poniedziałek, 23 czerwca 2008

Latająca Maszyna Do Szycia

LATAJACA MASZYNA DO SZYCIA działa od grudnia 1982 r do końca 1989 roku z inicjatywy byłego leadera zespołu ''Jeep'', Pawła Markowskiego.
Początkowo było to trio instrumentalne, od marca 1983 przekształcone w kwartet z udziałem wokalisty.
Skład grupy:
Paweł Markowski -g,
Piotr Szeliga -g akustyczna, spiew,
Adam Jeżewski -bg,
Maciej Mierzwiński - perkusja.


Oto notka biograficzna z oficjalnej strony zespołu napisana przez ich basistę.
"Początek lat 80-tych, ogólny marazm i beznadzieja. Szarość dnia codziennego w połączeniu z muzyczną papką w wykonaniu polskich "artystów scenicznych" okraszona wszechobecnymi socjalistycznymi hasłami o dobrobycie w zasięgu ręki. W tamtych latach młodzi muzycy mieli mały wybór: picie, żyła, lub mówienie światu o tym co czują poprzez granie własnej muzyki. Niewiele było wówczas zespołów w Polsce, których muzykę można było traktować w kategoriach sztuki. Po rozpadzie SBB w 1980 roku zdryfowaniu Budki Suflera na peryferia muzyki, nie było w zasadzie czego słuchać. No, może z małymi wyjątkami typu Krzak lub Czesław Niemen. Dochodziło do profanacji sztuki i charakterów. Aby dojść do czegokolwiek tworząc własną muzykę, trzeba było mieć poparcie "góry" co w praktyce oznaczało zbratanie się z ZSMP, PZPR i temu podobnymi gównianymi organizacjami, które z perspektywy dnia dzisiejszego wyglądają co najmniej śmiesznie. Na tym gruncie ogólnej beznadziei zdarzały się jednak jaskółki nadziei. Wystarczyło bowiem wybrać się raz w roku do Jarocina aby posłuchać czym naprawdę żyje polska muzyka. Kilka kapel odbiło się od dna na tyle aby dopłynąć do powierzchni. Inne tonęły w bezkresnych mętach beznadziei z głowami pełnymi marzeń.
W takiej oto atmosferze w marcu 1982 roku do studia nagrań polskiego radia w Gdańsku zawitało 3 maniaków, którzy głowy mieli pełne muzyki i nadziei na to, że któregoś dnia nie tylko dopłyną do powierzchni, dopłyną do brzegu! Tymi trzema marzycielami byli trzej przyjaciele: Paweł Markowski - wspaniały gitarzysta, niepokorny, bezustannie poszukujący nowych brzmień i form muzycznych, Adam Jerzewski - genialny basista, który potrafił odnaleźć się w niemal każdym gatunku muzycznym oraz Maciej Mierzwiński - perkusista dla, którego żadna forma muzyczna nie była tabu. Oto trzej młodzi ludzie z Gdańska ze średnią wieku 24 lat znaleźli się w prawdziwym studio nagrań. Ci trzej muzycy, którzy każdą wolną chwilę spędzali razem na próbach tak bardzo wierzyli w to co robią, że pomimo, iż zdawali sobie sprawę, że ich muzyka jest trudna, postanowili nie dać szansy zdradzie - grali swoje. Niewątpliwie postacią, którą należy tu wymienić był Mariusz Rosiński - ówczesny kierownik redakcji muzycznej PR w Gdańsku. To on jako jeden z pierwszych poznał się na talencie muzyków i ich twórczości. To głównie dzięki jego wierze w sukces zespołu muzycy byli częstymi gośćmi w gdańskim studio nagrań.
Z sesji na sesję powstawały nowe ciekawsze nagrania. Druga sesja nagraniowa to już kwartet. Do zespołu dołączył bowiem Piotr Szeliga - wybitnie uzdolniony gitarzysta, wokalista i kompozytor. To dzięki niemu repertuar zespołu powiększył się o utwory emanujące poczuciem humoru całego zespołu "Buty zostały zjedzone" czy "Hajda Trójka". Zespół czynił wielkie postępy; muzycy zafascynowani twórczością kanadyjskiego zespołu RUSH czerpali z jego twórczości. Paradoksalnie im lepsza była muzyka zespołu, tym bardziej doskwierały muzykom marazm I kompletna beznadzieja dnia codziennego. Ostatnia sesja nagraniowa zespołu to 1989 rok i trzy genialne kompozycje LMDS ponownie w trio. "One million KW power", "FCZ" i "Let's go to Canada". Ponownie w trio ponieważ Piotr Szeliga postanowił odmienić swoje życie pozostając na stałe w Kanadzie 1988 roku. Ostatni utwór stał się dla zespołu proroczym, 01.01.1990 roku muzycy LMDS na stałe wyjechali do Kanady.Do dzisiaj w Kanadzie mieszkają Paweł Markowski i Adam Jerzewski. Piotr Szeliga i Maciej Mierzwiński powrócili do kraju. Tak oto jeden z najlepiej zapowiadających się polskich talentów lat 80-tych został zaprzepaszczony.
"Dzięki" Ci KOMUNO za zszargane marzenia."

Jazzy

Nagrania o ile się nie myle nigdy nie były wydane na żadnym nośniku. Kilka lat temu były dostępne na oficjalnej stronie grupy, ale teraz nawet i ta strona nie istnieje. Tak więc jest to kolejny powód aby przypomnieć to co po nich pozostało. Mimo że zaliczani do Gdańskiej Sceny Alternatywnej, muzycznie mieli z tym nurtem niewiele wspólnego. Ich twórczość wyraźnie oparta jest na dokonaniach rocka progresywnego początku lat 70-tych i to tej cięższej jego odmiany. Mistrzowskie opanowanie instrumentów jest niewątpliwym atutem tych nagrań i sprawia wrażenie wielkiej lekkości w grze muzyków. Smakowity kąsek dla każdego miłośnika rocka progresywnego, polecam bo naprawdę warto tego posłuchać.


LMDS 1982-1989



1. LMDS
2. Cmentarz na peryferiach
3. Z zimną krwią
4. Buty zostały zjedzone
5. Pociąg do stacji piekło
6. Sen ptaka
7. Cosmos 1999
8. Ucieczka w szaleństwo
9. Hajda trójka
10. Apokalipsa
11. Orkiestra podziemnych przejść
12. Mamo nic nie jest tak samo
13. Opowieść z zaczarowanego lasu
14. One million KW power
15. FCZ
16. Let's go Canada

http://odsiebie.com/pokaz/227127---27ab.html

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

A można by prosić o podanie hasła do rozpakowania ? :)

pozdrawiam, Michał

Anonimowy pisze...

Z radia pamiętam tylko tekst z kawałka "Pociąg do stacji Piekło": "stacja piekło!", którym kumpli rozśmieszałem. Nie wpadłbym na to, że nagrali coś więcej... Markus