czwartek, 2 lutego 2012

Kafel

Wszystko zaczęło się w czasach szkoły podstawowej od zapalczywego słuchania muzyki. W Polsce był to okres rockowego boomu początku lat 80-tych i moje inklinacje w kierunku elektroniki raczej nie spotykały się z entuzjastycznym przyjęciem wśród kolegów. Oni w swoich kaseciakach męczyli nagrania Led Zeppelin, Queen, TSA i Perfect, a ja Kraftwerk, Tangerine Dream i Ultravox.


 Nie przeszkodziło mi to jednak w zarażeniu kilku z nich wspólnym „graniem” a raczej nagrywaniem różnych dźwięków składających się w coś co miało przypominać kompozycje muzyczne. Instrumentarium stanowił m.in. zestaw garnków udających perkusję, tapczan, deski, arkusze blachy, puszki, gwizdki, harmonijki ustne, cymbałki, zabawkowy akordeon, mini gitara akustyczna, radziecka gra telewizyjna, preparowane taśmy, kasety magnetofonowe. Wszystko pretendowało do miana instrumentu muzycznego. O syntezatorach mogłem jedynie pomarzyć, więc wziąłem się do pracy i sam zacząłem budować generatory na podstawie schematów z Młodego Elektronika. Instalowałem je w obudowach z klawiaturami przypominającymi syntezatory, a klawisze wycinałem z drewnianych listewek. Przez jakiś czas miałem też gitarę elektryczną (słyszalną w kilku utworach z tamtych lat), ale to co mnie naprawdę pociągało w tworzeniu muzyki wiązało się z możliwościami jakie daje elektronika. Kiedy już w czasach szkoły średniej poznałem Andrzeja Panfila, oraz Piotra Gniedziejko pojawiła się nazwa Kafel, nadszedł też czas konfrontacji z publicznością. Po wysłaniu kasety magnetofonowej z domowymi nagraniami latem 1986 roku, ku mojemu zaskoczeniu, zostaliśmy zakwalifikowani do przeglądu Poza Kontrolą VII. W składzie: Darek Krzywański - generatory, taśmy, melodeklamacje/śpiew; Andrzej Panfil – generatory, zagraliśmy nasz pierwszy w życiu koncert w Warszawskim klubie Remont. Sala była przepełniona. Dwóch dziewiętnastolatków stanęło przed deskami do prasowania owiniętymi czarną folią, na których ustawione były Uniprymiton-1, oraz jednooktawowe Prymiton-1 i 2, a podkład wydobywał się ze szpulowca Unitra ZK-140T umieszczonego w walizce pomalowanej srebrzanką. W jakimś amoku znacznie przekroczyliśmy czas występu. Nikt nam jednak nie próbował tego uświadomić. Potem był, jak w kultowym Rejsie, ogólny aplauz i zaakceptowanie, co zmusiło nas do ponownego pokazania się na scenie, bo bisów już być nie mogło z uwagi na charakter przeglądu. Takie chwile pozostawiają trwały ślad w głowie każdego młodego grajka. W 1987 roku zagraliśmy jeszcze dwa koncerty w Szczecinie (podczas drugiego występu Andrzeja Panfila zastąpił Tomek Czerwiński) a w Częstochowie (w tamtejszym studio akademickiego radia) nagrałem kilka utworów z pomocą wspomnianego już Piotra Gniedziejko. Technologiczny przełom w mojej działalności nastąpił z chwilą zakupienia samplerka Casio SK-1. Trudno opisać euforię, jaką wzbudziły we mnie możliwości użycia dowolnego dźwięku w charakterze instrumentu muzycznego.


 Poza tym był to mój pierwszy normalny, strojący instrument elektroniczny, który nie wymagał przed każdym graniem otwierania obudowy i kręcenia trymerami w celu uzyskania jakiejś „ludzkiej” skali muzycznej. Wiosną 1989 roku dołączył do mnie wokalista Andrzej Kwinto (Lenin), który śpiewał wcześniej w różnych post-punkowych kapelach i poruszał się nieźle w muzycznym światku naszego miasta. Odciążony z roli wokalisty mogłem się skupić na tworzeniu muzyki. Po kilku próbach w dwuosobowym składzie weszliśmy do studia Akademickiego Radia Pomorze w Szczecinie, gdzie zarejestrowaliśmy kilka utworów z nowego repertuaru. Za pośrednictwem naszego kolegi, Andrzeja Smolika, Lenin załatwił miejsce na próby w klubie Wyższej Szkoły Morskiej „Pod Masztami”. Smolik wtedy studiował właśnie na WSM i grał tam w zespole. Na jedną z prób Lenin przyprowadził swoją koleżankę, Kasię Nosowską. Spodobało nam się wspólne muzykowanie, więc Kasia została z nami na dłużej. W trzyosobowym składzie wystąpiliśmy m.in. na festiwalu Fama’89 w Świnoujściu, FMR Jarocin’89, na festiwalu muzyki elektronicznej ZEF w Piszu, oraz Zadyma’89 w Warszawie na Torwarze. Piła, Poznań, Leszno, Stargard Szczeciński, Lidzbark Warmiński, Gryfino, Nowogard, Koszalin, Gubin - to niektóre miejsca, które odwiedziliśmy w tamtym czasie. Nagraliśmy również kilka utworów w Szczecińskim Studio Polskiego Radia S1. W 1990 roku po ponad rocznej współpracy rozstaliśmy się z Kasią, przed festiwalem Jarocin’90, gdzie wraz z Maćkiem Suszykiem i Arturem Grochowieckim (dwoma mimami z pantomimy szczecińskiej) wystąpiliśmy po raz drugi - tym razem również na dużej scenie. Jesienią nagraliśmy kilka utworów w Szczecińskim Studio PRiTV S1. Jako że nie byłem zadowolony z naszego dotychczasowego „zabawkowego” brzmienia początek roku 1991 upłynął mi na zgłębianiu tajników mojego nowego nabytku, komputera Amiga 500+. Okazało się że ta maszyna potrafi być również niezłym instrumentem muzycznym i właśnie na nim powstał cały nowy repertuar. Jeszcze w 1991 roku odbyły się koncerty w Nowogardzie, Warszawie, Choszcznie, Szczecinie, a wiosną 1992 roku zostaliśmy wyróżnieni na przeglądzie OMPP Wrocław’92. W tym samym roku wydaliśmy własnym sumptem kasetę pt. Egzalte. Naszym występom od 1989 roku towarzyszyły projekcje slajdów z obrazami Zdzisława Beksińskiego, a w późniejszym okresie wspomagającego nas Radka Brodeckiego. Autorami tekstów (oprócz mnie) byli jeszcze: współpracująca z nami Dorota Maziakowska, oraz Zbyszek Uciechowski. Kafel jako zespół zakończył działalność jesienią 1992 roku.
Historia grupy napisana przez Dariusza Krzywańskiego pochodzi z ich strony www.kafel.pl

Egzalte (1992)


 01. Intro
02. Ate
03. Dom
04. Klatka
05. Noc
06. Eko
07. Nic

KLIK

3 komentarze:

quid pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=-UpFdEOf0ew&feature=related a znalazla by sie moze Piotrze grupa Marians?..najlepiej z tej kasety razem z Kaflem..pozdrawiam

Piotr K. pisze...

Nie mam tej kasety i chyba niewiele osób ma.
Ale nagrania z niej są na tym podwójnym CD niedawno wydanym

Łukasz Pawlak pisze...

Witam,

jeśli kogos interesuje zakup obszernego wydawnictwa poświęconemu grupie Kafel. Zapraszam na strony www.requiem.serpent.pl

Pozdrawiam
Łukasz Pawlak