piątek, 12 kwietnia 2013

Ludzie listy piszą cz.31

Dzień dobry.
Chciałem Panu serdecznie podziękować za wpis dotyczący Skandala, który zamieścił Pan na swoim blogu. Wiele się z niego dowiedziałem - zarówno z samego wpisu, jak i komentarzy Czytelników.
Chodzi o wpis:
http://musicblog-piotrk.blogspot.com/2009/05/skandal.html
Dezerter jest moją ulubioną kapelą i chciałem się co nieco o nim dowiedzieć. Mam na myśli informacje od osób, które żyły w tamtych czasach, które doświadczały klimatu tamtych lat.
Głęboko żałuję, że nie było mi dane przeżyć takich chwil.

Jestem osobą stosunkowo młodą (ur. 1992r.) i rzygać mi się chce, kiedy patrzę na swoich rówieśników. Nie jestem wprost w stanie uwierzyć w to, co widzę. Proszę mi uwierzyć - z mojej perspektywy obraz naszego pokolenia to kompletna tragedia, dramat, jakaś farsa..
Być może są to dla Pana jedynie puste słowa, ale dla mnie jest to po prostu przerażające, bo na własnej skórze widzę, jak następuje globalne wypranie mózgów.
"Najbardziej udaną tyranią jest nie ta, która w celu zniewolenia używa siły, lecz ta, która odbiera wszelką wiedzę na temat tego jak wygląda wolność, czyniąc ją niepojętą, ta, która odbiera wszelką świadomość tego, że istnieją inne drogi, ta, która odbiera poczucie jakiejkolwiek zewnętrznej rzeczywistości."
To właśnie stało się z obecnym młodym pokoleniem.
Wszyscy myślą, że to całe gówno, które nas otacza to "życie". System (nie lubię tego słowa, ale lepszego w tym kontekście nie znalazłem) tak stłamsił młodych ludzi, że dla większości z nich "szara rzeczywistośc" to jedyna droga egzystencji, innej po prostu NIE POTRAFIĄ sobie wyobrazić.
Czytał Pan "Nowy wspaniały świat"? Jeśli tak to zapewne wie Pan o czym mówię...
Najgorszym nie jest fakt, że przytłaczająca większość młodych ludzi to niemyślące, konsumpcyjne roboty - najgorszy jest fakt, że NIKOGO to nie razi. NIKOGO nie obchodzą rzeczy takie jak wojna, zniewolenie, upadek moralny społeczeństwa, dziki konsumpcjonizm, uśmiercanie środowiska naturalnego itd. Najgorszym jest, że NIKT niczego nie dostrzega, NIKT się niczym nie przejmuje, NIKT nie rozmawia o rzeczach ważnych.
Często próbuję podjąć rozmowę na powyższe tematy, ale napotykam po prostu ścianę... Dosłownie. Tępy wzrok, brak jakichkolwiek odpowiedzi, uciekanie od tematu, zupełne lekceważenie wagi problemów. Jak gdyby pod tym względem wycięto mózg.
W przeciwieństwie do Pana pokolenia - w dzisiejszej młodzieży nie ma w ogóle buntu, potrzeby zmian.
Może podjąłby się Pan rozpoczęcia dyskusji na ten temat na Pana blogu? Chyba, że wykracza to poza jego ramy.
Kurcze, nie mialem w sumie zamiaru tego wszystkiego pisać. Chaotycznie to wyglada, ale coz.
Jeszcze raz dzieki za wpis o śp. Skandalu.
hej ho
Karol

11 komentarzy:

Andrzej Kowlik pisze...

Dezerter niczym Lenin, wieczny żywy. ;-)

Gdybym, Prezes, wiedział to dziś wiem, to w tamtej dyskusji, sprzed 4 lat, nie napisałbym tego co napisałem, chociaż, w sumie, nie byłoby dyskusji, gdyby wszyscy mieli jednakowe zdanie.
Nie zmienia to faktu, że myliłem się, umieli grać.

Było zapytanie, o tamte czasy. Podsyłam więc 3 audycje z radiowej Trójki, z marca i kwietnia tego roku, z informacjami o tamtych czasach............. plus trochę muzyki.

Dezerter.part1.rar
http://www70.zippyshare.com/v/70697721/file.html

Dezerter.part2.rar
http://www34.zippyshare.com/v/6215128/file.html

Dezerter.part3.rar
http://www47.zippyshare.com/v/66026099/file.html

Intryguje mnie, jak to z tą drugą płytą Dezertera jest na dziś. Była edycja z taśm? na nośniku CD. Pierwsza edycja CD za źródło ma zgranie z winyla, drugiej edycji na CD nie znam.
W audycji, można usłyszeć, niektóre utwory z drugiej płyty, ale są w trochę innych wersjach, niż te które można usłyszeć z płyty winylowej.?

Co do pytania, zasadniczego, dlaczego w młodych jest teraz tak mało buntu, to nie znam na nie odpowiedzi.
Może, dziś jest tak dużo możliwości, alternatyw, dla konsumpcyjnego nastawienie do życia, że bunt nie jest potrzebny?


Andrzej Kowlik pisze...

ps: nie mogłem dziś w nocy spać

Makaron pisze...

Część pierwsza mojej odpowiedzi bo można użyć tylko 4096 znaków:
Jestem trochę starszy rocznikowo (1975) ale mogę Ci powiedzieć, że moje oceny młodego pokolenia są niestety identyczne. I nie tylko młodego bo na świecie zapanował tak wszechogarniający syf, że walka o przetrwanie sprasowała umysłowo nie jednego do poziomu chodnika. Jeżdżę dużo po świecie i powiem Ci, że jest to zjawisko globalne. Po pierwsze globalizacja sprawia, że wszystko zaczyna wyglądać tak samo. Nie ma znaczenia, czy jesteś w Polsce, Tajlandii czy Brazylii. Wszędzie masz to samo: Coca Cola, Shell, Starbucks i inne gówna. Te wielkie koncerny oczywiście wykańczają lokalne smaki, lokalne marki które dawały jakąś odmienność i smaczek życia po przez oferowane dobra. Kolejna sprawa: u nas w latach 80tych była pod pewnymi względami podobna sytuacja do tej jaka teraz panuje w krajach typu Birma, Kambodża, Laos, Wietnam, Kuba i wielu innych. Była bieda ale ludzie mieli jakiś tam dostęp do różnych filmów które pokazywały jak to jest niby gdzie indziej. I taki Polak siedział przed telewizorem, oglądał Miami Vice i się wkurwiał bo widział że tam gliniarz jeździ wypasioną bryką, w której w dodatku ma zainstalowany telefon. A u nas się czekało na montaż telefonu w domu po 20 lat. Więc wkurwieni uznaliśmy, że trzeba rozpierdolić to co jest a wtedy będzie u nas tak super jak w Miami Vice. No i w jakiejś mierze jest bo wszyscy mamy telefony w kieszeniach i gdyby nie fakt że przez połowę roku kalendarzowego u nas jest zima to przy odrobinie wyobraźni można by udawać że jest jak w Miami Vice. W końcu ładnych dziewczyn u nas też pod dostatkiem.

Makaron pisze...

Część druga:
Niestety w miejsce starego problemu w postaci starego problemu ze zdobyciem czegokolwiek, pojawił się nowy problem: nadmiar wszystkiego. Od tego zalewu dóbr wciskanych nam drzwiami i oknami( najczęściej tandetnych i mających sprostać jak najbardziej prymitywnym gustom) niektórym się powywracało we łbach bo się okazało, że nie wiedzą co z tego wszystkiego wybrać. Co więcej: okazało się że to wszystko nie jest za darmo. Tymczasem pojawili się spece umiejący bardzo profesjonalnie wciskać ludziom te wszystkie gówna lub przynajmniej przekonać ich, że tego właśnie potrzebują. Efekt? Nieustanne ssanie w portfelu i zapotrzebowanie na kasę. Jej zdobywaniu podporządkowane jest w tej chwili wszystko. Nic innego nie ma znaczenia. Pieniądz jest jedyną wartością i religią (również dla istniejących już wcześniej religii). Wcześniej było ciężko więc liczyła się solidarność międzyludzka i wzajemne relacje. Teraz każdy jest tyle wart ile ma pieniędzy. I dokładnie to samo czeka te biedne obecnie kraje, których mieszkańcy patrzą na turystów jak na chodzące portmonetki i nie chcą uwierzyć gdy się im mówi że posiadanie nie daje szczęścia za to niszczy więzi międzyludzkie. Powiem Ci jeszcze jedną prostą rzecz: w latach 80tych mieszkałem w bloku. Gdzieś tak 8 klatek, na każdej 10 mieszkań. Czyli w takim bloku mieszkało sporo ludzi. Znałem wszystkich, do każdego mieszkania mogłem o każdej porze wpaść pożyczyć cukier. Teraz mieszkam gdzie indziej od 10 lat. Nie mam pojęcia kim są najbliżsi sąsiedzi. Ludzie nie mają czasu gadać. Cały czas pędzą aby mieć więcej, więcej i więcej. Albo zwyczajnie po to by przetrwać. Kto ma głowę by się zastanawiać nad tym że wycinają kolejny las pod budowę kolejnego luksusowego apartamentowca?

Makaron pisze...

Część trzecia:
Na koniec jeszcze jedno: na świecie zawsze było sporo takich miejsc, w których miejscowi od zawsze znani byli z ogromnej gościnności i otwartości. Jak się jednak okazuje, gościnność ma swoje granice. W ostatnich bowiem czasach, podróże stały się bardzo tanie. Do tych miejsc zaczęli masowo kursować turyści i przywozić pieniądze. I co się stało? Czy miejscowi zaczęli zachowywać się inaczej? Nie. Nadal są bardzo gościnni. Aż za bardzo. Różnica jest jedna: wcześniej byli gościnni szczerze i bezinteresownie a teraz jest to nachalna gościnność motywowana chęcią zdobycia więcej kasy. Pieniądz zmienia niestety wszystko.
W sumie to wspomnę o jeszcze jednym problemie. Jest sobie taki kraik, który w skrócie nazywa się U.S.A. O poziomie tego kraju świadczy pewien artykuł, który czytałem ostatnio. Okazuje się, że każdego roku na lotniskach w Ameryce zatrzymywane są tysiące podróżnych, którym stawiane są bardzo poważne zarzuty za przemyt... Kinder niespodzianek. Są one w Stanach całkowicie zakazane w obawie o dzieci, które mogłyby takie jajko połknąć w całości. Wynika z tego jasno, że oni tam już rodzą się debilami. Przeciętny Amerykanin nie widzi najmniejszej różnicy pomiędzy Austrią a Australią. Problem jednak jest taki, że z wiadomych tylko sobie względów Amerykanie uważają, że ludzie wszędzie na świecie muszą tak nie myśleć jak oni. I wciskają swoje gówna każdemu i wszędzie a w dodatku ten jeden z najbardziej zepsutych i obłudnych krajów na świecie, o którym w zasadzie można powiedzieć że nie ma żadnej historii jeżeli postawić go obok takiej kultury jak Islam, ten kraj uważa że może mówić wszystkim jak żyć. Dziś np czytałem, że U.S.A. podejmują jakieś sankcje wobec Rosji za nie przestrzeganie praw człowieka (!). Że co? Wynika z tego że tylko Amerykanie mogą nie przestrzegać praw człowieka. Nie ważne, bo to już jest bardzo nie fajna rzecz pod nazwą polityka a mi raczej chodzi o to, że U.S.A. ma po przez swoją pseudokulturę ogromny i szkodliwy wpływ na czyszczenie mózgów z przejawów myślenia na całym globie. Oczywiście przesadziłbym, gdybym stwierdził że oni tak nic zupełnie nie wnieśli fajnego do naszej świadomości bo dla przykładu sam od dziecka jestem fanem Gwiezdnych Wojen. Ale w większość jednak adoptujemy od nich zupełnie bezmyślnie i z uśmiechem na twarzach kulturę kompletnej nijakości.
Nie widzę jakichkolwiek szans na to, że cokolwiek się zmieni. Ludzie uczynią na tej planecie piekło szybciej niż się tego ktokolwiek spodziewa. I tym optymistycznym akcentem kończę i pozdrawiam.

Sandflyer pisze...

@Makaron:
Makaronie, pozwoliłbym sobie na drobne addendum/ korektę Twojej wypowiedzi.
Nie wszyscy "Cały czas pędzą aby mieć więcej, więcej i więcej"

Część (jeśli nie większość) niestety pędzi, żeby w ogóle utrzymać się na powierzchni.

Co do listu - młody człowieku (jeśli mogę się tak wyrazić, albowiem wojnę polsko-jaruzelską spędziłem w liceum :-))) ).
Nie przejmuj się innymi.
Rób swoje, eksploruj własne horyzonyty, staraj się przekonywać innych, ale nic na siłę. Wiem, że niełatwo żyć z muzyką (czy jakąkolwiek inną sztuką) samemu, bez możliwości podzielenia się wrażeniami i przeżyciami z innymi. Ale, najważniejszy jest Twój stan umysłu i Twój rozwój wrażliwości. A zwiewnym chłopysiom z grzywkami pod wełnianą czapeczką na tył głowy zsuniętą - penis w odbyt i tłuczone szkło. Wiosna idzie. Będzie lepiej.

Andrzej Kowlik pisze...

Dyskusja, z tego co czytam... zmierza w innym kierunku.
Dopowiem więc ,w zamieszczonych sznurkach jest też ciekawa informacja na temat Klubu Płytowego Razem...

Andrzej Kowlik pisze...

Wiosna idzie. Będzie lepiej.

----------------

Otóż to, otóż to.


pozdrawiam

anselmo pisze...

makaron - niestety prawda, część drugą i trzecię nazwałbym chwalebne. fraza: "Pieniądz zmienia niestety wszystko." żałosna - ale jak najbardziej na czasie.,

Anonimowy pisze...

...Dezerter prezylem i Siekiere ...bylem tam

Ale nie moge sie pogodzic ze to cale srodowisko punkowe w polsce to cos wyjatkowego i nadaje inna fala. To sa tylko wentyle.
Jak w ogole punk ze swoja lewacka postawa (McLaren stary socjalista jego grob jest kolo Marxa) mogl zaistniec wtedy w Polsce kiedy w tym przelomie konca lat 70 i poczatek 80 dziala Solidarnosc ktora walczyla wlasnie z komuna.Czy ktos w ogole zadaje sobie to pytanie. Polacy w tamtym okresie byli narodowo nastawieni a tu nagle ktos im narzygal po bolszewicku do kultury. Badajcie temat.

Wegekucharz pisze...

Ciekawe spostrzeżenia. To co odróżnia obecne czasy od lat z okresu 1960-2000 to fakt, że młodzież w zasadzie nie przejawia cech buntowniczych. Jeśli w grę wchodzi bunt to w postaci ruchu oburzonych, który gdyby nie kryzys materialny związany z sytuacją gospodarczą na świecie nie zaistniałby w świadomości młodych ludzi. Innymi słowy, gdyby portfele i lodówki były pełne, buntu nie byłoby. Jakże to inne postawy od buntu charakterystycznego dla kultury punkowej czy tzw. alternatywnej. Pamiętacie album "Fala"? Słuchanie tego albumu to było przeżycie mistyczne. Miałem 14 lat gdy usłyszałem go pierwszy raz i to był impuls poruszający moje serce. Później był anarchopunk, crust działania na rzecz praw zwierząt, działania na rzecz ruchu antywojennego, ale przede wszystkim tym co było wyznacznikiem wszystkich tych działań było nieokiełznane poszukiwanie wolności rozumiane jako przeżycie "duchowe". Kto dziś szuka wolności. Wolności od czego, od dóbr konsumpcyjnych? Przecież nikt nie każe nam kupować, kupować, kupować...Nie oszukujmy się nie jesteśmy sterowani, ale dokonujemy wyborów i w tym kontekście należy przede wszystkim rozpatrywać stan dzisiejszej młodzieży, która nie jest urobiona przez system, ale dokonuje wyborów. Wybiera często postawy nawet nie hedonistyczne, ale nihilistyczne, destrukcyjne. Ruch pro zwierzęcy z wegetarianizmem, ruch antywojenny z pacyfizmem, to były postawy konstruktywne. Często przyrównuje się kulturę hip-hopową do punkowej subkultury. Nic bardziej błędnego. Hip-hop nie ma znamion buntowniczych, nie zamierza wysadzać w powietrze systemu, aby odnaleźć gdzieś na jego gruzach wolność wszystko jedno jak bardzo niedoścignioną i niesprecyzowaną. Hip-hop komentuje rzeczywistość przez pryzmat błędów systemu, który ostatecznie nie daje szansy realizacji młodym ludziom zgodnie z ich przeznaczeniem jako przyszłych reproduktorów - brak środków do życia nie pozwala wejść stabilnie w dorosłe życie. Punk, późniejszy anarchopunk z domieszka ekologii, wegetarianizmu, antyfaszyzmu itp. uderzał w system aby go zniszczyć i na jego gruzach zasadzić wolnośc, hip-hop chciałby system poprawić, przebudować, w efekcie otrzymując to czego człowiek masy potrzebuje najbardziej: wina i igrzysk.
Młodość przeżyłem na przełomie lat 1990-1997 zafacynowany wegetarianizmem, ekologią, ruchami wolnościowymi, moda na abstynecję w postaci ruchu streight-edge w roku 2013 nadal przejawiam wszystkie cechy ideałów z lat młodości z tą różnicą, że z punkowca ewoluowałem do stanu gnostyka, który zrozumiał, że wolność jest w nim samym i wszelkie zewnętrzne formy nie są ograniczeniem, lecz projekcją "ja"... Ciekawa to droga, niemniej jednak to właśnie punk, hardcore i reggae zbudowało drogę dla obecnej świadomości, którą się posługuję w życiu.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę optymizmu - ten świat składa się z miliardów serc w których wciąż bije miłość, niezależnie od tego jak bardzo byłaby skryta pod płaszczem egoistycznego rozumu i zwierzęcego popędu...