sobota, 1 grudnia 2007

Maraton rockowy

Post o RSC został napisany przez Threepio (chyba tym razem napisałem Twój nick poprawnie) wielkiego fana grupy od dawna wspomagającego mój blog w różny sposób. Dziękuję autorowi i zachęcam innych do współpracy.



Rzeszowska grupa RSC należała do najpopularniejszych formacji początku lat 80-tych oraz czołówki tzw. Muzyki Młodej Generacji. Powstała w 1981 r., a muzycy tworzący ten zespół (Andrzej Wiśniowski - gitara akustyczna, gitara elektryczna, śpiew; Piotr Spychalski - fortepian, keyboard; Zbigniew Działa - wokal i teksty; Wiesław Bawor - skrzypce; Andrzej Szczypek - gitara basowa; Michał Kochmański - perkusja i Wiktor Kucaj – keyboard) używali wyłącznie analogowego sprzętu, inspirując się dokonaniami grup Kansas, Budgie, czy Styx. Po zajęciu drugiej lokaty w Jarocinie ’82 grupa szybko odniosła kolejne sukcesy na festiwalach w Jeleniej Górze i Łodzi - Rockowisko ’82. Efektem tego wszystkiego były sesje nagraniowe dla radia, występy w TV, czy wreszcie płyta wydana przez Polskie Nagrania. Od początku swojej kariery RSC regularnie (przez okres dwóch lat) umieszczał swoje utwory na opiniotwórczej i coraz bardziej popularnej Liście Przebojów Pr III, kilkakrotnie dochodząc do TOP 10. Pełne pasji rockowe wykorzystanie skrzypiec przez W. Bawora wywarło na mnie duże wrażenie, zwracając uwagę w kierunku klasycznego instrumentarium i to jeszcze na rok przed światowym sukcesem pierwszej płyty This Mortal Coil. W krótkim czasie ukazały się też kolejne wydawnictwa grupy: kaseta firmy Vega, utwory na składance debiutującej wtedy wytwórni Savitor, a na koniec w roku 1984 zespół nagrał singla dla Tonpressu. Wraz z sukcesami pojawiły się konflikty, a i oblicze Polskiego Rocka połowy lat 80-tych miało już zupełnie inne, bardziej „niezależne oblicze”, co doprowadziło w efekcie do rozwiązania grupy. Pierwsza próba reaktywacji miała miejsce już cztery lata później, wszystko skończyło się jednak tylko kilkoma trasami koncertowymi po Polsce i ZSRR oraz sesją nagraniową. Kolejna z 1994 roku zaowocowała kilkoma płytami zarówno z premierowym repertuarem, jak i z nowymi wersjami znanych utworów. W zreformowanej formacji od początku zabrakło jednak lidera A. Wiśniowskiego, a skład coraz bardziej odbiegał od tego z poprzedniej dekady. Materiał z tego okresu wznowiło ostatnio w zremasterowanej wersji Polskie Radio, a ja z nadzieją oczekuję na 30-lecie zespołu. Może wtedy doczekamy się wszyscy nowej edycji legendarnej kasety z „Trójkowymi” wersjami takich utworów jak „Muzyka Semaforów”, ”W Oczekiwaniu Na Nikogo”, czy „Wolny Będziesz Szedł”. A na razie możemy posłuchać… .





Komentarz do posta przesłany przez jednego z internautów.

"RSC doskonale pamiętam, z resztą mieszkając od urodzenia w Rzeszowie, trudno było nie słyszeć o całym boomie muzycznym lat osiemdziesiątych. Potrzeba grania muzyki była silniejsza od wszystkiego. Potrzeba jej słuchania, to już wręcz była obsesja. Ale bądźmy też obiektywni. Umiejętności muzyczne samych wykonawców w niektórych zespołach pozostawiały wiele do życzenia, podobnie jak umiejętności realizatorów w studiach nagraniowych. Młodzi ludzie ( ja też), rzucali się na wszystko co kojarzyło się z hasłem "Muzyka Młodej Generacji". Nieważne, że płyty skwierczały niemiłosiernie, naładowane zbyt dużą dawką elektronów a o brzmieniu kaset z Gorzowa lepiej nie wspominać:). Kto miał wieże "RADMORA" był kimś. ... RSC na pierwszej płycie powalało bogactwem aranżacji, inteligencją muzyczną i ogólnym poczuciem niepodzielnej harmonii w zespole. Spółka A. Wiśniowski, Z. Działa i P. Spychalski udowodniła swoją klasę produkując takie perły jak: "Życie to teatr", "Maraton rockowy", czy "Kradniesz mi moją dusze". Było o zespole głośno, niestety bardzo krótko a bardzo szkoda. Mówi się ( bo to nie tajemnica) o wewnętrznych konfliktach w zespole w tamtym okresie w efekcie czego, po nagraniu materiału na drugą płytę,( ukazał się tylko na kasecie Vegi) grupa definitywnie przestała istnieć. Lata 90. Czas wielkich come back'ow wielkich zespołów. RSC również złapało wiatr w żagle. Nowo wydana płyta z największymi przebojami grupy miała przypomnieć o najlepsze czasy. Niestety, produkcja tego materiału woła wręcz o pomstę do nieba a już kompletnym nieporozumieniem było nagrywanie ścieżek perkusji z sequnsrea. Nagrany materiał sprawiał wrażenie roboty, wykonanej na kolanie a całość ratowały "żywe" gitary i skrzypce. Panowie chyba poszli po rozum do głowy i po jakimś czasie wydali płytę "Czas wodnika", gdzie słychać już grających ludzi a nie maszyny. Jednak ta płyta jest bardzo niespójna i nierówna. Kilka doskonałych kawałków: " Patrzę na wschód", "Zbemój", "La America" czy tytułowy "Czas wodnika" ostro kontrastuje z kompozycjami kompletnie nietrafionymi; "Pomiędzy piekłem- niebem", "Naucz mnie".. W sesji brało udział aż trzech gitarzystów, co oczywiście nie było dobrym zabiegiem i w efekcie charakter piosenek i styl zespołu kompletnie się tu zatracił. Powalają natomiast rewelacyjne teksty Z. Działy i jego śpiew.I choćby po to, tą płytę warto mieć. Nieco później, pod koniec lat 90 na rynku ukazał się album "Parakletos". Niemal prawdziwe dzieło sztuki. W. Kucaj, ówczesny leader, kompozytor i aranżer razem z resztą muzyków stworzyli płytę niemal jak "Wish You Were Here" Pink Floyd. Uwagę zwraca fenomenalny gitarzysta W. Rzeszut któremu pozwolono( a może obarczono)go okraszeniem materiału nieziemskimi riffami i wszechpotężnym brzmieniem jego gitary. Słychać tu wpływy D. Gilmoura, słychać S. Vaia ale ów niezwykle inteligentny gitarzysta podaje nam to w naturalnym dla siebie, niewymuszonym stylu z okrasą rasowej, słowiańskiej kultury muzycznej. Niezłe skrzypce i nieźli zaproszeni goście. Doskonałe jak zwykle teksty Z. Działy i niecodzienny sposób interpretacji w jego śpiewie. Natomiast analogowe instrumenty( Hammond, Rodhes) obsługiwane przez lidera niestety nie dają rady. Organy momentami wręcz fałszują a sposób gry chyba przerósł zdolności manualne samego muzyka. Płyta praktycznie zaczyna się i kończy Hammondem a jego nieustające brzmienie "ponad wszystkim" niekoniecznie musi się każdemu podobać. Następny album "Gold". Płyta live z koncertu w rzeszowkiej rozgłośni PR. Panowie nie wykonali ani jednego utworu z Parakletosa. Natomiast przypomnieli swoje największe hity. I tu znów ukłony dla gitarzysty. Brawura i lekkość gry. niezliczone ozdobniki i opanowana do perfekcji "wajcha" dodają tej płycie tego, co w rocku najważniejsze. Organy jakby już mniej na przodzie, fajny bas i skrzypce, energetyczna perkusja M. Kochmańskiego i na tym koniec. Nowy wokalista W. Stepaniak nieudolnie stara się dogonić zespół. Fałsze, nieczystości w głosie, koszmarna emisja i dykcja. Dobry koncert. Szkoda jednak , że zarakło Z. Działy. Na płycie znajdują się jeszcze bonusy ze studyjnych sesji. Prawdopodobnie odrzuty albo te , które się nie zmieściły wcześniej lub nie pasowały do koncepcji albumów nagrywanych przed laty. Zespól nagrał jeszcze kilka utworów dla Radia Rzeszów, nakręcił clip z niezłą piosenką "Wielkie żarcie", już zaaranżowaną w duchu naszych czasów czyli stricte popowo. Dziś możemy się cieszyć nowymi reedycjami nagranych wcześniej płyt zremasterowanych cyfrowo. A w niedługim czasie chyba doczekamy się nowego materiału. AKA FLY ROCK. Taki jest roboczy tytuł nowej płyty RSC. Podobno znowu na wokalu Z. Działa. Może być ciekawie czego sobie i Wam życze".

Pozdrawiam:) NN.


Pełna dyskografia:
„Kradniesz Mi Moją Duszę” / ”Aneks Do Snu” (Polskie Nagrania 1983) singiel
„RSC-Flyrock” (Polskie Nagrania 1983,edycja CD 2004)
„Various Artists - „Na Luzie” - „Fabryka Snów”, ”Teatr Pozoru” (Savitor 1984)
„RSC’’ (Vega 1984) kaseta
„Reklama Mydła” / ”Targowisko Dusz” (Tonpress 1985)
„Maraton Rockowy” (Victor 1994/MTJ 2000/Polskie Radio S.A. 2007)
„Czas Wodnika” (Victor 1996/Polskie Radio S.A.2007)
„Parakletos” (Ars Mundi 1997/Polskie Radio S.A.2007)


"Flyrock" (1984)


1.Jeśli czekasz
2.W ucieczce przed sobą
3.Aneks do snu
4.Pralnia mózgów
5.Kradniesz mi moją duszę
6.Na długie pożegnania
7.Dzień, na który czekam
8.Z kroniki wypadków

http://rapidshare.com/files/73554599/RSC.rar.html


"Maraton rockowy" (1994)




1. W oczekiwaniu na nikogo
2. Fabryka snów

3. Na długie pożegnania
4. Nocny kurs
5. Wolny będziesz szedł
6. Reklama mydła
7. W ucieczce przed sobą
8. Życie to teatr (teatr pozoru)
9. Maraton rockowy
10. Kradniesz mi moją duszę
11. Z kroniki wypadków
12. Jeśli czekasz
13. Pralnia mózgów

Bonusy:
14. Muzyka semaforów
15. Leshoto

http://rapidshare.com/files/73560540/RSC_-_Maraton_rockowy.rar.html



"Czas wodnika" (1996)




http://rapidshare.com/files/85684458/RSC_-_Czas_wodnika.rar


"Parakletos" (1997)


http://rapidshare.com/files/85740207/RSC_-_Parakletos.rar

29 komentarzy:

RObert POland pisze...

Maraton rockowy wciąż mi się kojarzy z ... muzyką Klincz.
Sorry za profanę :)
Pamiętam ten utwór z młodzieńczych lat, ale z całymi albumami nigdy nie miałem okazji się zapoznać.

Dzięki Threepio i Piotrze za post.

ROb.

lemano pisze...

Panowie ale dajecie, na punkcie "życie to teatr" miałem kiedyś totalny odjazd, wielokrotnie popełniałem emocjonalne samobójstwo, na szczęście mi przeszło ale niesamowity sentyment do RSC pozostał, mając na uwadze ostatnie komentarze piotra przyznaję że mam trzy ostatnie płyty, legalnie kupione w empiku, kryminał mi chyba nie grozi, pozdrawiam

mrw pisze...

Piotrze ja tak z innej paki trochę, czy słyszałeś może najnowszą płytę SBB "The Rock"? Może ktoś z komentujących słyszał? Ja niestety nie słyszałem i zastanawiam się czy mi polecacie czy też nie, nie wiem czy mam sobie ją kupić po prostu. W sumie mnie osobiście te nowsze płyty SBB nie bardzo podchodzą , ale słyszałem opinię że ta jest całkiem całkiem. Co do RSC to kojarzę tylko płytę Flyrock z analoga jeszcze, pamiętam że podobał mi się utwór " Z kroniki wypadków", więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie bardzo żałuję ect.
Pozdrowienia Piotrze.

Piotr K. pisze...

Marcin ,nie słyszałem nowego SBB. Ktoś tu kiedyś napisał że wybiera się na koncert i że nowym pałkerem jest były perkusista węgierskiego Skorpio.Tyle wiem na ten temat.Co do Klanu to ,nie wiem o nich nic ,i nie mam ich żadnej ich płyty.Owszem kiedyś tam słyszałem "Mrowisko" i tyle. Ale jeśli ktoś chciałby coś o nich napisać,to mogę to zamieścić.

mrw pisze...

Szkoda, w sumie też wybierałem się na SBB było w Katowicach całkiem niedawno, mieli występ w Teatrze Śląskim podczas którego miał być rejestrowany materiał, który ma się ukazać na płycie DVD,a dzień później Skrzek dawał solowy koncert w Szopienicach, wraz z tańczącymi córkami (też nie byłem), również słyszałem że Paul Vertico opuścił grupę i jego miejsce zajmuje węgierski bębniarz ze Scorpio. Czytałem recenzję płyty na portalu Rock serwis, niestety głosy były podzielone z tego co pamiętam, jeden człowiek napisał że płytka zbliżona jest do "Memento" - w co szczerze wątpię... . No cóż przejadę się do sklepu i odsłucham - zobaczymy co chłopaki nagrali. W każdym razie wielkie dzięki.

Dati pisze...

"The Rock" SBB jest płytą którą można mieć. Można - to jest dobre słowo. Nie powinno, nie koniecznie trzeba ale można. Napewno jest lepsza od "New Century" ale porównanie do "Memento..." jest wielkim nadużyciem. To jest moje zdanie i będę go bronił jak niepodległości :). Pozdrawiam.
PIOTRZE! TO CO ROBISZ NA TEJ STRONIE TO JEST MISTRZOSTWO ŚWIATA! CO JA SIĘ OSZUKAŁEM SKIBIŃSKIEGO 1951-1983. A TU PROSZĘ. JEST. DZIĘKI WIELKIE DZIĘKI!!! TAK TRZYMAJ!!

Anonimowy pisze...

Czesc,
Dzieki za "Flyrock", moj vinyl nosi bowiem znaki czasu.
Przy okazji wyrazam swe oburzenie z powodu praktyk stosowanych przez niektore firmy fonograficzne, ktore "remasteryzujac" nagrania zwyczajnie je niszcza :( Tak stalo sie z nagraniami Lombardu, Maanamu, ZSN Mech czy wlasnie RSC plyta "Maraton rockowy" :(
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Dzięki Piotrowi i Robertowi za miłe słowa. Współpraca z Piotrem to czysta przyjemność-może w przyszłosci przydam się bardziej?Piszę to wszystko "na szybko" z kompa Ukochanej gdyż mój czeka na naprawę.Za 5 dni będę do dyspozycji ,jeśli bywający na blogu mają jakieś życzenia co do odświeżania starszych linków/z blogu "To Co Mi Gra..." rzecz jasna/na rapidzie to piszcie bez skrępowania jeśli mam dany materiał to z chęcią go "odświeżę".
Pozdrawiam Threepio.

Anonimowy pisze...

link do parakletos zdechł=(
czy możliwe jest odświeżenie?

pawel_s pisze...

Flyrock wyszło na CD kilka lat temu. Nawet mam oficjalne wydanie na półce. Kaseta Vegi nie ukazała się w żadnej innej formie (trochę szkoda, bo to dość ciekawa pozycja). Z singla Tonpressu jedynie utwór "Targowisko dusz" ukazał się na jakiejś składance. Do tego jeszcze nielegalnie. A po "Parakletos" zespół dokonał różnych nagrań: w 2000 roku Wiktor Kucaj zebrał różne nagrania na CDR "Kilka piosenek o miłości". Z tego krążka pochodzą bonusy do CD "Maraton rockowy". Również z tego wydawnictwa pochodzi utwór "Miłości naszej" - jeden z ostatnich utworów nagranych ze Zbyszkiem Działą przed jego odejściem (na kilka lat). Potem jeszcze z nowym wokalistą, Witkiem Stepaniakiem zespół zagrał koncert, którego fragmenty znalazły się na CD "Gold" i "The Best - Życie to teatr", a rok później na składaku "Polski art rock vol 2" ukazał się utwór "Ty i ja" (zarejestrowany na EPce, niewydanej niestety). Zespół niedawno nagrał nową płytę zatytułowaną "Aka Flyrock" i czeka ona na wydanie.

Anonimowy pisze...

czesc, a dacie rade jakos podac haslo do Flyrock? :) nie daje rady tego rozpakowac, a ta strona to po prostu cos genialnego wpadlem na nia przez przypadek, polska muzyka lat 80 to niesamowite przezycie, kazdego dziewieku plynacego z glosnikow i ten klimat tworzony przez trzeszczacy gramofon... genialne :) w razie czego podaje swoj email piotr.kaszuwara@rsko.net

pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

RSC doskonale pamiętam, z resztą mieszkając od urodzenia w Rzeszowie, trudno było nie słyszeć o całym boomie muzycznym lat osiemdziesiątych. Potrzeba grania muzyki była silniejsza od wszystkiego. Potrzeba jej słuchania, to już wręcz była obsesja. Ale bądźmy też obiektywni. Umiejętności muzyczne samych wykonawców w niektórych zespołach pozostawiały wiele do życzenia, podobnie jak umiejętności realizatorów w studiach nagraniowych. Młodzi ludzie ( ja też), rzucali się na wszystko co kojarzyło się z hasłem "Muzyka Młodej Generacji". Nieważne, że płyty skwierczały niemiłosiernie, naładowane zbyt dużą dawką elektronów a o brzmieniu kaset z Gorzowa lepiej nie wspominać:). Kto miał wieże "RADMORA" był kimś. ...
RSC na pierwszej płycie powalało bogactwem aranżacji, inteligencją muzyczną i ogólnym poczuciem niepodzielnej harmonii w zespole. Spółka A. Wiśniowski, Z. Działa i P. Spychalski udowodniła swoją klasę produkując takie perły jak: "Życie to teatr", "Maraton rockowy", czy "Kradniesz mi moją dusze". Było o zespole głośno, niestety bardzo krótko a bardzo szkoda. Mówi się ( bo to nie tajemnica) o wewnętrznych konfliktach w zespole w tamtym okresie w efekcie czego, po nagraniu materiału na drugą płytę,( ukazał się tylko na kasecie Vegi) grupa definitywnie przestała istnieć. Lata 90. Czas wielkich come back'ow wielkich zespołów. RSC również złapało wiatr w żagle. Nowo wydana płyta z największymi przebojami grupy miała przypomnieć o najlepsze czasy. Niestety, produkcja tego materiału woła wręcz o pomstę do nieba a już kompletnym nieporozumieniem było nagrywanie ścieżek perkusji z sequnsrea. Nagrany materiał sprawiał wrażenie roboty, wykonanej na kolanie a całość ratowały "żywe" gitary i skrzypce. Panowie chyba poszli po rozum do głowy i po jakimś czasie wydali płytę "Czas wodnika", gdzie słychać już grających ludzi a nie maszyny. Jednak ta płyta jest bardzo niespójna i nierówna. Kilka doskonałych kawałków: " Patrzę na wschód", "Zbemój", "La America" czy tytułowy "Czas wodnika" ostro kontrastuje z kompozycjami kompletnie nietrafionymi; "Pomiędzy piekłem- niebem", "Naucz mnie".. W sesji brało udział aż trzech gitarzystów, co oczywiście nie było dobrym zabiegiem i w efekcie charakter piosenek i styl zespołu kompletnie się tu zatracił. Powalają natomiast rewelacyjne teksty Z. Działy i jego śpiew.I choćby po to, tą płytę warto mieć.
Nieco później, pod koniec lat 90 na rynku ukazał się album "Parakletos". Niemal prawdziwe dzieło sztuki. W. Kucaj, ówczesny leader, kompozytor i aranżer razem z resztą muzyków stworzyli płytę niemal jak "Wish You Were Here" Pink Floyd. Uwagę zwraca fenomenalny gitarzysta W. Rzeszut któremu pozwolono( a może obarczono)go okraszeniem materiału
nieziemskimi riffami i wszechpotężnym brzmieniem jego gitary. Słychać tu wpływy D. Gilmoura, słychać S. Vaia ale ów niezwykle inteligentny gitarzysta podaje nam to w naturalnym dla siebie, niewymuszonym stylu z okrasą rasowej, słowiańskiej kultury muzycznej. Niezłe skrzypce i nieźli zaproszeni goście. Doskonałe jak zwykle teksty Z. Działy i niecodzienny sposób interpretacji w jego śpiewie. Natomiast analogowe instrumenty( Hammond, Rodhes) obsługiwane przez lidera niestety nie dają rady. Organy momentami wręcz fałszują a sposób gry chyba przerósł zdolności manualne samego muzyka. Płyta praktycznie zaczyna się i kończy Hammondem a jego nieustające brzmienie "ponad wszystkim" niekoniecznie musi się każdemu podobać. Następny album "Gold". Płyta live z koncertu w rzeszowkiej rozgłośni PR. Panowie nie wykonali ani jednego utworu z Parakletosa. Natomiast przypomnieli swoje największe hity. I tu znów ukłony dla gitarzysty. Brawura i lekkość gry. niezliczone ozdobniki i opanowana do perfekcji "wajcha" dodają tej płycie tego, co w rocku najważniejsze. Organy jakby już mniej na przodzie, fajny bas i skrzypce, energetyczna perkusja M. Kochmańskiego i na tym koniec. Nowy wokalista W. Stepaniak nieudolnie stara się dogonić zespół. Fałsze, nieczystości w głosie, koszmarna emisja i dykcja. Dobry koncert. Szkoda jednak , że zarakło Z. Działy. Na płycie znajdują się jeszcze bonusy ze studyjnych sesji. Prawdopodobnie odrzuty albo te , które się nie zmieściły wcześniej lub nie pasowały do koncepcji albumów nagrywanych przed laty. Zespól nagrał jeszcze kilka utworów dla Radia Rzeszów, nakręcił clip z niezłą piosenką "Wielkie żarcie", już zaaranżowaną w duchu naszych czasów czyli stricte popowo. Dziś możemy się cieszyć nowymi reedycjami nagranych wcześniej płyt zremasterowanych cyfrowo. A w niedługim czasie chyba doczekamy się nowego materiału. AKA FLY ROCK. Taki jest roboczy tytuł nowej płyty RSC. Podobno znowu na wokalu Z. Działa. Może być ciekawie czego sobie i Wam życze.

Pozdrawiam:) NN.

Piotr K. pisze...

Dzięki NN.Twój komentarz jest świetny, więc go wrzuciłem do głównego postu.Chyba nie masy nic przeciwko ?

Anonimowy pisze...

Witam cieplutko. Absolutnie nie mam nic przeciwko i czuje sie wyrozniony. A Tobie Piotr, wielkie dzieki za ow blog na ktory trafilem zupelnie przypadkowo, szukajac polskiej muzyki i perelek, ktorych nigdzie inedziej nie mozna znalezc. Prawdziwa kopalnia bialych krukow.

Pozdrawiam i zycze Ci wiecej i wiecej unikatowej polskiej muzy.

tratata pisze...

Komentarz NN czy anonima, to po prostu głupoty. Nie macie pojęcia o muzyce a tym bardziej o harmonii.
Szkoda, że dębowe uszy nie pozwalają wam na właściwy odbiór muzyki a o świadomości i umyśle już nie wspomnę bo tego wam notorycznie brakuje i nigdy nie zrozumiecie dla czego.

Anonimowy pisze...

Piotrek, jak na litość boską możesz pisać, że to świetny komentarz do Parakletosa. Do tej pory wydawało mi się, że coś wiesz o muzyce, to są przecież żygowiny chcącego się za wszelką cenę dowartościować, kmiota z rzeszowa.

Piotr K. pisze...

Coś mi to pachnie majerankiem.

Anonimowy pisze...

Witam pieknie!

Haha! Jaka polemika, tylko, panowie! Zaprzeczacie jeden drugiemu. Jesli ktos juz napisal bardziej obszerny komentarz i do tego obiektywny, rzuca sie zaraz na niego sfora zlosliwych blogerow, to wiadczy to tylko obraku kultury. Na pewno wyzwiska nie sa tu potrzebne, tym bardziej, ze "NN" nie obrazil nikogo a prezentuje TYLKO WLANSE OBIEKTYWNE ZDANIE! W dodatku "NN" tez nie wie wszystkiego. Nie napisal o chociazby wydanych skladankach juz po "Parakletosie" a porownujac RSC do Pink Floyd, wywolal u mnie ogromny atak smiechu. Przepasc dzielaca te dwa zespoly jest glebsza i szersza niz odleglosc z ziemi do ksiezyca. Debowe uszy ( jak pisze "tratata" ma chyba on sam. Widac slucha muzyki zbyt plytko i nie wglebia sie w analize tego, co sie dzieje pod spodem. A dzieje sie duzo rzeczy niedobrych i niepotrzebnych. Z kolei nastepny post zawiera malo kulturalne zwroty i epitety po adresem "NN". Na tylko tyle cie stac czlowieku? ( rzygowiny pisze sie przez rz). Poza tym konstruktywna krytyka nie polega na wychwalaniu pod niebiosa rzeczonego zespolu a wlasnie na trafnych spostrzezeniach, ktore "NN" slusznie wychwycil i to juz jego sprawa czy chodzilo mu o dowartosciowanie siebie czy o co innego. Piotr, na szczescie, jest jak widac, neutralnym i kumatym gosciem. Tak na koniec, dla mnie osobiscie jedyna i prawdziwa plyta RSC byl i bedzie "Fly Rock". To, co bylo pozniej, moze z wyjatkiem "Parakletosa", to tylko niezbyt udane proby postawienia domku z wybrakowanych klockow lego.

pozdrawiam Piotra K i wszystkich myslacych.

Anonimowy Bolek.

Anonimowy pisze...

Anonimowy Bolek jesteś cieńki.Rozumisz sie najlepi i od razu wiesz, które uwagi są trfne a które nie. Hehehehe. Parakletosa oczywiście nagrali kosmonauci...

pawel_s pisze...

"Aka Flyrock" ukazało się miesiąc temu nakładem Lynx Music. Pierwotnie miało być tam 9 utworów, jest 10 (dołożyli utwór "Niczego więcej", którego pierwotnie nie było). Podobnie jak na płycie "Maraton rockowy" tu grają maszyny. Waldemar Rzeszut zagrał na tej płycie tylko w dwóch albo trzech utworach.

Anonimowy pisze...

A w których utworach zagrał Waldemar Rzeszut?

Anonimowy pisze...

Pawel Ty chyba jesteś najlepiej zorientowany.

Anonimowy pisze...

O ludzie! A co ja takiego zrobilem zlego, ze tyle sie o mnie gada?

Pozdrawiam blogerow.

V. Rzeszut.
ex RSC.

RockCafeBuda pisze...

RSC, obok zespołu Bank, to bylo pośmiewisko tamtych czasów. Pamiętam jak na to reagowali muzycy z Trójmiasta - to było nieporozumienie, typowy przykład zawodowców-beztalenci, a takimi niestety mamy doczynienia do dzisiaj. Wyższa szkoła muzyczna z nikogo nie zrobi dobrego muzyka. Aż nie chce mi się wierzyć, że ktoś takich zespołów jeszcze słucha. To są rzeczy, które obok kartek na buty, powinny ulec całowitemu zapomnieniu. Zespoły typu RSC czy Bank mogły mieć rację bytu tylko i wyłącznie w czasach stanu wojennego, kiedy to nie pozwalano na "lansowanie" w mediach niepoprawnych politycznie wzorców. Bez obrazy, ale do dzisiaj jak teraz patrzę na ten teledysk, to nie moge sie powstrzymac od śmiechu. My wtedy, może nie umieliśmy grać, ale za to nie mieliśmy śmiesznego wąsika (tzw. szproty) i nie ubieraliśmy sie jak pajace (no może trochę jak pajace). Jeszcze raz, proszę sie nie obrażać, to mój pierwszy wpis tutaj, choć jestem stałym czytelnikiem i jak większość trafiłem tu przez przypadek w poszukiwaniu zaginionej muzyki. Ale RSC...? No proszę was. Chyba, że szprota was kreci, to co innego ;) MiSZCZ.

Anonimowy pisze...

RCB (Rzeszowskie Centrum Budowlane)
Piękny tekst i taki polski...Znowu komuszek z rzeszówka. A ja... myślałem, że RSC to najlepsze, co się przydarzyło tej mieścinie, od czasów Nalepy. Miszczu, czy to prawda, że u was psy szczekają dupami, a niedźwiedzie grają w piłkę na ulicach! Wesołych Świąt! Komuszki. Psu_Na_Budę.

Anonimowy pisze...

Dzięki serdeczne. Poszukuję jeszcze płyty RSC która wyszła na kasecie firmy Vega w 1984 roku. Byłbym bardzo wdzięczny gdyby ktoś udostępnił. Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Wikipedia podaje, że pod koniec lat 80 RSC reaktyowało się na krótko z Andrzejem Wiśniowksim w składzie i nagrało trzecią płytę, która się nigdy nie ukazała. Czy można gdzieś dorwać ten materiał?

Dziękuję za prezentację RSC, słyszałem dużo o zespole ale nigdy dotąd nic zespołu. Bardzo dobre granie (przynajmniej pierwsza płyta).

Nikodem

Ujej pisze...

Witam wszystkich. Mam pytanie, czy ktoś zna hasło do archiwum?

Ujej pisze...

Pozwólcie że sam sobie odpowiem na to pytanie:) Hasło: tocomigra.