wtorek, 5 października 2010

DM Covers

Master Of Celebration (1999)


4 komentarze:

Anonimowy pisze...

A propo śp.R .Czystawa . Śpiewał on chyba wcześniej w zespole Dzikie Dziecko. Czy istnieją jakieś nagrania tego zespołu ?

RObert POland pisze...

BRAVO wysiliło się na notkę o tym albumie (wtedy płyty opisywał Marek Sierocki), obecnie to pismo mnie już nie pasuje, bo to już inne czasy i w ogóle internet proponuje większy wybór...

No to cytuję:

Depeche Mode to jeden z najważniejszych zespołów z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Zaczynali od prostych syntezatorowych brzmień, potem eksperymentowali z samplerami i komputerami, by w końcu skorzystać z brzmień ,,żywych" instrumentów.
Wylansowali trzydzieści pięć przebojów, które trafiły na listy bestsellerów niemal na całym świecie. Ich muzyka, choć zmieniała się, miała charakterystyczne brzmienie i wpływała na twórczość wielu wykonawców. Depeche Mode doczekali się kilku płyt z przeróbkami ich przebojów.

Ostatni taki album to muzyczny hołd polskich artystów. ,,Master of Celebration" otwiera Agressiva 69 kapitalną przeróbką ,,Personal Jesus", potem znakomici Blendersi z ,,Question Of Time". Inne mocne punkty tego wydawnictwa to Somebody w interpretacji Staszka Soyki, Strangelove w wykonaniu Ziyo i Stripped zespołu Hedone. Na uwagę zasługuje też ,,Home" w wykonaniu debiutantki Justyny Kabały.

30 wrzesnia 1999r.

No taka niby recenzja, którą nawet ja potrafię sklecić :)Od siebie dodam, że muzyki DM słuchali nie tylko miłośnicy synthpopu (niektórzy mylnie mówili ,,new romantic" - obecnie nie cierpię tego określenia). Pamiętam, jak podczas przerw w szkole, gość ze starszej klasy, mający na swoim tornistrze napisany długopisem szyld Iron Maiden oraz Accept, przyznał, że lubi Depeche Mode, ale od czasu wydania ,,Some Great Reward". No i te ich ostrzejsze nagrania :)

Póżniej utarło się, że jak ktoś słucha DM to nie może być fanem The Cure i na odwrót... co za bzdura. Osobiście słuchałem obu tych grup, bez tępego fanatyzmu i dostosowania się do któregoś z tych obozów.

Z tego, co wiem, płyty z kowerami DM wydali też między innymi zespoły z... Argentyny (!), Niemiec, a także z Czech.

Sporo tego jest, ,,Master Of Celebration" to nie jedyna kompilacja DM zrobiona przez naszych wykonawców - lecz moim zdaniem, chyba najpopularniejsza.

Szperając w necie możemy się dowiedzieć, że są jeszcze takie ,,składanki" jak:

Tribute To Depeche Mode - DM The Revelator, gdzie są jacyś mnie mało znani Laura Palmer, Jan Malisz, Orkiestra Deta OSP Miejsce Piastowe (o żesz :D), Krzysztof Wilkus...

Music For The Angel - Fani Depeche Mode Karolkowi

ORAZ :

Mode.In.Poland - Polish independent depeche MODE tribute

Jednak nie miałem okazji ich posłuchać, bo właśnie ten Master Of Celebration w zasadzie mi wystarcza.

ROb.

Piotr K. pisze...

To fakt, DM to jeden z nielicznych jak to się dzisiaj mówi, synthpopowych bandów który był akceptowany i tolerowany przez fanów wielu, odmiennych gatunków muzycznych. Może dlatego że zawsze grali z rockowym zębem i właściwie nigdy nie podążali za modą i nie ulegali trendom. Właściwie ja nigdy nie zaliczałem ich do "new romantic", jeśli już to do new wave. Do dzisiaj ich lubię i nawet bardziej niż wtedy.

Stary człowiek i może pisze...

Winyla "Construction Time Again" sobie kupiłem. Fajnie to grało, dużo ciekawych efektów, wtedy w Polsce nikt tak nie grał.
Potem pojawiła się następna płyta z masą przebojowych nagrań i zespół stał się w Polsce bardzo popularny. Grano przeboje z tej płyty wszędzie, do znudzenia wręcz. Potem pojawili, "depesze"
Coś ala bardziej domyty, elegantszy punk. Choć włosy nadal stawiali głównie na cukier, bo lakierów nie było albo były zbyt drogie.
Przestałem mnie więcej w tym momencie interesować się nagraniami tego zespołu.
Ale czasem wracam do niektórych piosenek.