piątek, 30 stycznia 2009

Pół melona

Wczoraj liczba odwiedzin tego bloga przekroczyła 500 tyś. To bardzo poważna liczba, której się nie spodziewałem, gdy prawie dwa lata temu, pisałem mojego pierwszego posta. Tak więc pozwolę sobie na małą dygresję. W początkowym zamyśle miał to być blog odzwierciedlający moje osobiste upodobania muzyczne, ale z czasem stał się bardziej publiczny i pomału zaczyna mnie przerastać. Nie wiem jak to wszystko się dalej potoczy ale czuję że nadchodzą jakieś zmiany. Oczywiście mam zamiar go kontynuował bo jest jeszcze mnóstwo muzyki którą warto przypomnieć i liczę na Waszą w tym pomoc. Chciałem podziękować wszystkim odwiedzającym, pomagającym, podrzucającym linki, krytykującym, uzupełniającym posty swoimi komentarzami i dzielącym się wiedzą muzyczną bądź wspomnieniami. Wszystko to sprawia że jest on bardziej interesujący.

Na koniec chciałem przytoczyć wypowiedź której udzieliłem parę tygodni temu Łukaszowi Lubiańskiemu oraz jego artykuł z "Dziennika". Ciekawią mnie Wasze opinie na ten temat.



Dnia 1-12-2008 o godz. 14:31 Łukasz Lubiatowski napisał :


Panie Piotrze,piszę niedługi tekst o audioblogach do sobotniego magazynu "Dziennika", prezentujący audio-blogosferę jako zjawisko, dzięki któremu ludzie znów "skupiaja sie" wokół muzyki, i dzielą się swoją pasją przypominając rarytasy, rzeczy niedostępne, nowe etc...chodzi o to, by przedstawić ten fenomen jako przeciwieństwo sieci peer-to-peer, gdzie sciaga sie muzykę "hurtowo", anonimowo i tym samym dewaluuje jej wartość. Chcę wspomnieć o wielu blogach zachodnich: np. prezentujących nieznaną muzykę z Afryki czy undergroundowy hip hop, ale też o Pana blogu - jako jednym z pierwszych i najbogatszych w polskim Necie. O ile Pan wyrazi zgodę, chciałbym wykorzystać w tekscie krótkie Pańskie wypowiedzi - jedną / dwie, dlatego podsyłam kilka bardzo ogólnych i dosć oczywistych pytań.

Będę bardzo wdzięczny za pomoc
z pozdrowieniami Łukasz Lubiatowski



Ł.L. Skąd pomysł, by zgrywać kawałki z archiwalnych płyt i kaset w formie mp3 i umieszczać je na blogu. Czy śledził Pan zachodnie audioblogi ?
P.K. Pomysł zrodził się jakieś dwa lata temu i nie był inspirowany zachodnimi audioblogami a raczej moją trochę anarchistyczną naturą i faktem, że w ostatnich latach jesteśmy zalewani gównianą bezwartościową tandetą serwowaną przez wielkie wytwórnie muzyczne. Natomiast ogromna masa wartościowej muzyki tworzonej przez ostatnie 30 lat jest zapominana, nie wznawiana a jeśli już wznawiana to w ograniczonym nakładzie i w cenach, na które czasami nie stać dorosłych, nie mówiąc już o młodzierzy. Zresztą to nie nowy pomysł, jako młody chłopak również nagrywałem i wymieniałem się nagraniami ze znjomymi tylko wtedy nośnik był inny - taśma magnetofonowa.

Ł.K. Czy jako kolekcjoner nie ułatwia Pan nazbyt zadania tym, którzy zamiast szukac archiwalnych płyt i reedycji, po prostu jednym kliknieciem ściągną nagrania, których poszukują. Jak długo aktywne są linki ?
P.K. Tych którzy kochają muzykę , mp3 nie zadawala . To tak jakbyś był kolekcjonerem obrazów ale zamiast orginałów wieszał na ścianach ich kserokopie dzesięciokrotnie gorszej jakości.
Natomiast tych którzy kolekcjonują płyty w formacie mp3, przy dzisiejszym postępie komputeryzacji i rozpowszchnieniu formatów bezstratnych takich jak wav, flac czy ape jest już chyba niewielu. Według mojej opinii sprzedawanie mp3 po cenach 3zł za utwór na powszechnie szanowanych stronach internetowych to jest kradzież w biały dzień i to w myśl prawa. Czasami taka płyta (dziesięcioktotnie gorszej jakości) kupiona w internecie kosztuje więcej niż orginał w sklepie !!!!
To jest kompletna paranoja, kto dopuścił do tego, gdzie prawa konsumentów.
Pilki mp3 do których linki są na moim blogu, jak napisałem na głównej stronie, nie powinny być celem a jedynie środkiem pomagającym w podjęciu decyzji o zakupie danej płyty. Posłuchaj zanim kupisz, jeśli nie znasz. Podoba ci się, kupuj płytę (jeśli jest akurat na rynku), nie podoba się to po co trzymać, wykasuj mp3.
Aktywność linków jest różna od kilku dni do kilku miesięcy w zależności od serwera.

Ł.K: Czy ma Pan kontakt z czytelnikami Pana bloga. Czy ważny jest dla Pana wymiar „społecznościowy” tej strony.
Ile osób śednio dowiedza strone / ściąga dany tytuł.
P.K. Oczywiście, mam kontakt z czytelnikami a nawet próbuję ich wciągnąć we współredagowanie mojego bloga. Nie mam pojęcia co to jest "społecznościowy" wymiar, ale jeśli chodzi o wymiar edukacyjny to nabrał on dla mnie znaczenia, gdy zaczęli do mnie pisać ludzie młodzi z podziękowaniami za to,że pokazałem im coś o istnieniu czego, nie mieli zielonego pojęcia. Co ciekawe parę osób nawet pytało mnie czy mój blog może im służyć jako materiał źródłowy do pracy maturalnej.
W ciągu 21 miesięcy istnienia bloga, miałem ok 500 tyś. odwiedzin ze 109 krajów.

Ł.L. Ciekawą sytuacja było, gdy muzycy IMTM poprosili, by „wrzucił" Pan nagrania, których oni sami nie posiadają. A czy przez dwa lata zdarzyło się, ze ktoś prosił o usuniecie tych fragmentów. Czy boi się Pan, że ktoś zarzuci panu łamanie praw autorskich? Czy dlatego nie ujawnia Pan nazwiska?
P.K. Nie, nikt nigdy nie prosił mnie o usunięcie linków, a otrzymywałem korespondencję od muzyków takich grup jak ,Bank, Azyl P, Tilt, Ogród Wyobraźni, Stos, Pudelsi, R.A.P czy wspomniany wcześniej IMTM. Wszyscy wyrażali sympatię dla tego co robię. Co do łamania praw autorskich, to pewnie ktoś mi to w końcu zarzuci, gdy blog stanie się zbyt popularny. Jakiemuś twardogłowemu z branży przestanie się to podobać i pociągnie za sznureczki aby mnie udupić. Ale ja nie czuję się piratem , nie czerpie przecież z tego żadnych korzyści. Nawet nie umieściłem na blogu reklam (a mógłbym), żeby mieć czystsze sumienie. Nie zawsze te linki są moje, część znajduję w sieci, część podsyłają czytelnicy.
Moje nazwisko i tak nikomu nic nie powie, jest tam moje zdjęcie po którym paru dawnych kumpli mnie już rozpoznało.Nie jestem nikim znanym, jestem zwykłym szarym facetem który ma swojego bzika.

Ł.L. Umieszczał Pan na stronie stare nagrania punkowe - co Pan myśli o takich inicjatywach jak „z Jarocina” - archiwalnej serii CD z piosenkami Made In Poland, Siekiery. Czy czasem działalność „W moich oczach” nie jest właściwszą droga popularyzowania tych rarytasowych nagrań? Czy moze przeciwnie - takie strony jak Panska wspieraja takie wydawnictwa i budują na nie popyt.?
P.K. Uwierz mi, jestem pierwszym, który takie rzeczy kupuje, i będę pierwszy który będzie do kupowania tego rodzaju wydawnictw zachęcał (a właściwie to robię to od początku istnienia bloga ,patrz notka "Na marginesie" na głównej stronie) jeśli ktoś się o to do mnie zwróci. To wspaniale że istnieją jeszcze ludzie którym się chce wydawać takie płyty wiedząc że raczej wielkich zysków one nie przyniosą. Przy okazji kłaniam się "czapką do ziemi" Marcinowi Jacobsonowi, który już dużo doskonałej muzyki od wiecznego niebytu uchronił.



Z uszanowaniem piotrK

P.S
Przepraszam że przeszedłem na Ty, ale nie znam Cię ani Twojego wieku a po prostu jest to dla mnie bardziej naturalne gdy zwracam się do kogoś "na Ty". Mam nadzieje że mnie nie zamkną po tych wypowiedziach. :-)

Artykuł z "Dziennika"

Audioblogi: Muzyczna Biblioteka Babel
Dzięki internetowi dostęp do muzycznych nowości stał się bardzo łatwy.
Sceptycy kręcą nosem, że za sprawą internetu poznawanie muzycznej historii stało się zbyt łatwe, a dostęp do nowości często oznacza praktyki pirackie. Kiedyś albumu szukało się miesiącami, a upragnioną przesyłkę odbierało z drżeniem rąk. Dziś wystarczy kilka godzin, rzetelne przejrzenie Google i szybkie łącze, by zdobyć upragnioną płytę - czytamy w DZIENNIKU.
Oczywiście większość fanów korzysta z wielkich sieci typu peer-to-peer, które umożliwiają hurtową i anonimową wymianę plików, ale powstaje dla nich mocna konkurencja - audioblogi. To aktualizowane codziennie witryny z utworami do ściągnięcia w formie mp3, często służące popularyzacji nagrań niekomercyjnych i trudno dostępnych - strony prowadzone przez pasjonatów.
Nagrania anonimowych poza Afryką nigeryjskich twórców juju music, dostępne tylko na limitowanych winylach klasyki muzyki jungle, rarytasy z kaset dodawanych do punkowych fanzine’ów, surowe produkcje młodych londyńczyków z podziemnej sceny grime - te dźwięki trudno znaleźć nawet w najlepiej zaopatrzonym muzycznym sklepie. Rzadko wspominają też o nich zajęte aktualnościami wysokonakładowe pisma. Twórcy audioblogów, kompletując fascynujące archiwum muzycznych osobliwości, piszą alternatywną wobec oficjalnego kanonu muzyczną historię. Animatorzy tego nowego obiegu kultury nie przejmują się prawami rynku. To zwykle płytowi kolekcjonerzy, zapaleni hobbyści czy młodzi kronikarze rodzących się subkultur, którzy poświęcają swój wolny czas, by dzielić się unikalnymi zbiorami i wiedzą. Mechanizm tych stron jest bardzo prosty - większość autorów umieszcza nagrania na jednym z serwisów hostingowych typu rapidshare i zwyczajnie wkleja link obok informacyjnego tekstu. Wystarczy kliknąć prawym przyciskiem myszki, by zgrać piosenkę lub całą płytę na dysk.
Zapomniane peryferia popkultury
Słuchając starych, zapomnianych zespołów z Melbourne na blogu 7’’ From The Underground (www.bluetvset.blogspot.com) prezentującym rarytasowe single nowofalowych grup z początku lat 80., poznamy muzyczne korzenie Nicka Cave’a. Śledząc miksy podziemnych acidowych singli na stronie Gutterbreakz (www.gutterbreakz.blogspot.com), łatwiej będzie zrozumieć, co ukształtowało styl The Prodigy. Twórcy blogów wywracają do góry nogami ustalone hierarchie, a muzyczne dzieje piszą nie chronologicznie, lecz "w poprzek", kierując uwagę na peryferia popkultury, odkrywając zapomniane wątki.
- Stronę założyłem zirytowany faktem, że w ostatnich latach jesteśmy zalewani tandetą serwowaną przez wielkie wytwórnie, a ogromna masa wartościowej muzyki tworzonej przez ostatnie 30 lat pozostaje zapomniana - tłumaczy "Dziennikowi" Piotr, autor jednego z najciekawszych polskich audioblogów "To, co mi gra" (www.musicblog-piotrk.blogspot.com). Na swej stronie zamieszcza nagrania z archiwum polskiego rocka, od takich białych kruków jak koncertowe bootlegi Deutera (z festiwalu Róbrege ’84) czy grupy Ogród Wyobraźni (Jarocin ’81), po wydawnictwa zapomnianych tuzów rodzimego hard rocka i metalu - P.J. Band czy Syndii. W ciągu dwóch lat zanotował niemal pół miliona odwiedzin fanów z ponad stu krajów. Podkreśla jednak, że nie chce z tej popularności czerpać żadnych korzyści, poza satysfakcją z dobrze spełnionej edukacyjnej misji.
Podobne intencje deklaruje większość autorów empetrójkowych witryn. - Nie ma sensu publikować nagrań Nirvany, chyba że to fragment jednego z ich pierwszych koncertów z 1988 r. Ciekawiej szukać rzeczy trudno dostępnych. Nie dlatego, że to wartość sama w sobie, lecz by wydobyć coś unikalnego z mroku zapomnienia - tłumaczy Oliver Wang, twórca witryny Soul-sides (www.soul-sides.com). Archiwizując nieprzebrane zasoby audiosfery, twórcy blogów toczą swoistą kulturową wojnę - odkrywając to, co zepchnięte na margines rynku, odbierają monopol na informację marketigowcom wielkich wytwórni oraz decydentom w sieciach handlowych. Nie godzą się na to, że ważne płyty wyszły z obiegu lub kosztują fortunę na internetowych aukcjach. Potwierdzają tym samym teorię "długiego ogona" sformułowaną przez Chrisa Andersona, mówiącą, że internetowy ruch generują nie ci, których przyciągają zjawiska najpopularniejsze, lecz masa indywidualistów zainteresowana tym, co w realnym świecie uchodzi za niszowe. Choć ich głos rzadko przebija się do drukowanych mediów, w necie najlepsze blogi stanowią opiniotwórczą siłę. I stwarzają wykluczonym czy niechętnym mainstreamowym trendom, możliwość uczestnictwa w kulturze. Łączy ich poczucie, że dzięki sieci znaleźli swoją narrację, odmienną od wersji dziejów pisanej przez VH1 czy Radio Złote Przeboje.
I choć audioblogi działają poza prawnymi regulacjami, a twórcy nie otrzymują pieniężnej gratyfikacji za publikacje swych kompozycji, blogersi są przekonani, że działają na ich korzyść. - Nikt nie prosił mnie o usunięcie linków, a otrzymywałem korespondencję od muzyków takich grup jak Bank, Azyl P, Tilt, Ogród Wyobraźni, Stos, Pudelsi, R.A.P - mówi Piotr.
Model "długiego ogona"
Wielokrotnie zdarzało się też, że małe tematyczne strony niemal samodzielnie generowały popkulturowe mody na nagrania danego typu. Przykładem może być witryna Awesome Tapes From Africa. Jej twórca Brian Shimkovitz, młody etnomuzykolog z Nowego Jorku, spędził w Afryce kilka miesięcy na uczelnianym stypendium. Podróżując po kontynencie, zgromadził niezwykłą kolekcję kaset z muzyką z różnych zakątków Czarnego Lądu - od mistycznych berberyjskich śpiewów, przez plemienne pieśni z Kenii, po taneczne nigeryjskie juju czy gospel z Mali. - Po prostu przytłoczyło mnie bogactwo dźwięków dobiegających z samochodów, sklepów, targowych stoisk. Odkryłem, że każdy kraj ma własną, niezwykle różnorodną scenę, wiele unikalnych gatunków, nurtów, muzycznych tradycji - wspomina Shimkovitz. Dziś o jego odkryciach mówią m.in. alternatywne gwiazdy z Vampire Weekend czy Damon Albarn z Gorillaz. Inny pasjonat muzyki afrykańskiej Andy Moor, lider legendy europejskiego post punka The Ex, tłumaczy: - Gdyby Brian chciał szukać twórców tej muzyki, by zaoferować im minimalne opłaty za wykorzystanie nagrań, straciłby kilkakrotnie więcej pieniędzy, niż są one warte. A dzięki popularyzacji tych dźwięków muzycy zarobią dużo większe sumy, grając w Europie czy Stanach.
Często zresztą model "długiego ogona" znajduje swoje podstawowe, biznesowe potwierdzenie. Internetowe witryny kreują popyt na wcześniej nieopłacalne produkty i w końcu znajdują się pasjonaci, którzy podejmują ryzyko publikacji nagrań w oficjalnym obiegu. Wydawcy cyklu kompilacji "Ethiopiques" z muzyką etiopską lat 60. prestiż i wielu klientów zdobyli dzięki rekomendacjom blogerów. Być może podobnie będzie z niezwykłą serią "Z Jarocina" wydawnictwa W Moich Oczach, od niedawna przypominającą archiwalne nagrania legend polskiej nowej fali. Piotr, który część tego materiału publikował ponad rok temu na swojej witrynie, zapowiada, że chętnie wesprze twórców projektu. Z kolei Robert Jarosz, pomysłodawca jarocińskiej serii, przyznaje: - Działamy równolegle, na nieco innych poziomach. Wiem, że sprzeda się tyle płyt Siekiery, by usatysfakcjonować wydawców i artystów. Ale fajnie, że są ludzie niezwiązani monopolem papieru, zezwolenia, państwa i nikomu nie szkodząc, realizują swoją pasję. Audioblogi są dla wariatów, do których sam się zaliczam.
Etnografowie ery globalizacji
Jarosz przypomina też, że muzyka spoza głównego nurtu zawsze znajdowała formy dystrybucji poza oficjalnym, rynkowym obiegiem. Punkowcy pierwsze próby utrwalali na kasetach, hiphopowcy prezentowali umiejętności na nagrywanych własnym sumptem mixtape’ach, twórcy jungle prezentowali nowe utwory w pirackich rozgłośniach radiowych. Każdy prawdziwy fan rocka zna bootlegi Boba Dylana czy Doorsów, zaś miłośnicy jazzu kolekcjonują nieoficjalne koncertowe nagrania Davisa. Nawet najsławniejsi artyści często godzili się z istnieniem tej rynkowej szarej strefy, wiedząc, że takie wydawnictwa nie są konkurencją dla legalnych płyt, lecz bonusem dla tych, którzy już je kupili. Sun Ra niezliczone bootlegi ze swoich koncertów nazywał nawet "kosmicznymi biuletynami". Dziś te stare zbiory mają niezwykłą wartość historyczną, a zadaniem pracowitych blogerów jest, by jak największą ich część ocalić przed zapomnieniem.
Audioblogi kształtują gusta, sprzyjają tworzeniu nowych kanonów. Najciekawsi autorzy grają dziś rolę współczesnych etnografów ery globalizacji, którzy jak niegdyś Harry Smith - badacz amerykańskiego folku - przywracają tysiącom internetowych użytkowników pamięć o bogactwie kulturowych tradycji. W pozbawionej jakiejkolwiek hierarchii cyberprzestrzeni, wśród gigabajtów empetrójek zalegających na dyskach, ich często heroiczny wysiłek to próba przywrócenia choćby złudnego porządku w wielkiej internetowej Bibliotece Babel.

Łukasz Lubiatowski

http://www.dziennik.pl/kultura/article277189/Audioblogi_Muzyczna_Biblioteka_Babel.html


26 komentarzy:

denki-no pisze...

pół melona. gratuluję i oby tak dalej. myślę, że to odpowiedni moment na podziękowania za to, że odmłodziłeś mnie o kilkanaście lat swoimi postami. bardzo chętnie wróciłem do szkoły :)) pozdrawiam i jeszcze raz gratulacje

Anonimowy pisze...

pól banki)jednak nie jest złe z polska muzyka)obok Wengrow,krautrockia niemieckiego,nie jest z nami złe)to chyba jedyna cześć gospodarki która czyma się niezłe hehe.jednak jarociny,brodnice,rockowiskaitp miały wielki sens w tych nieciekawych kiedyś czasach)i muzyka i teksty sie niezestarzały,a nawet sa bardzo aktualne.tak czymac.pozdrowienia.pablo

sytri pisze...

Piotrze edukuj nadal ;)

adam pisze...

Gratuluję i trzymam kciuki za ciąg dalszy! Pozdrawiam i dziękuję!

Anonimowy pisze...

Blog jest super. Ma on wymiar nie tylko społecznościowy, ale przede wszystkim kulturowy. Bo dziś słuchamy papki serwowanej nam przez wielkie wytwórnie nastawiona wyłącznie na zysk. Obawiam się tylko, ze ktoś z "wielkich jajogłowych" przypierdoli się (nie można tego inaczej napisać) kiedyś i będzie usiłował prawnie-bezprawnie udupić pomysłodawcę bloga. Taki to już jest ten nasz świat... Mam nadzieję, ze do tego nigdy nie dojdzie, bo tacy pasjonaci są potrzebnie, by pchać wszystko do przodu i ocalić od zapomnienia to wszystko, co wartościowe

RObert POland pisze...

500 000...
Pamiętam, jak się tą cyfrą ,,jarałem"na swoim blogu, wrzesień 2007...

Także czułem na barkach ciężar odwiedzin i coraz większe wymagania odwiedzających (zapytania o coraz trudniej zdobywalne rzeczy).

życzę Piotrze wytrwałości do ,,pełnego melona".
Chyba tylko prowadzący blog zrozumieją ile to czasem trzeba się napocić, aby znależć jakąś konkretną fotografię zespołu (z polskimi grupami jest o wiele trudniej) , ,,usmażyć" sensowny tekst i jeszcze do tego wrzucić pliki na serwer.

ROb.

Funky Koval pisze...

500000 gratulacje i wytrwałości na kolejne lata.
Na temat artykułu o audioblogerach to myślę że może tylko zaszkodzić, zaraz zrobią reportaż w "uwadze", "misji specjalnej" czy w jakimś innym szicie, ktoś wpływowy obejrzy, przeczyta i będzie chciał zabłysnąć przed matką Sprawiedliwością czy też ojcem Prawem.
Fenomen audioblogów też i mnie zaraził. Archiwa domowe jakie są w domach internautów zdają się nie mieć końca a wirus ów zmusił i mnie do archiwizacji taśm magnetofonych i innych nośników, którymi będę starał się podzielić.
Pozdrawiam, dziękuję i zapraszam.

manyhuana

Piotyr2 pisze...

No ładnie ładnie.Oby tak dalej.Pozdrawiam!!

TOM pisze...

Pamiętam jak zaczynałeś blog. Czas leci. Zgadzam się z przedmówcami - wiele wartościowych nagrań i zespołów jest na nowo odkrywanych, o to chodzi - zapoznać i może przekonać do nowych-starych dźwięków, pokazać jak grał ten czy tamten zespół. Poza tym u Ciebie są osoby które szukają konkretnych rzeczy - tu nie chodzi o to żeby nagrać 1250 płytę i postawić na półkę i już drugi raz jej nie przesłuchać. I co najlepsze - każdy z nas ma swoich faworytów, coś do zaoferowania i chęć do podzielenia się z innymi.
No a przede wszystkim - gratuluję bo powstaje wiele blogów, stron także podobnych do Twojego a jednak zupełnie innych. I tak trzymaj.
Pozdr.
Tomasz

marekjarek5 pisze...

Jakby na to nie patrzeć to jest to czystej wody piractwo ze strony udostępniających. Na większości materiału który tu można znaleźć widnieje napis kopiowanie, powielanie itp bez zgody zabronione. Owszem można sobie zrobić kopię na potrzeby własne i nam najbliższych, owszem ale czy udostępnianie owej kopi 500 000 osobom to udostępnianie najbliższym? Raczej nie , na pewno nie.
Argument że muzycy nie wnosili sprzeciwu jest śmieszny, podejrzewam że żadem z nich nie ma praw do swoich nagrań. Piractwo jak nic ale cóż począć jak współczesna fonografia zaniedbuje tę działkę a życie nie znosi próżni.
Pewnie się co niektórzy obruszą ale z prawnego punktu tak to wygląda, nie jestem prawnikiem, jeśli się mylę to mnie poprawcie, wy co służycie Temidzie.

Zabawne jest teza ("redaktora" Dziennika) jakby blogi w dziedzinie wymiany informacją i w tym przypadku, nagraniami były czymś nowym, jakby to była alternatywa dla p2p gdzie jest się anonimowym. To nie prawda.
Owszem większość użytkowników p2p to Kowalscy wpisujący w wyszukiwarkę szukaną treść ale nie wszyscy. Ci którzy mają skonkretyzowane gusta i upodobania skupiają się na różnych forach, "emulowniach", "torentowaniach" z ograniczonym dostępem, do osób zainteresowanych danym tematem.
Blog jako forma wymiany, w tym przypadku informacją i nagraniami audio to "bajka stara jak świat".

Pamiętam jak w 2001 w komputerowym magazynie Chip opisano grupę osób skupionych na grupie alt.pl.mp3 która wykorzystując usenet, wymieniała się nagraniami, które albo były trudno dostępne albo były wogóle niedostępne. Wykorzystywano do tego zewnętrzne serwery. Podobnie jak w tym przypadku, choć technologia byłą inna, pomysł identyczny.

To co ciekawego w tym blogu to przede wszystkim osoba prowadzcego, któremu się chce, NAPISAĆ COŚ OD SIEBIE a że ma wiedzę i talent, to podaje to w formie takiej że chce się czytać. Powiem tak, może raz albo dwa coś pobrałem, z uwagi na mój wrodzony wstręt do empeczy ale, raz a może dwa czegoś nie przeczytałem co napisał.

Piotr K na prezydenta!!!!! ;)

keiseivv pisze...

500 000 odwiedzin to kilka tysiecy stalych czytelnikow, a pewnie i jeszcze mniej, bo wielu zaglada tu przeciez czesciej niz raz na tydzien, ale to i tak sporo. Dobrze, ze takie blogi istnieja, jeszcze lepiej byloby gdyby staly sie platforma dyskusyjna o muzyce ktorej w mass mediach nie ma. Gratulacje i pozdrowienia dla autora!

artu pisze...

dzięki Piotr, niech Ci się dalej chce

tak korzystając z miejsca
RObert POland hał ar ju,
comeback and stay

Anonimowy pisze...

dodam swoje 3grosze. dobry artykul Dziennika. blogowa scena muzyczna jest rzeczywiscie czyms wiecej niz tylko kolejnym sposobem na wymiane nagran. blogerzy tworza swietne skladanki, ktore nigdy nie trafia do oficjalnej dystrybucji, na blogach dj-e publikuja ciekawe mixtap-y, ktorych tez nikt nie wyda. myspace tez jest ok ale to nie to samo.
tekst moze zaszkodzic (oby nie) temu blogowi ale wszystkich nie uwali. pamietam czasy dawne binarek i polskiej grupy alt-owej. najwgodniej bylo upychac stuff na rodzima gazete i onet. serwery mialy znosna retencje, byla nawet umowiona lista uploadowania, zeby wczesniejsze rzeczy nie spadaly za szybko i wszystko bylo fajnie do czasu az ktos o tym napisal i zrobil sie smrod. no bo jak to? dwie wielkie firmy medialne wspieraja piractwo? chcac nie chcac admini musieli uwalic u siebie binarki ale sam sposob wymiany plikow (jednym z najstarszych w sieci) pewnie nadal istnieje i bedzie istnial. zmieniaja sie tylko adresy.
obecnie najwiekszym mecenasem blogerow jest google ale moze dojsc do sytuacji, ze przywali sie do korporacji jakies zasrane amerykanskie RIAA (tak jak do napstera) i firma z najwiekszego dobrodzieja przyjmie strategie najwiekszego killera audioblogow. choc zeby to bylo skuteczne trzeba by bylo jeszcze 'czesac' serwisy przechowujace pliki. nie ma sie co martwic - jak zauwazyl marek-jarek zycie nie znosi prozni. nie bedzie blogow to powstanie cos innego.
piotrek - gratuluje! rob dalej swoje, jak nie pod tym to innym adresem

d.arek

mietek pisze...

gdzieś czytałem - nie pamietam gdzie, bo to było niedawno, a ja już mam swoje lata - że RIAA odchodzi od ścigania internautów ze względu na zbyt wysokie koszta takich operacji. zmienili ponoć strategię na promowanie ściągania legalnego.
u nas Zaiks ledwo zipie, bo ma zapłacić jakiś gigantyczny zaległy VAT (grozi mu nawet bankructwo), a firmy - ?, chyba też ledwo zipią.
pozdrawiam Cię Piotrze serdecznie.

marekjarek5 pisze...

Ha, ha, ha, ha.

Kuriozalna sprawa.

Nie od dziś wiadomo że głównymi "konsumentami" muzyki są ludzie młodzi. Ludzie młodzi, dziś suchają muzyki GŁÓWNIE z empeplayerków lub i komputera. Są wprawdzie w sklepach inne urządzenia odtwarzające ale półka z nimi obrasta mchem. Dziś kupienie w sklepie nowego stacjonarnego odtwarzacza CD, jako osobnego urządzenia graniczy z cudem. Można ewentualnie kupić jakiś zestaw z odtwarzaczem CD lub odtwarzacz DVD, ewentualnie przenośny odtwarzacz CD. Mozna tylko kto to kupuje. Dziś młodzi kupują empeplayerki i tu jest sprawa kuriozalna, w żadnym polskim sklepie nie widziałem stoiska z nagraniami audio gdzie owi młodzi mogliby kupić do swoich empeplayerków nagraniamia. Są za to stoiska z płytami CD, ba jest półka z winylami, półki z mp3 nie ma. Tak wiem są sklepy internetowe ale który "młodzian" ma konto z kasą żeby zapłacić w takim sklepie. Są tacy, wiem ale ilu ich jest. Niewielu. Coś chyba nie zostało dogadane pomiędzy producentami urządzeń odtwarzających a producentami nosników z muzyką.

Rynek muzyczny w Polsce lezy na łopatkach, nakłady płyt CD są beznadziejnie niskie ale nadal GŁĄBY z "przemysłu muzycznego" wydają muzykę głównie na CD kompletnie rozmijając się z zapotrzebowaniem rynku. Po jaką cholerę młody człowiek ma kupowac płytę CD jak on ma empeplayerek.

Mógłby kupić co prawda w interenecie ale oferta sklepów internetowych w Polsce jest beznadziejna, dużo szybciej ów młodzian znajdzie mp3 w www.google.pl

Patrząc szerzej na ów problem, powiem tak, czekam na dzień gdy artyści i cały przemysł muzyczny zrozumie że skończyły się czasy gdy głównym zódłem dochodów była płyta. To se ne wrati. Dziś moi mili płyty powinny być za free a kasę powinno się zarabiac za występy, koncerty. Historia zatoczyła koło. Dawno , dawno temu muzyk żył z występów.

Anonimowy pisze...

Jakby dzis muzycy mieli zyc z wystepow to niestety chyba nie mogliby tworzyc muzyki za dlugo...dlaczego? Dlatego ;)ze po prostu by umarli z glodu-nie zarobiliby nawet na chleb o masle nie mowiac ;)Pomijam cala rzesze pop-shit-papkozercow ;)

marekjarek5 pisze...

Nie powiesz mi ze zyją z wydawanych płyt?

toller pisze...

PiotrKu, gratulacje!!! Gitara gra [i 500 tys. gitar nam gra]

Anonimowy pisze...

marku-jarku, zdaje sie, ze nie jestem takie wiele mlodszy od Ciebie a muzyki bardzo czesto slucham po drodze wlasnie z empetrojki, bo na stacjonarne sluchanie nie zostaje mi wiele czasu.
kto jak kto ale Ty bys chyba nie chcial, zeby przestaly sie ukazywac CD-DA, bo skad bys wtedy wzial dobrze probkowana muze? ;) nie porownuje nigdy nagran z nosnikow pod wzgledem pasma czestotliwosci. dla mnie w kupionej plycie oprocz muzyki liczy tez poligrafia, bo kolekcjonerem jestem i ten typ tak ma ;)
z tego co mi wiadomo, jesli artystom sprzedaja sie koncerty to glowny dochod jest raczej z koncertow niz z plyt. moze wypowie sie tu ktos, kto zna temat 'z drugiej srony lady'?

d.arek

szczepko pisze...

Gratulacje, oby jeszcze więcej ludzi przeczytało i usłyszało to świetne miejsce w sieci. Panie Piotrrze, życzę wytrwałości, bo naprawdę warto.

Anonimowy pisze...

Moja podróż po muzycznych blogach zaczęła się akurat od blogu Piotra K. Wcześniej nie wiedziałem, że istnieją w sieci wynalazki zwane muzycznymi blogami, szukałem więc z różnym skutkiem gdzie popadło, takiej "nie do kupienia" muzyki . Od tamtej pory przekopałem już wiele blogów, ale ten okazał się najbardziej wyczerpującym i najciekawszym (przynajmniej dla mnie!), więc zaglądam tu często, by wrócić choć na chwilę w te stuknięte, niepowtarzalne klimaty lat `80 (i nie tylko). Ci, którzy pitolą bzdury o piractwie (choć sami niekiedy podobne blogi tworzyli - wstyd i żenada za taką postawę!), po prostu nie rozumieją, że nagrania to tylko część atmosfery bloga, bez treści pisanej byłyby mało albo nic nie warte. Pozdrówy i czekam na więcej i więcej! Markus

Anonimowy pisze...

Witam i pozdrawiam serdecznie Piotrze oraz pozostali Bloggersi.

Chciałem podziękować za kopalnię archiwalnych nagrań oraz za Twoje ciekawe komentarze i wprowadzenia w materiał. Wnoszą bardzo dużo wartości do samego bloga. Domyślam się, że Twoja praca archiwalna i publikatorska jest pracochłonna. Dziękuję Ci za nią i przesyłam wyrazy szacunku.
Pozwolę sobie także skomentować Twój wywiad w dzienniku, uważam, że nie jest aż tak bardzo wszystko czysto i miło.
Publikację archiwalii podzieliłbym na trzy kategorie:
1. Bootlegi.
Niewydane nagrania koncertowe, z publiki lub nawet z konsolety.
Nie mam najmniejszych zastrzeżeń do ich publikowania. Jeżeli są nagrane z publiki, to uważam, że można je publikować nawet, gdy zespół się nie zgadza.

2. Stare winyle i kasety, które, jak piszesz, nie zostaną nigdy ponownie wydane.
Uważam, że mimo wszystko nie powinieneś publikować całości materiału.
Jeżeli rzeczywiście przyświeca Ci myśl namówienia kogoś do kupna winyla, to wybierz kilka utworów i wklej je jako mp3.
Myślę, że i Ty i ściągający zachowają w takim przypadku czystość sumienia.
Podam przykład: Sam osobiście nie kupiłem płyt winylowych Cymande i Koreckiego, Księdza i Dużego w Hey Joe w W-wie, bo uznałem, że 45-50 zł to za dużo i jedną z nich ściągnąłem z sieci.

3.Wydawnictwa, które dalej są w sprzedaży.
Część z płyt,które umieszczasz można kupić w sklepach internetowych (serpent.pl w moich oczach) jako cd lub mp3.
Pamiętam, że nie kupiłem EP Falarka "+++", bo nie było mnie wtedy stać (to było dość drogie CD, w tamtych czasach, kiedy tanie były tylko kasety), a teraz, mimo, że dalej można to kupić, ściągnąłem sobie od Ciebie za free.

pozdrawiam serdecznie,
Udhetoj Te Lindje

Anonimowy pisze...

A propos zamieszczanych mp3, to pisał ktoś tu i ówdzie na tym blogu, że reedycje wychodzą, niekiedy za śmieszną cenę i są sprzedawane w...supermarketach. Pozazdrościć, bo pewnie tylko w 4-6 największych miastach RP. To może umówmy się, że mieszkańcy miast powyżej ... tys. mieszkańców kupują oryginały, a cała prowincjo-biedota (w tym ja), ściąga, bo i tak tych płyt nie ujrzy nigdy na własne oczy, nawet na allegro,he,he. Kij w mrowisko włożony, co na to mrówki? Aha, ani jednej z pobranych tutaj przeze mnie pozycji nie widziałem w żadnym sklepie internetowym - może zawzięci "antypiraci" poumieszczają w komentarzach linki do "oficjalnych wydawnictw"? Może odezwie się ktoś oburzony, że nie został zapomniany i ktoś jeszcze ma szacunek do jego twórczości?

gLan anoNim pisze...

Z tych 500. tys odwiedzajacych mamy z pewnoscia do czynienia z ludzmi o roznym podejsciu do muzyki czy jej wartosci. W moim odczuciu raczej tylko "starsi" maja mozliwosc dojscia do nagran rzadkich, czy wydanych w minimalnym nakladzie, poniewaz to muzyka, ktora powstawala w ich czasie i mogli ja wtedy kupic czy nagrac.
Mlodsi dzieki nim maja mozliwosc doinformowania sie, czy tez doszukiwania sie ciekawych muzycznych klimatow nawet jesli ta muzyka powstala jeszcze przed ich narodzinami. Jesli ta muzyka nie doczekala sie wznowienia na nowszych nosnikach - takie blogi jak najbardziej odswiezaja pamiec o wspanialym polskim dorobku muzycznym i moze nawet uswiadamiaja co niektorych muzykow, ze ich muzyka dla kogos jest bardzo wartosciowa.

Problem pojawia sie wtedy, gdy celem stanie sie jak najszybsze i najtansze sciagniecie nowo wydanego materialu typu: nowy album Izraela, Kultu, Dzemu czy innych kapel. Na kupienie 1 plyty polskiego wydawcy miesiecznie stac prawie kazdego, plyty starsze dostac mozna po 2-3 latach za w oryginale grosze. Wystarczy zrezygnowac z fajek czy kilku piwek.
Nawracac nikogo nie chce, kto jedzie na muzyce za friko, niech sie tylko nie dziwi, ze jego ulubiona kapela po jakims czasie znika na zawsze.

Dzieki temu blogowi udalo mi sie znalezc kilka pieknych i wartosciowych klimatow muzycznych. Niech bede frajerem, ale te najciekawsze stare i rzadkie plyty kupilem potem w oryginale.

sond pisze...

Serdeczne gratulacje i wypada mi już tylko powtórzyć za innymi: trzymać tak dalej.
Pozdrawiam
Sond

Kolekcjoner pisze...

Oczywiście, że tych którzy kochają muzykę mp3 nie zadowala. Zwłaszcza kolekcjonerów, którzy grzebią gdzie tylko się da aby dostać upragniony krążek.

Świat "empetrójek" ułatwia życie współczesnej moździerzy, natomiast nie przynosi satysfakcji potrzymania krążka w dłoni i w końcu odtworzenia go na swoim systemie. To są dwa różne Światy. Pozdrawiam