sobota, 9 czerwca 2012

Rigor Mortiss



Rigor Mortis z 1991 roku.
Balansując między jakością a wielkością  wyszedł z tego filmik niemały - 350 MB na 45 min materiału. Jest to kopia kopi VHS więc cudów nie ma lecz można poczuć klimat tamtych lat (20 lat minęło ;). Pewnie jest to pozycja dla zagorzałych fanów kapeli i nie wiem czy dziś ktoś to będzie chciał obejrzeć ale szkoda wyrzucać...

 Pozdrawiam,
 Maciek


Pewnie już upłynął z rok odkąd Maciek podesłał mi ten koncert nagrany amatorsko w 1991 roku. Tak się zastanawiałem co z nim zrobić , próbowałem go ze dwa razy wrzucić tu w formie wideo a nie linku ale coś mi nie wychodziło. Jak napisał Maciek, szkoda wyrzucić więc dla tych co lubią idustrialne klimaty linki poniżej. I dodatkowo jedyny materiał jaki nagrali. Może ktoś wie coś więcej o grupie i pokusił by się na krótką notkę biograficzną ?

KLIK
KLIK


Witam,

informuję, że jeszcze w tym roku wydamy obszerne wydawnictwo poświęcone Rigor Mortiss. Zainteresowanych zapraszam na strony www.requiem.serpent.pl. Tymczasem przesyłam Wam krótkie informacje o zespole.

Rigor Mortiss grało muzykę swoich czasów. Lata 90. były brudne, radykalne, bezwzględne. Nikt nie zwracał uwagi na konwenanse, nie prowadził miłej konwersacji przy herbatce, nie czekał na zielone światło, by przejść po pasach. Ważne było tempo – im szybciej, tym lepiej. Nikt nie wygładzał kantów. Liczył się pierwszy świeży pomysł i szybki czas realizacji.
W takiej atmosferze wykuwało się Rigor Mortiss, nieodrodne dziecko swej epoki. Zespół powstał w 1990 r. w Płocku – to ważny wyróżnik. Tam, gdzie powietrze jest pełne ołowiu, tlenków azotu, dwutlenków siarki i węgla, łatwiej było znaleźć dźwięki, które oddawały nastrój tych lat. To nie przypadek, że najważniejsze zespoły tamtych lat pochodziły z miast brudnych i popękanych. Ministry z Chicago, amerykańskiej stolicy przemysłu samochodego. Nine Inch Nails z Cleveland, które jest (a przynajmniej wtedy było) jedną wielką hutą żelaza. Einstürzende Neubauten z Berlina Zachodniego, symbolu miasta wewnętrznie pękniętego na dwie części. Young Gods z Fryburga w Szwajcarii, rozdartego między Francuzami i Niemcami. W końcu Front 242 z Brukseli, miasta nieudolnie próbującego spinać Flamandów i Walonów. Płock świetnie pasuje do tej wyliczanki.

To miasto zdominowane przez wielką petrochemię. Kominy z płonącymi pochodniami nadawały mu do końca ubiegłego wieku nierealny, industrialny charakter. Samo miasto również jest pęknięte – między własną wielkością (w końcu w średniowieczu było stolicą kraju), a dzisiejszą prowincjonalnością, gdy nie potrafi wyrwać się z cienia pobliskiej Warszawy. Płock zawsze był wylęgarnią grup nieoszlifowanych, z ostrymi kantami – jak punkowe Farben Lehre, Podwórkowi Chuligani, Strajk, metalowe Hazael, Abberation, Gate, czy crossowy Lao Che.
Rigor Mortiss to dziecko swego miasta. Już nazwa zespołu pokazała jego rogatą duszę. „Rigor mortis” to łaciński termin medyczny oznaczający „stężenie pośmiertne”. Po jakimś czasie okazało się, że nazwa zespołu już jest zajęta – tak samo nazywała się amerykańska grupa grająca metal. Stąd drugie „s”.

W grudniu 1992 r. zespół opublikował debiutancki materiał. Nagrany w Gold Rock Studio Roberta Brylewskiego, wydany w prawdziwie awangardowym stylu, bo za własne pieniądze – wtedy w Polsce prawie nikt tak nie działał. Kasety świetnie rozchodziły się na koncertach, a o zespole było coraz głośniej.

Po niewielkich zmianach (z płyty wypadł jeden utwór) debiutancką płytę „Rigor Mortiss” wydawała firma SPV, która wtedy specjalizowała się w publikowaniu nagrań nieoszlifowanych zespołów industrialnych – stworzyła dla nich nawet specjalną serię o nazwie Radioactive Crucifix.

To był złoty okres krótkiej historii Rigor Mortiss. W 1994 r. Andrzej Fijołek nakręcił dwa teledyski, a zespół robił furorę na koncertach, występując na najważniejszych festiwalach w kraju. Początkiem końca grupy okazało się rozstanie z Radkiem Filarskim, który wyemigrował do USA. Przed wyjazdem zdążył jeszcze nagrać z zespołem trzy utwory. Gdy zniknął, grupa nie przetrwała mimo prób. Wystąpiła na kilku koncertach razem z gitarzystą Tomaszem Dobrzenieckim. Świetnie wypadła w tym składzie na festiwalu Castle Party. Jednak to był łabędzi śpiew zespołu. Era industrialna dobiegła końca, nadszedł czas usług. Słychać to w radiu.

Pozdrawiam

Łukasz Pawlak


Rigor Mortiss (1993)




KLIK


7 komentarzy:

oizuczek pisze...

nie można wypakować avi.Błędne hasło?

Piotr K. pisze...

Jeśli hasło tocomigra nie wypakowuje to spróbuj piotrK

Piotr K. pisze...

Ale widzę że 18 osób pobrało a tylko ty masz problem , więc może to nie problem z hasłem

oizuczek pisze...

Hasło piotrK pomogło.Dzięki.Swoją drogą niezły rarytas ten koncert mimo jakości,która nie jest znowu aż taka zła.Pozdrawiam.

Eryk Rutkowski pisze...

Hasło jest poprawne i wszystko działa.
Polecam także mój muzyczny blog ;)
GreatMusicalBlog.blogspot.com
E.Rutkowski

Łukasz Pawlak pisze...

Witam,

informuję, że jeszcze w tym roku wydamy obszerne wydawnictwo poświęcone Rigor Mortiss. Zainteresowanych zapraszam na strony www.requiem.serpent.pl. Tymczasem przesyłam Wam krótkie informacje o zespole.

Rigor Mortiss grało muzykę swoich czasów. Lata 90. były brudne, radykalne, bezwzględne. Nikt nie zwracał uwagi na konwenanse, nie prowadził miłej konwersacji przy herbatce, nie czekał na zielone światło, by przejść po pasach. Ważne było tempo – im szybciej, tym lepiej. Nikt nie wygładzał kantów. Liczył się pierwszy świeży pomysł i szybki czas realizacji.
W takiej atmosferze wykuwało się Rigor Mortiss, nieodrodne dziecko swej epoki. Zespół powstał w 1990 r. w Płocku – to ważny wyróżnik. Tam, gdzie powietrze jest pełne ołowiu, tlenków azotu, dwutlenków siarki i węgla, łatwiej było znaleźć dźwięki, które oddawały nastrój tych lat. To nie przypadek, że najważniejsze zespoły tamtych lat pochodziły z miast brudnych i popękanych. Ministry z Chicago, amerykańskiej stolicy przemysłu samochodego. Nine Inch Nails z Cleveland, które jest (a przynajmniej wtedy było) jedną wielką hutą żelaza. Einstürzende Neubauten z Berlina Zachodniego, symbolu miasta wewnętrznie pękniętego na dwie części. Young Gods z Fryburga w Szwajcarii, rozdartego między Francuzami i Niemcami. W końcu Front 242 z Brukseli, miasta nieudolnie próbującego spinać Flamandów i Walonów. Płock świetnie pasuje do tej wyliczanki.

To miasto zdominowane przez wielką petrochemię. Kominy z płonącymi pochodniami nadawały mu do końca ubiegłego wieku nierealny, industrialny charakter. Samo miasto również jest pęknięte – między własną wielkością (w końcu w średniowieczu było stolicą kraju), a dzisiejszą prowincjonalnością, gdy nie potrafi wyrwać się z cienia pobliskiej Warszawy. Płock zawsze był wylęgarnią grup nieoszlifowanych, z ostrymi kantami – jak punkowe Farben Lehre, Podwórkowi Chuligani, Strajk, metalowe Hazael, Abberation, Gate, czy crossowy Lao Che.
Rigor Mortiss to dziecko swego miasta. Już nazwa zespołu pokazała jego rogatą duszę. „Rigor mortis” to łaciński termin medyczny oznaczający „stężenie pośmiertne”. Po jakimś czasie okazało się, że nazwa zespołu już jest zajęta – tak samo nazywała się amerykańska grupa grająca metal. Stąd drugie „s”.

W grudniu 1992 r. zespół opublikował debiutancki materiał. Nagrany w Gold Rock Studio Roberta Brylewskiego, wydany w prawdziwie awangardowym stylu, bo za własne pieniądze – wtedy w Polsce prawie nikt tak nie działał. Kasety świetnie rozchodziły się na koncertach, a o zespole było coraz głośniej.

Po niewielkich zmianach (z płyty wypadł jeden utwór) debiutancką płytę „Rigor Mortiss” wydawała firma SPV, która wtedy specjalizowała się w publikowaniu nagrań nieoszlifowanych zespołów industrialnych – stworzyła dla nich nawet specjalną serię o nazwie Radioactive Crucifix.

To był złoty okres krótkiej historii Rigor Mortiss. W 1994 r. Andrzej Fijołek nakręcił dwa teledyski, a zespół robił furorę na koncertach, występując na najważniejszych festiwalach w kraju. Początkiem końca grupy okazało się rozstanie z Radkiem Filarskim, który wyemigrował do USA. Przed wyjazdem zdążył jeszcze nagrać z zespołem trzy utwory. Gdy zniknął, grupa nie przetrwała mimo prób. Wystąpiła na kilku koncertach razem z gitarzystą Tomaszem Dobrzenieckim. Świetnie wypadła w tym składzie na festiwalu Castle Party. Jednak to był łabędzi śpiew zespołu. Era industrialna dobiegła końca, nadszedł czas usług. Słychać to w radiu.

Pozdrawiam
Łukasz Pawlak

Anonimowy pisze...

Wydawnictwo się ukazało - zajefajna sprawa!