niedziela, 6 września 2009

Ludzie listy piszą cz.9

Witam,
chciałbym na początku podziękować za pracę, bloga, serce i otwartość.
Mam 21 lat i kocham muzykę. Chyba po trosze przez ojca. Pamiętam jak będąc dzieckiem tata posiadał całą stertę winyli. Niesamowite uczucie 6cio latka kiedy biorąc winyl do ręki nie ma świadomości zawartej w nim magii i wyrzuca go w przestrzeń powietrzną niczym frizbi. I tak połowa kolekcji rodzinnej roztrzaskała się o ziemię, ale to było dawno. Teraz muszę od nowa ją budować kupując winyle na allegro lub wymieniając się za inne. Warto...

Patrzę trochę z perspektywy zawodowej, jako przyszły socjolog na pokolenia które urodziły się po roku 90 i lekko się załamuję. Bo dzieciaki te jeszcze bardziej niż moi rówieśnicy są zagubieni i bezpłciowi. Mocno skażeni popkulturą, MTV i całym gównem współczesności w której nie mogą się odnaleźć. W zasadzie nie umiem odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Może to przez te wspomnienia, może przez te cholerne zniszczone winyle, ale bardziej identyfikuję się z opowiadanymi i pisanymi przez pana historiami...
Ból istnienia że nie urodziło się wcześniej, chociaż wtedy było inaczej, ciężej...

pozdrawiam i oby tak dalej!

--

Michał Madura

38 komentarzy:

Anonimowy pisze...

i tak trzymać . 2 tygodnie temu szalałem na Nazareth . kilka pokoleń się nieźle bawiło . a za półtora tygodnia w Szczecinie Omega . zameldujesz się z Bratem Piotrze ?
dowiedziałem się że to inicjatywa muzyków , dawać w tym roku tyle polskich koncertów ile się da .

pozdr , Dariusz z Torunia

Analogowe ucho. pisze...

Zajrzyj tu, jak jeszcze nie byłeś, może coś Ci spodoba się ;-)

http://gfdsgdfssfssgertert.blogspot.com/

toller pisze...

:}} 20 lat temu, gdy byłem w podobnym wieku, miałem odczucie, że w latach 60. było ekstra.

mietek pisze...

no tak. Nazareth, Omega. nie ma lepszych drogowskazów na przyszłość dla młodego pokolenia.
chyba że Czerwone Gitary.

Anonimowy pisze...

niedługo lata 60 - te będą podane jak na talerzu . brytyjski zespół "the brew" znowu znowu z kilkoma koncertami odwiedza Rzeczpospolitą .
ich muza to wykapane "cream" "led zeppelin" i Jimi Hendrix . 20 letni perkusista wymiata jak John Bonham , jego rówieśnik na prowadzącej to wykapany Jimmy Page , basista jest tatą jednego z nich i trzyma całość w garści .



pozdr , Darek z Torunia

Piotr K. pisze...

Ja tez mialem pretensje do stworcy ze nie urodzilem sie za wielka woda w czasach Woodstock, bo to najlepsze co w muzyce sie wydarzylo

mietek pisze...

mam kolegę, zajebiście osłuchany człowiek, który w pewnym momencie odpadł i teraz słucha już tylko "Ascension" Coltrane'a, bo wszystko inne to badziewie.
ludzie, no k...a, co jest?
muzyka jest żywa. muzyka jest 3 metry przed nami. muzyka to duch, który wieje tam gdzie chce, a nie trup zamknięty w stylach, winylach i produkcjach - wszystko jedno czy hi-fi czy low-fi.
lata 60 SĄ DO DUPY! dlatego, że są latami 60. teraz jest teraz, a zaraz będzie zaraz.

Anonimowy pisze...

no nie , nie można mówić że lata 60-te są be a teraz to jest teraz . bo teraz to mamy dody,mroczki,cichopki .

s.

mietek pisze...

no to jeszcze dodam że internet jest do dupy, bo nic ciekawego ze współczesności w nim nie można wyszukać. tak, Pani/Panie S.?

Analogowe ucho. pisze...

Jak miałem lat 15-18, a o takim, "zagubionym" wychowanym na komercji i MTV (heh, ja też poniekąd wychowałem się na MTV, tylko jakby więcej było tam muzyki, a mniej programów typu, odpicuj mi brykę) pokoleniu urodzonych w latach 90 nasz przyszły socjolog pisze, to przypomniało mi się że w tym wieku wszytko było bez sensu, człowiekiem miotały lęki egzystencjalne. Starsze pokolenie miało nas za nic.

Nic nowego pod słońcem.


Szybko jednak wydoroślałem, jak mi syn urodził gdy miałem lat 22..




Panu Mietkowi odpowiem tak.....

Kiedyś rajcowały mnie gry komputerowe..... Doom, Quake, Unreal, Diablo, konsola Playstation. Dziś kompletnie mnie gry komputerowe nie interesują.

Tak samo jest z muzyką, Na lata 60 i 70 - siąte przypadł okres gdy powstawały nowe dźwięki z których poźniej, czasem lepiej, czasem gorzej czerpali inni.

Dziś muzyka to półka w markecie, taka sama jak z półka z kolorowymi gazetami.

Tak wiem, są jeszcze inne półki, dlatego czasem słucham nowej muzyki.... (nowej?)


Stare, nowe, płyta przetrwa i będzie polecana......

http://screenagers.pl/index.php?service=albums&action=show&id=162

"Jest coś klasycznego w tych dźwiękach"....

Anonimowy pisze...

Oczywiscie, ze muzyka jest zywa, i wlasnie dlatego nalezy ja celebrowac "na zywo" czyli na koncertach, bo tylko tam jeszcze cos sie w tej materii dzieje :) To co mialo powstac w studio juz dawno powstalo, wlasnie w latach 60, 70 i czesciowo 80-tych, bo to w koncu tylko kilka nutek :), i tak mamy lepiej niz np. zwolennicy muzyki klasycznej, bo nasze arcydziela sa "zmagazynowane" na vinylach, kasetach, cd, video itp. itd. w oryginalnych (sic!) wersjach i wykonaniach :) Oczywiscie muzyka popularna, szeroko rozumiana, nadal bedzie istniec, w koncu ped do artykulowania sie w taki wlasnie sposob jest niemal rowny pedowi seksualnemu ;), tym niemniej to co bylo swieze, nowe, odkrywcze, przelomowe, to juz po prostu bylo :P

Pzdrw. keiseivv

Analogowe ucho. pisze...

Fakt, nic nie przebije tego jak dwóch moich kumpli, zagra na żywo,

mietek pisze...

tak na marginesie: ostatnio to się niemożliwie podniecam muzyką z płyt 78-obrotowych, a także płytą "Cannonball Adderley in San Francisco" wydaną w 1959 roku. a posłuchałem właśnie zespołu The Pains Of Being Pure At Heart co wszyscy polecają i baaardzo mi się nie spodobało, bo to takie samo jak w latach 80.

no właśnie, "to w końcu tylko kilka nutek", a jednak co parę lat się pojawia ktoś, kto tak je gra, jakby był pierwszym muzykiem na świecie.
mi - rocznik 70 - pod koniec ubiegłej dekady się wydawało tak jak adwersarzom, że juz sam szajs wtórny został. próbowałem z najlepszymi chęciami słuchać Dylana. nie dało rady, to naprawdę flaki z olejem i to zakurzone.
ale wreszcie przyszło paru, dali czadu i teraz chyba jestem młodszy niż 10 lat temu.

no i, przepraszam bardzo, nie pamiętacie jak klasyk śpiewał "ważne są tylko te płyty których jeszcze nie znamy"?

Analogowe ucho. pisze...

Panie Mieeeeetek, wśród śpiewających (beczących) kóz Dylan najlepszy jest ;-)

TOM pisze...

Jak miło słyszeć Wasze głosy ! Nie oskalpujcie mnie ale te wasze lata 60-te, 70-te to pikuś ( no dobra Pan Pikuś ) ale i tak NAJCUDOWNIEJSZE były lata 80-te !
To wtedy była podstawówka i słuchałem new romantic, eksplozja polskiego rocka, świetny pop i disco ( nie to co dziś )itd. A tak na serio - każdy ma rację, bo najwięcej słucha się muzyki gdy się dorasta, kiedy kształtują się nasze gusta muzyczne, też wydawało mi się kiedyś że wcześniejsze dekady to be i nie warte słuchania - nic podobnego, ale do tego musiałem dojrzeć. Długo wydawało mi się że już lata 90-te przyniosły zmierzch nowości, świeżości w muzyce - na szczęście się myliłem. Zgadzam się z Michałem, ostatnie lata takie nijakie ( trochę ), są perełki i fajne kapele ale ogólnie to takie trochę cieniuchne - albo ja staję się ramolem i nie nadążam...
Jedno - rzeczywiście jak ponad 20-lat temu widziałem teledyski czy płytę w sklepie lub u kolegi to były ciary na plecach teraz to już nie to samo - cóż co reglamentowane lub nieosiągalne to pociąga. No i poprzeczka muzyczna stała zdecydowanie wyżej.
Pozdr.
tomasz
PS
szkoda, że urlop się skończył...

Analogowe ucho. pisze...

Lata 80 nie były złe, no ba ;-) Ale żeby nie było że lata 80 to tylko pop, disco i new romantic i eksplozja polskiego rocka to do poczytania polecam książkę o płytach ważnych, istotnych, często przełomowych.

Tak między nami mówiąc, Tom, to nie pop, nie disco i nie new romantic były najistotniejsze w latach 80. Daleko nie! A kurczę blaszka, jak wpiszę w Google zapytanie o muzykę lat 80 to mi wyskakuję takie właśnie dyrdymałki typu new romantic, synth-pop i inne italo disco, "młode tłoki, Sabriny i inne cycate panienki, tudzież (bez urazy RObert POland) malowani (jak te lale) chłopcy. O w mordę...


http://rapidshare.com/files/276911070/Do_poczytania.rar.html (jeno 10 pierwszych a potem wespół w zespół...)

Anonimowy pisze...

Twierdzić że lata 60te były do dupy ,może tylko kompletny muzyczny ignorant albo osoba pozbawiona jakiejkolwiek wiedzy na ten temat.

s.s

RObert POland pisze...

Analogowe ucho napisał: tudzież (bez urazy RObert POland) malowani (jak te lale) chłopcy. O w mordę...

Masz rację, panie Darek, jak wrzucam hasło 80s, to też mi wyskakują ,,osobistości" w stylu Spandau Ballet :D
Cóż, często gościli zniewieściali muzycy na moim blogu - były to czasy (przeważnie pierwsza połowa 80tych), gdzie ,,dinozaury" rocka zostały zepchnięte w cień...

Chociaż istniały grupy Pink Floyd, Scorpions, Dire Straits, czyli ta muzyka, która nie dała się przekabacić na... co by tu nie mówić - pedalski styl nowych romantyków, to właśnie zostały one troszkę przyduszone.
Myślę,że to już wtedy był początek końca - wstęp do komercjalizacji. Produkty w stylu Modern Talking - przecież dziś jest to wzorzec dla biznesmenów, jak zrobić kokosy na muzyce, nie bawiąc się w jakieś tam ,,klimaty" i ,,przesłanie".

Mógłbym wymieniać wiele więcej przykładów - ale na to już brak mi czasu.

Fakt, że image nowych romantyków to była straszna kaszana, na szczęście większość grup należąca do tego nurtu potrafiła jeszcze dzierżyć gitarę w ręku (A Flock Of Seagulls, czy Ultravox.

ROb.

Analogowe ucho. pisze...

Nie ulega wątpliwości (odkrywczy tutaj nie będę) że okres, druga połowa lat 70 i tak powiedzmy do połowy lat 80 to bardzo ciekawy okres w muzyce popularnej. Z jednej strony umarli starzy (już) bogowie rocka, zmiotła ich z sceny, młodzież spod znaku punka, która wprawdzie grać na ogół nie umiała ale niosła to co w muzyce najistotniejsze, energię, szczerość, witalność. Z drugiej strony pod koniec lat 70 i na początku 80, dogorywała muzyka popowa spod znaku disco, skutecznie, zmieciona, wreszcie, przez, nowe kapele wykorzystujące najnowsze zdobycze, czyli na owe czasy, pitu, pitu, syntetyzatory.

W międzyczasie, ups co za określenie, równolegle, ewoluował styl punk, przedstawiając coraz lepsze płyty, przy okazji tworząc dzieła wiekopomne. Rodziła się też typowa dla naszych czasów komercja nagrania ewidentnie wyprodukowane dl potrzeb szybkie zbytu, dla potrzeb radia, przez sprytnych, rzemieślników realizatorów dźwięku, Już nie było potrzeby zatrudniania żywych muzyków, wystarczył sprawny realizator dźwięku plus jakiś rzemieślnik, kompozytor. Ot choćby Modern Talking (pierwsza płyta dobra, reszta to kompletna kalka, nie sposób słuchać)

Sporo działo się dobrego, wiele powstało płyt które cieszą do dziś i cieszyć będą za lat 50, 100.

Się rozpisałem, wybaczcie ale na prawdę boli mnie jak lata 80 utożsamiane są głównie z muzyką spod znaku synth-popu, melodyjnego popu...

toller pisze...

... muzyka jest żywa. muzyka jest 3 metry przed nami. muzyka to duch, który wieje tam gdzie chce, a nie trup zamknięty w stylach, winylach i produkcjach...
Esencja, Panie Mietku. Dodałbym jeszcze CZY W LATACH.

Analogowe ucho. pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
TOM pisze...

I właśnie - Panowie, dotknęliście sedna sprawy - poza zagorzałymi fanami kto pamięta o gwiazdeczkach jednego przeboju czy mówiąc prościej sezonowych projektów muzycznych ( chociaż wspaniale że i tacy są i byli bo przecież nie wszyscy mogą być super gwiazdami ). A ci wielcy - no właśnie rozpoznawalni do dziś, choć i co niektórzy rozmieniają się na drobne i twórczy już nie są. Ale co tam - mówcie co chcecie ale takiego melodyjnego rocka, metalu i popu to już nie ma i nie będzie: Accept, Scorpions, Def Leppard, U2.....
Dobrze że jest czego słuchać
tomasz

Analogowe ucho. pisze...

E tam :-)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Stoner_rock

Albo np zespół

http://en.wikipedia.org/wiki/Mustasch

Analogowe ucho. pisze...

melodyjny rock z naciskiem na słowo melodyjny ;-)

http://www.youtube.com/watch?v=0k_w4nYXlRE&feature=related

Peiter pisze...

Przyłączam się dla wychwalajacych lata 60te, ale raczej te z klimatu festiwalu Monterrey niż spędu w Woodstock.
Dla mnie najlepsze czy też najciekawsze lata w historii rocka to 1966-69, 1977-82 i 1988-1991.
pozdrawiam dyskutujących :)

Anonimowy pisze...

Lata 80 punk rockiem stały, nawet ogniskowi menele stroszyli kudły i czarne skuraki narzucali, ogólnie było tak jakoś alternatywnie, choć sprowadzanie tego do walki z "reżimem" mnie śmieszy. Ludzie żyli muzyką i tekstami, w tamtych czasach równie niekiedy ważnymi, co muzyka. Lata 60-te i 70-te także, trzeba przyznać, miały swój urok, a 90-te? Dla mnie w sprzężeniu z beznadzieją przemian ustrojowych i bezrobociem, którego też doświadczyłem, stracone, ziejące beznadzieją, choć poltycy uparcie wmawiają, że nie. A teraz - coż, zafascynowany wczesną epoką MTV z masą dobrych klipów ("Headbangers Ball", "120 minut"), z politowaniem patrzę na tą masę wijących się w muzycznych telewizjach takich samych "gołych bab" i ocierających się o nich pozłacanych wypacykowanych facecików, wszystko to w takt pojękiwań a la standardowa murzyńska wokalista soulowa, a jedynym tematem impreza. Może to komuś wyda się dziwaczne, ale cieszę się, że urodziłem się w końcówce lat 60-tych i nie zamieniłbym tych siermiężnych lat na obecną skuteczną propagandę sukcesu. Nie zamykam się oczywiście na obecną muzykę, ale tylko taką która mnie interesuje, tzn. punk rock i jego ciężkie okolice, choć reggae i ska też nie pogardzę. I niech łomot będzie z Wami, życzliwi i nieżyczliwi! Punker

Anonimowy pisze...

A pamietacie "120 Minutes" w MTV ? Niejaki King zapodawał Nine Inch Nails, Front 242, Ministry, Sisters of Mercy i inne takie....

mietek pisze...

>"Twierdzić że lata 60te były do dupy ,może tylko kompletny muzyczny ignorant albo osoba pozbawiona jakiejkolwiek wiedzy na ten temat.
"
no właśnie, a tak twierdzę ja Jarząbek, muzyczny erudyta i koneser

lata 70 też były do dupy
lata 80 też
lata 90 do okrutnej osranej dupy
i lata 00 jeszcze nie są do dupy, ale zaraz będą

Anonimowy pisze...

Zazdroszczę autorowi listu, że podróżuje w czasie - nie słyszałem o żadnym innym przypadku, żeby ktoś pamiętał swojego ojca, który był jeszcze w wieku dziecięcym:
"Pamiętam jak będąc dzieckiem tata posiadał całą stertę winyli."
:D

mietek pisze...

no matko jedyna, a idąc przez most nigdy nie spadła Ci czapka? a będąc młodą lekarka nie przyszedł raz do Ciebie pacjęt?

Anonimowy pisze...

Temat wydaje się być wyczerpanym, to tera zamiast rozmawiać co było do dupy porozmawiajmy o ... dupach :D
Panie Mietek, erudyto i koneserze, pytanie do Pana - najpiękniejsze cycki rock'n'rolla? :P

Anonimowy pisze...

Sandra Sabina i Samanta Fox :) ArekL

TOM pisze...

Była jeszcze niejaka Danuta ( "Touch me" ) czy jakoś tak.....

mietek pisze...

:))))))))))))))))))))))))))
nie chcę unikać pytania, ale ja raczej na nogi pań wzrok kieruję...

Anonimowy pisze...

No tak,
wszystkie drogi prowadzą do ... dupy.

Sandra, Sabrina, Samantha Fox, Danuta Lato to rzekomo r'n'r ... hehehe
Panie Piotrze K. chyba trzeba obok "Ludzie listy piszą" jakąś szkółkę niedzielną otworzyć, bo Panu z TSA gwiazdy hip hopu zrobią ;)

Piotr K. pisze...

Szkółka Niedzielna - Lekcja #1

In the beginning
Back in nineteen fifty-five
Man didn't know about a rock 'n' roll show
And all that jive
The white man had the smoltz
The black man had the blues
No one knew what they was gonna do
But Tchaikovsky had the news
He said -
"Let there be light", and there was light
"Let there be sound", and there was sound
"Let there be drums", and there was drums
"Let there be guitar", and there was guitar
"Let there be rock"
And it came to pass
That rock 'n' roll was born
All across the land every rockin' band
Was blowing up a storm
The guitarman got famous
The businessman got rich
And in every bar there was a super star
With a seven year itch
There were fifteen million fingers
Learning how to play
And you could hear the fingers picking
And this is what they had to say
"Let there be light"
"Sound"
"Drums"
"Guitar"
"Let there be rock"
One night in a club called `The Shaking Hand'
There was a ninety-two decibel rocking band
The music was good and the music was loud
And the singer turned and he said to the crowd -
"Let there be rock"

Peiter pisze...

... i rozdarło sie niebo grzmotem nad Tupelo i w deszczu strugach bogobojna dziewczyna powiła dwóch braci, lecz pierworodny okazał się martwy. Zaś drugi miał na imię Elvis, zaś na drugie Aron. I pozostało dziecię wprzy matce aż do lat młodzieńczych. I ukradło Czarnym muzykę a Bo Diddley temu nie zapobiegł. I zrobił sie czarobiały tygiel i buchnął roll z niego... zaś Kapłani dali przygarść srebrników strażnikom i przykazali "Idzcie i rozgłaszajcie, że rock sie w jUKeju narodził i zaczął się od Beatlesów".. i rozniosła sie ta wieść i trwa do dzisiaj, nie tylko pomiędzy Żydami. A co młodsi i mniej osłuchani twierdzą nawet, zr roll sie narodził wraz z Pistols a nawet Nirvaną. .. (Łk KZm 23-29)

Analogowe ucho. pisze...

Chuck Berry, chłopak z gitarą ;-)
Kwintesencja rock n rolla.

Polecam posłuchać płyty, składanki, z roku 1984. The Great-Twenty-Eight.

http://www.rollingstone.com/news/story/6598094/21_the_great_twentyeight

Amen.