sobota, 26 czerwca 2010

Złe Psy

Andrzej Nowak jest wielce charyzmatyczną postacią naszej sceny rockowej. Ci, którzy choć w niewielkim stopniu interesują się polską muzyką rockową wiedzą że był założycielem i gitarzystą TSA. Po odejściu z grupy,występował u boku Martyny Jakubowicz, brał udział w wielu projektach muzycznych a później jako filar zespołu Tadeusza Nalepy, pomagał mu w powrocie na scenę. To właśnie zafascynowanie muzyką Nalepy, spowodowało że Andrzej w dzieciństwie sięgnął po gitarę . W czasie gdy współpracował z Nalepą, narodził się pomysł powałania do życia grupy grającej muzykę "pełną kurzu amerykańskich autostrad i pomruku motocykla Harley-Davidson". Nazwał ją HARLEY DAVIDSON BAND jako wyraz swojej fascynacji Ameryką i motocyklami. W składzie znaleźli się, Jarosław Szlagowski i Bodek Kowalewski. Grupa nie istniała długo, wystąpiła w Jarocinie 86 i podobno zrealizowała jedną swesję nagraniową. Mimo to, jak przyznaje Nowak była pierwowzorem powstałego w 1999 roku zespołu - ZŁE PSY. Kariera zespołu związana była od początku ze światem motocykli i psami rasy pitbull, w których Andrzej jest zakochany od lat. Pierwsze koncerty ZŁYCH PSÓW miały miejsce na licznie organizowanych w Polsce zlotach motocyklowych, gdzie spotykały się zawsze z entuzjastycznym przyjęciem publiczności. Muzyka ZŁYCH PSÓW sięga swoimi korzeniami aż do wartkich nurtów Misissipi i bezdroży USA, które Andrzej dotknął własną stopą, mieszkając przez lata w Stanach. Grupa stała się znana w całym kraju, a jej twórczością zainteresowała się wytwórnia płytowa Metal Mind Productions, czego rezultatem było wydanie w 2002 roku pierwszego CD ZŁYCH PSÓW - "FOREVER". Więcej o grupie na stronie http://www.zlepsy.pl/ z której pochodzi ten tekst.



Recenzja płyty ze strony http://www.rockmetal.pl/ autorstwa Rafała "Negrina" Lisowskiego.

Muszę Wam powiedzieć, że lubię takie płyty - szczere, z energią, z kopem. Jak mawia jeden z moich znajomych: prosto i do przodu. "Forever" to jest taki album, który fanowi uczciwego hardrockowego grania praktycznie nie może się nie spodobać. Co prawda nie znajdziecie tu błyskotliwej oryginalności albo Bóg wie jakiego muzycznego wyrafinowania, ale Andrzej Nowak i Złe Psy oferują w zamian co innego: mocne, klarowne uderzenie i mocny, klarowny przekaz.
Mnie, człowiekowi lubującemu się jednak w swego rodzaju wyszukaniu, najtrudniej przyszło "zaprzyjaźnić się" z Nowakowymi tekstami. Prosty język, nieskomplikowana przeważnie treść - dłuższą chwilę zajęło mi zrozumienie, że przecież to właśnie jest rock'n'roll, to właśnie jest poetyka Harleya, poetyka szczerego, prostego życia. Powiem więcej: po jakimś czasie zaczęły mi się one autentycznie podobać, nawet (na swój sposób) te, które wcześniej przyprawiały mnie o lekkie acz nieprzyjemne ciarki (najlepszy chyba przykład to "Księżycowa": "Patrzę, a on tak na ciebie patrzy / Więc wyrwałem chwasta, niech się chlasta"). Większość tekstów współgra z muzyką (a może to muzyka współgra z tekstami?), dając efekt co najmniej dobry, a w przypadku utworu "Dziad" (jednego z moich ulubionych na płycie) czy zamykającej album lirycznej ballady "Blue Grass" - wręcz przejmujący. Nowak lekko zachrypniętym głosem śpiewa o dobrych i złych stronach miłości, o szczęściu i o zdradzie, a także nieco moralizuje (w "Po co ludzie się kochają" oraz, przede wszystkim, w "Krew się leje").
W warstwie muzycznej debiutancki krążek Złych Psów to, jak wspomniałem na początku, kawał dobrego, szczerego hard rocka, pełnego spontanicznej energii. Płyta ma swój własny styl, nie będący bynajmniej kalką dokonań Andrzeja z TSA - co nie oznacza, że w kawałkach takich jak "Szampan" albo "Ciesz się kobieto" nie czuć trochę tamtego ducha. Można przypuszczać, że na kształt utworów wpływ mieli wszyscy muzycy grupy, którzy w poszczególnych numerach pokazują, że naprawdę wiedzą, jak radzić sobie ze swymi instrumentami. Nie tylko nie sposób doszukać się wad w wykonaniu, ale niektóre partie mogą naprawdę zainteresować - fajna, niebanalna praca sekcji rytmicznej, wyraziste riffy i "klasyczne", dobrze rozpoznawalne solówki Nowaka. Tym, co może niektórych zaskoczy - choć niemal na pewno się spodoba - jest ciężar niektórych numerów, lub przynajmniej ich fragmentów. "Motocykl", "Krew się leje", "piekielny" "Pitbull" (z gościnnymi wokalami jednego z psów Andrzeja, Pini), refreny "Dziada" czy "Księżycowej" - panowie ze Złych Psów nie pozostawiają wątpliwości, że potrafią mocno uderzyć, a momentami zagrać także dość nowocześnie (czego dowodem fragmenty dwóch pierwszych z wymienionych powyżej utworów). Już czekam na możliwość zobaczenia ich "na żywo". I coś tak czuję, że "Forever" dołączy na stałe do mojego zestawu płyt dodających energii do życia.



Złe Psy - Forever (2002)





P.s
Link i tekst z sieci

6 komentarzy:

Piotr K. pisze...

Poszukuje czegokolwiek grupy Harley Davidson Band.

Anonimowy pisze...

Utwory 14-20 to juz nie "Złe psy".
14-ta to niby Kult / Kazik.
15-20 to znacznie cięższy kaliber. Co to?

Pozdrawiam
JP

Stary człowiek i może pisze...

Jakieś to takie bez jaj

Stary człowiek i może pisze...

Do 15 numeru zaczyna być z byczymi jajami granie.
Nie mam pojęcia kto to

Stary człowiek i może pisze...

OD!

Anonimowy pisze...

Abstrahując od muzyki to Pan A.N. jest również bardzo toksyczną osobowością. Tak samo jak toksyczna i chora jest miłość do pitbulli. I w ogóle dla mnie połączenie Harleyów z pitbulami to jakaś schiza totalna.