na swoim koncie ma muzykę do kilku dokumentalnych filmów.
-" Pytają mnie, czy można nauczyć się groć bluesa? Bluesa się ma w sobie i w palcach. Jak się go nie czuje, to można tylko małpować innych. To jest bluesman? Ja, ale taki, jak z mysiej rzici rajzentasza! Człowiek już trocha bluesuje. Grołech z różnymi sławami, z Murzynami tyż i wcalem źle nie wyszedł, ale kaj mi tam jeszcze do nich."


Jan ‘Kyks’ Skrzek - Modlitwa bluesmana w pociagu (1997)


1. Pierwszy listopada 4:15
2. W Siemianowicach 6:40
3. Nikt nie zna swej godziny 6:05
4. I tak nas wciaga kapitalizm 7:40
5. Blues bardzo slaski 8:05
6. Slodki dom 5:15
7. Nikt nie zawroci kijem Wisly 5:00
8. Rajska kuznia 8:55
9. Stoja na zdjeciu 3:40
10. Modlitwa bluesmana w pociagu 8:30
11. Sztajger 6:05

http://www.megaupload.com/?d=0GYZVNJU


Jan Kyks Skrzek i Bezdomne Psy - Nowy swiat blues (1992)


01.Aclang
02.Blues dla Wojtka
03.Charlie
04.Michalkowice city
05.Musimy synku stad wyjechac
06.Niebo pod brezentem
07.O moj Slasku
08.Rajska kuznia wujka Hanka
09.Stoje na zdjeciu w niemieckiej gazecie
10.Twoj blask ich poprowadzi
11.W Siemianowicach jest dzielnica

http://rapidshare.com/files/9286962/upload_by_thedude-Jan_Kyks_Skrzek-_Nowy_Swiat_Blues.rar

P.S
Tekst do tego posta pochodzi za strony :abeben.gower.pl

środa, 27 czerwca 2007

Irek Dudek

Ur.1951 r. w Katowicach. Jako sześciolatek rozpoczął naukę gry na skrzypcach. Kiedy miał lat kilkanaście kolega podarował mu harmonijkę, z którą niebawem związał swą estradową działalność. Jej początki sięgają przełomu lat 60. i 70., kiedy to uczestniczył w próbach amatorskiej jeszcze wówczas formacji Silesian Blues Band. W 1972 r. na krótko związał się z działającą przy klubie "Jaszczury" w Krakowie grupą bluesową Hall (grał w niej m.in. gitarzysta Jarosław Śmietana), a następnie podjął współpracę z Wiślanami '69. Latem 1973 r. trafił do zespołu En Face Jerzego Grunwalda, na bazie którego stworzył swój pierwszy zespół Apokalipsa, działający regularnie w latach 1975-1977. W międzyczasie współpracował z grupą Breakout (1974: trasa koncertowa z okazji przyznania zespołowi "Złotej Płyty" za longplay Karate). Po rozwiązaniu Apokalipsy, jesienią 1977 r. wraz z Janem Janowskim sformował bluesowy duet Irjan, który - zmieniając kilkakrotnie skład - dotrwał do 1980 r.W 1981 r. zorganizował w Katowicach festiwal "Rawa Blues", który niebawem stał się najważniejszym z rodzimych przeglądów bluesowych. Podczas pierwszej edycji imprezy wystąpił z towarzyszeniem jazz-rockowej grupy Kwadrat. Rok później zaprezentował własny zespół Dudek Blues Band . Na III "Rawie Blues '83" zadebiutował z formacją o nazwie Sesja Bluesowa Ireneusza Dudka.


"Czemu zrobiłem big-band? Po prostu zauważyłem, że mi czegoś brakuje. Chciałem zagrać tak ,jak John Lee Hooker gra na gitarze, ale sam tak nie potrafię, wobec tego chcę, żeby mój big-band tak brzmiał. Uważam, że jest to w naszym kraju coś nowego i dla bluesa pożytecznego. A jeżeli w dodatku ludzie biją brawo, to znaczy, że jestem na dobrej drodze "- mówił I. Dudek w rozmowie z Andrzejem Matysikiem (Wciąż uczę się bluesa; "Jazz Forum" 98/1986 r.).

Zespół początkowo wykonywał standardy muzyki bluesowej, później poszerzył repertuar o kompozycje lidera śpiewane w języku angielskim.Podczas koncertu na KFPP w Opolu w 1983 r. w zespole wystąpili: I. Dudek (voc, hca, vi), Antymos Apostolis (g), Jan Błędowski (vi), K. Głuch (p), Andrzej Rusek (bg), Andrzej Ryszka (dr) oraz gościnnie Ryszard Riedel, który zaśpiewał utwór z repertuaru grupy Dżem "Abym mógł przed siebie iść". W sierpniu 1983 r. sesja zagrała na festiwalu w Jarocinie. 1984 r. grupa zaprezentowała się w programie TV "Muzyczne Forum". Obok Dudka stanęli wówczas na scenie: Andrzej Urny (g); A. Rusek (bg); R. Rękosiewicz (org), K. Głuch (p); J. Piotrowski (dr), wspomagani sekcją instrumentów dętych oraz zaproszonymi gośćmi: Jerzym Kawalcem (Krzak; bg) i J. Błędowskim (vi). Podczas jam-session w warszawskim klubie "Akwarium" wystąpił wspólnie z Januszem Muniakiem (sax) i Tomaszem Stańko (tp).
Po koncercie w "Akwarium" pod koniec 1985 r. Roman Rogowiecki pisał:
"Kapela rżnie standardy, Dudek śpiewa, finguje słowa, scatuje, tudzież dyryguje orkiestrą jak na lidera przystało. (...) każdy dźwięk wydobyty jest z feelingiem, bez pozerstwa, ta muzyka płynie z bluesowego serca całej ekipy".
Na początku 1984 r. I. Dudek zaskoczył i zaszokował bluesową publiczność swoim nowym wcieleniem w postaci grupy Shakin' Dudi, grającej humorystycznie ujęte utwory rock'n'rollowe i pastisze piosenek w manierze charakterystycznej dla muzyki młodzieżowej z początku lat 60.

"Wiele osób podejrzewa, że wymyśliłem Shakin' Dudiego, by na tym garbie przewieźć bluesa. A Shakin' Dudi powstał po to, aby się troszeczkę rozweselić, na przekór wszystkim poważnym smutasom na naszych estradach. A jeśli na moim koncercie ludzie oprócz "Ziuty" i "Za dziesięć 13-ta" słyszą kawałki bluesowe i przyjmują je równie gorąco, to może mnie to tylko cieszyć" - opowiadał w rozmowie z A. Matysikiem (Wciąż uczę się bluesa; "Jazz Forum" 1/1986).

Trzon Shakin' Dudiego tworzyli: I. Dudek (kompozycje, voc); Dariusz Dusza (teksty, g); J. Błędowski (sax); K. Głuch (p); A. Rusek (b) i M. Surzyn (dr). W pierwszym składzie perkusistą był Marek Czapelski, zaś wymiennie z A. Ruskiem kontrabas obsługiwał Wojciech "Jajco" Bruślik. Zespół istniał do końca 1986 r., pozostawiając po sobie album pod przewrotnym tytułem "Złota Płyta" i szereg popularnych przebojów: "Au sza la la la", "Ziuta", "Zastanów się co robisz", "To ty słodka", "Za dziesięć trzynasta". Kontynuatorem stylu Shakin' Dudiego była utworzona na jej bazie w grudniu 1986 r. grupa The Dudi's (z J. Piotrowskim na perkusji). Nawiązywała ona składem instrumentalnym i brzmieniem do stylistyki rock'n'rolla i rhythm'n'bluesa z połowy lat 60.Rock'n'rollowa odskocznia w zainteresowaniach I. Dudka nie osłabiła jego działalności na niwie bluesa. Na "Rawie Blues '85" przedstawił swój nowy, 14-osobowy Big Band Boogie: dynamiczną machinę, swingującą w rytmie boogie z 7-osobową sekcją instrumentów dętych.Nagrany w listopadzie 1985 r. album Irek Dudek No 1 był prezentacją działalności trzech formacji I. Dudka: Big Blues Bandu, Big Band Boogie i tria skrzypcowego Dudek-Błędowski-Gembalski. Zwieńczeniem artystycznej aktywności I. Dudka było zdobycie przez niego tytułu "Muzyka Roku 1985" w ankiecie pisma "Jazz Forum". Później skłonił się w stronę bardziej kameralnej formuły bluesa: koncertował solo, akompaniując sobie na gitarze akustycznej i harmonijce ustnej. Po 1988 r. Dudek znacznie ograniczył aktywność koncertową: sprawy rodzinne sprawiły, iż przez kilka następnych lat większość czasu spędzał w Holandii, ograniczając się tam do występów w klubach. W kraju pojawiał się regularnie jedynie na kolejnych edycjach "Rawy Blues". Pod koniec 1989 r. Dudek uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu, który na wiele miesięcy wykluczył go z czynnego życia estradowego. Powrócił na scenę ze swym Big Bandem Boogie podczas "Rawy Blues '90". Rok później w tym samym miejscu wystąpił jako solista.W 1992 r. został jedynym organizatorem festiwalu "Rawa Blues". Tamże rok później przedstawił swe nowe sceniczne przedsięwzięcie - Irek Dudek Symphonic Blues, w którym tradycyjny skład zespołu poszerzono o rozbudowaną sekcję smyczkową orkiestry kameralnej. Wraz z Irek Dudek Symphonic Blues 14.04.1994 r. wystąpił w niemieckiej stacji WDR w cyklu "Subway Jazz". Efektem koncertu w Kolonii była płyta Live in Subway oraz kolejne trasy po Austrii, Niemczech i Holandii . Za osiągnięcia na polu popularyzacji bluesa w 1995 r. program III PR uhonorował go nagrodą im. Marii Jurkowskiej.

Wiosna 1996 r. zapisała się w działalności I. Dudka występami na zagranicznych festiwalach: "Rhythm & Blues Night" w Groningen, "Blue Monday" we Freibergu, "Rother Bluestage". Po tym ostatnim tamtejsza prasa pisała:
"Sensacją piątych Dni Bluesowych w Roth był występ orkiestry Symphonic Blues Polaka Irka Dudka. (...) Dudek zafascynował swoim wizjonerskim projektem zespołu bluesowego, uzupełnionego o kompletną orkiestrę smyczkową, tworząc symbiozę między muzyką bluesową a polską melancholią. Ta nowa droga poszukiwań twórczych, jedyna w swoim rodzaju w bluesie, została owacyjnie przyjęta przez festiwalową publiczność".
Dudek gra do dzisiaj i nie zwalnia tempa swojej muzycznej maszyny.Jest nie tylko muzykiem, kompozytorem ale i animatorem ruchu muzycznego. I tylko szkoda, że jego prawie czterdziestoletnia kariera na muzycznej scenie udokumetowana jest tylko paroma albumami. Jak na ironie, to co miało być jednorazowym projektem (Shakin' Dudi) ,odskocznią od bluesa, stało sie jego najbardziej rozpoznawalnym wcieleniem , a rzeczy ambitniejsze, które tworzył całe życie przechodziły bez echa i były znane tylko wąskiemu gronu zagorzałych fanów.



Shakin' Dudi-Złota Płyta (1985)



01. Stany Lękowe
02. O Ogień Bój
03. Pornografia
04. Otwórz Oczka
05. Zastanów Się Co Robisz
06. To Ty Słodka
07. Och Ziuta
08. Za Dziesięć Trzynasta
09. Au Sza La La
10. Super Gwiazda
11. Kaptur
12. Opakowanie
13. Codzienny Aerobic


http://rapidshare.com/files/30628875/Shakin_Dudi_-_Zlota_Plyta.zip

Ireneusz Dudek - Bands of 80's (1991)



1.Ou szalala
2.Oh, Ziuta
3.Za dziesiec minut trzynasta
4.To Ty slodka
5.Zastanow sie co robisz
6.Sygnal I
7.J.Z.
8.U biednych
9.Wykonaj to wlasnorecznie
10.Byle co, byle jak
11.Straight Blues
12.A jezeli moj dobry Boze...
13.Kameralny blues
14.Woke-Up This Morning
15.From Alojz To Alex
16.Boogie Dudi
17.Something Must Have Change






Irek Dudek Symhonic Blues - A New Vision of Blues (1994)






sobota, 23 czerwca 2007

Obstawa Prezydenta

Przyznam się szczerze ,że tej grupy poprostu nie znam .Owszem nazwa nie jest mi obca i prowdopodobnie widziałem ich w któryms roku w Jarocinie ,ale jakos wczesniej nie mialem okazji zapoznać sie z ich dorobkiem.Dostałem dwie płytki parę tygodni temu, posłuchałem i nawet przypadło mi do gustu (przesłuchałem parę razy i stwierdzam ,że najlepiej się tego słucha po paru głębszych) i postanowiłem że wrzucę ich na bloga. Ale żeby tradycji stało sie za dosć przekopiuje jakąs notkę biograficzną z netu.


OBSTAWA PREZYDENTA, powstała w 1987r. w Bolesławcu. Rok później wzięła udział w programie TVP "Promocje 87" i zarejestrowała pierwsze nagrania radiowe, prezentowane następnie na antenie III Programu. Muzycy z OBSTAWY PREZYDENTA postawili w swej twórczości na muzyczną uniwersalność, mieszając w jednym tyglu takie style, jak: blues, rhythm and blues, rock and roll i boogie. Dało to w sumie niemalże wybuchową mieszankę w postaci żywej, rytmicznej, pełnej ekspresji muzyki, sięgającej korzeniami do wczesnych nagrań Muddy Wattersa, Bo Diddleya i noszącej wyraźne piętno własnych doświadczeń. OBSTAWA PREZYDENTA odróżnia się jednak polskojęzycznymi tekstami o czytelnym przesłaniu. Ich autor, a zarazem frontman zespołu, Andrzej "Ostry" Pawlikowski, w warstwie literackiej tekstów zwykł manifestować przywiązanie do przyjemności doczesnych, usilnie lansując epikurejski styl życia. Żywiołowi chłopcy w czarnych garniturach i białych koszulach od lat stanowią o atrakcyjności i sile każdego festiwalu w Polsce.
OBSTAWA PREZYDENTA to:
Andrzej "Ostry" Pawlikowski (śpiew), Jacek Lubiński (harmonijka ustna, instrumenty perkusyjne), Sławomir Sobieski (gitara), Andrzej Malcher (bas), Andrzej Urban (perkusja).

Recenzje:

..."Zespół gra i spiewa tak, że w jego poczynaniach tętni jakas niesamowita energia,witalnosć,czuć jakąs zadziwiającą swieżosć, ujmuje autentyzm.Cenię ten zespół za to, że nie kopiuje slepo Anglosasów,lecz potrafi polać własnym sosem to dobrze znane i lubiane danie..."
AUDIO, grudzien 2000r.

..."Obstawa"koncertowa" dostaje skrzydeł jak po redbulu i nagle okazuje sie dynamiczną rock'n'rollową maszynką ,która i owszem lubi bluesa , ale nie ucieka przed rockowym riffem czy fillingiem prosto z boogie..."
BRUM wrzesien 1996 r.

..."Taka muzyka zawsze swietnie sprawdza sie na koncertach. W konfrontacji z publicznoscia Obstawa dała z siebie wszystko .Słychać ,że grają swoją mieszankę bluesa, boogie i rock'n'rolla z przejęciem i najprawdziwszym zaangażowaniem. 100% na żywo kipi energią najlepszej bluesowej i rock'n'rollowej tradycji...."
TYLKO ROCK sierpien 1996 r.

Rhythm and Blues (1991)


1. Limuzyna
2. Najlepsza
3. Nie do wiary
4. Nikt mnie nie zatrzyma
5. Oddech
6. Slony pot
7. Szosa 66
8. Woda
9. Zadzwoñ do mnie
10. Zocha

http://dl6.ohshare.com/v/3469349/rhytm_and_blues.rar.html


100% na zywo (1996)


1.Motorowe zycie
2.Cygaro z bolca
3.Jasiu badz dobry
4.Taka zimna
5.Pieprze prace
6.Czuje Twoj oddech
7.Wodka
8.Uwazaj z kim sie bawisz, czyli cala noc
9.Tak powiedz mi
10.Kazdy chlopak, kazda kobieta
11.Nikt mnie nie zatrzyma
12.Po prostu nie do wiary

http://dl4.ohshare.com/v/5029163/na_zywo.rar.html

wtorek, 19 czerwca 2007

"Leśniczówka"

Latem 1984 roku, po kilku latach remontu, opuszczone i zapomniane miejsce zaszyte w parkowej głuszy ożyło jako Dom Pracy Twórczej Śląskiego Jazz Clubu i szybko stało się przystanią dla niepokornych sztuk różnych Muz.Najbardziej miejsce związane jest ze śląskim środowiskiem blues-rockowym. To za jego sprawą "Leśniczówka" ożyła już na rok przed jej oficjalnym otwarciem...

"Po Rawie Blues zapowiedziano nam wyjazd. Dokąd? Niespodzianka. Jedziemy do Chorzowa. Autobus skręca w wąską uliczkę prowadzącą w głąb znanego w całym kraju parku. Wysiadamy przed rozpadającym się niewielkim budyneczkiem bez drzwi i okien. Za to w środku kupa miejsca i wspaniały kominek. Za rok będzie tu Dom Pracy Twórczej Śląskiego Stowarzyszenia Jazzowego, klub i dużo bluesa. Na razie jest ta niby szopa i dużo chęci do roboty!... Tej nocy zagrało tam niezwykłe trio w składzie: Leszek Winder - gitara, Irek Dudek i Ryszard Skibiński na harmonijkach..."
Kilkanaście dni później Ryszarda Skibińskiego nie było już wśród żywych. Przede wszystkim o sile tego miejsca stanowiły nie aranżowane i nie kończące się jamsessions, w trakcie których rodziły się rzeczy naprawdę wielkie i ulotne. Część z nich zapisana jest na taśmach i spoczywa w archiwach "Leśniczówki" - kiedyś i dla nich nadejdzie przychylny czas. Przez całe late 80. klub był swoistym azylem dla niechcianego wówczas pokolenia muzyków związanych z ruchem "Silesian Sound".Jednynie w "Leśniczówce" można było posłuchać Romana "Pazura" Wojciechowskiego, Irka Dudka, Leszka Windera, Jana Janowskiego, Andrzeja Urnego. To tutaj szlifował formę legendarny SBB, w pobliskim Planetarium Józef Skrzek nagrał album "Podróż w krainę wyobraźni", realizował muzykę do sztuk teatralnych, a jego brat Jan utrwalił na płycie "Górnik blues" fenomenalny koncert. Po kilku latach chudych, związanych z odejściem pierwszego szefa klubu, Zbigniewa Gocka, na nowo "Leśniczówka" ożyła w 1992 roku, gdy pieczę nad nią przejął Leszek Winder, który konsekwentnie zaczął wprowadzać zasadę organizowania żywych koncertów w weekendy. W piątki - jamsessions, w soboty koncerty. I tak jest do dziś.
... blues w Leśniczówce żyje i, nie tylko w okresie ostatnich lat, grali tutaj wszyscy Ślązacy i cała reszta Polski z nim związana. Ostatni raz zaśpiewał tu - bardzo już chory - Rysiek Riedel. Teraz często gra z zespołem "Cree" jego syn, Bastek. Goście z zewnątrz : Tomasz Stańko, bębniarz Pata Metheny - Paul Wertico, Marek Jackowski, Kazik, Republika, Chłopcy z Placu Broni, John Porter, Robert Brylewski, Lech Janerka, TILT, SBB, itd., itd., itd. Po dużych koncertach wpadali muzycy, by zobaczyć to miejsce. Z tych spotkań rodziły się nocne jamsession, płyty, programy TV, próby, spotkania, nagrania...
Trzy płytki ze strony internetowej http://www.lesniczowka.art.pl/ zawierające muzykę zajerestrowaną podczas koncertów w tym klubie a wykonywaną przez czołowych polskich bluesman'ów.Ciekawostka dla Fanów bluesa (jak ja), warta posłuchania. Wszystko co umiesciłem w tym poscie pochodzi z http://www.lesniczowka.art.pl/ ,po więcej zajrzyjcie na tę stronę.
Trzy basy






http://dl6.ohshare.com/v/5418624/Trzy_basy.rar.html



Live in Leśniczówka

http://dl6.ohshare.com/v/518058/Leszek_Winder_Live_in_Lesniczowka.rar.html

"Śląski blues"

http://sharebee.com/7a60d6bb